BuwLOG

No to sobie poszedłem…

Życie to droga. Proszę cię, taki banał na początek?! Już w liceum to było, na maturze; że życie jest jak labirynt, teatr i sen. I że jak droga. Potem było też w jakiejś piosence w roli refrenu, a teraz jeszcze i tu. Trudno, co robić. Trzeba pójść.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Camino? Nie wiem. Chyba dzięki książce Ich bin dann mal weg. Meine Reise auf dem Jakobsweg Hape Kerkelinga (BUW Magazyn, sygn. 1052124). Musiało to więc być jakieś cztery czy pięć lat wcześniej, bo książka niemieckiego dziennikarza była bestsellerem w połowie pierwszego dziesięciolecia XXI w. Utrzymywała się na pierwszym miejscu list rankingowych niemieckich księgarń przez 100 tygodni. Tytuł polskiego tłumaczenia Na szlaku do Composteli. Najważniejsza droga mojego życia (BUW Magazyn, sygn. 1051482) nie oddaje prawie zupełnie ani tytułu niemieckiego, ani charakteru samej książki. Czesi przełożyli „Ich bin dann mal weg” na „Tak já teda jdu”, a Anglicy „I’m off then” ‒ „Poszedłem sobie, ruszyłem w drogę”.

Symbol żółtej muszli na niebieskim tle, charakterystyczny dla dróg św. Jakuba

Drogowskaz na El Camino

Wcześniej hitem „composteliańskim” był dziennik Shirley MacLaine, później Pielgrzym Pawła Królikowskiego (czyli O diário de um mago Paulo Coehlo – ot, taki bibliotekarski żarcik). A jednak ludzie czytają. Zaintrygowało mnie, że ta pielgrzymka, ta droga, zmienia życie. Niemiecki artysta, komik i kabareciarz, jak miliony innych, wyruszył szlakiem Jakubowym właśnie w kryzysowym momencie swojego życia. Utrata głosu i zapalenie woreczka żółciowego ‒ efekt przepracowania ‒ pchnęły go w kierunku myślenia o zmianie przyzwyczajeń, o odpoczynku, o znalezieniu nowych sensów. Wyruszył w czerwcu 2001 r., z 11-kilowym plecakiem, z Saint Jean Pied de Port, nieprzygotowany. Na początku wyprawy zrobił założenie, że Bóg ‒ jakkolwiek Go nazywać ‒ jest. Nie widać Go, ale jest. Po co w ogóle robił takie założenie?

Na Camino na pewno znajdziesz to, czego szukasz. To prawda ogólna. Znajdujemy to, czego szukamy. Zawsze dostajemy to, czego tak naprawdę chcemy, prędzej czy później. Wystarczy zajrzeć w głąb naszego serca. Jeśli szukasz towarzystwa, znajdziesz je; jeśli szukasz przygody, znajdziesz ją; nowych smaków? ‒ masz to jak w banku; nowych miejsc i krajobrazów? ‒ co kilometr. Szukasz Boga? Oczywiście można Go znaleźć, ale najważniejszą rzeczą nie jest szukanie Go, ale spotkanie z Nim. To właśnie powiedział arcybiskup sewilski podczas mszy świętej w Santiago 20 sierpnia. Wielu ludzi w drodze do Santiago zdaje się zapominać o oryginalnym znaczeniu pielgrzymki. El Camino stało się w dużej mierze trasą turystyczną, dzięki której można tanio podróżować przez Francję, Hiszpanię i Portugalię. W schroniskach trudno nam było odnaleźć krzyż, obraz Matki Bożej czy innych świętych (poza świętym Jakubem). Na szczęście przy samej drodze nadal można znaleźć wiele krzyży i chrześcijańskich symboli. To dobrze, nawet jeśli dla niektórych osób nie są one niczym więcej jak lokalnym kolorytem.

Na Camino każdy dzień zaczyna się o świcie. Czasem jest jeszcze dość ciemno. Zawsze jednak można w miarę szybko znaleźć pierwszą żółtą strzałkę lub żółtą muszlę, która wskaże nam drogę. Strzałki i muszle ‒ to one sprawiają, że El Camino jest na swój sposób łatwą drogą. Wystarczy odnaleźć kolejną strzałkę. Po pierwszych kilku dniach znajdujesz je bez trudu: na ścianach, na lampach, na odwrocie znaków drogowych, na chodniku, na środku jezdni, na drzewach itp. i zawsze, gdy są skrzyżowania, właściwa droga jest oznaczona strzałkami, zła droga jest oznaczona żółtym krzyżykiem. Myślałam o tym ‒ czy to tak samo jak w życiu codziennym, czy nie? Czy mamy jakieś żółte strzałki do odnalezienia? Gdzie są? Czym są? Dlaczego czasami tak trudno jest podjąć decyzję, czy pójść w lewo, czy w prawo….

Jeśli więc żółte znaki ułatwiają podążanie El Camino, co sprawia, że droga ta bywa nadzwyczaj trudna? Ty sam. To nie buty utrudniają ci drogę, bo gdybyś wziął parę niewygodnych, nie zaszedłbyś daleko. Nie jest to także plecak, który masz ze sobą, bo gdybyś wziął za dużo rzeczy, musiałbyś pozbyć się niektórych. W przeciwnym razie nie mógłbyś iść. To także nie pogoda, bo jeśli jest chłodno i nie ma słońca, to można iść. A jeśli jest gorąco i słońce praży niemiłosiernie, to siedzisz w cieniu, żeby przeczekać. W tym sensie Camino jest łatwe. Drogę utrudniają ci przeszkody, które są w tobie.

Gdy teraz o tym myślę, to widzę, że zaczęłam się przygotowywać już dużo wcześniej. Oprócz Ich bin dann mal Weg, przeczytałam jeszcze Musím jít dál ojca Františka Lízny – czeskiego księdza, który do Santiago szedł ze świętej Góry Přibram. Potem jeszcze Nie idź tam człowieku! Andrzeja Kołaczkowskiego-Bochenka (BUW Magazyn sygn. 1026635), Die Sehnsucht ist grosser Andrei Schwarz. Z czasem uzbierałam ładną kolekcję compostelianów, bo mam w domu jeszcze Tima Moore Zwei Esel auf dem Jakobsweg. Wie ein Engländer sein Herz an Spanien verlor (org. tyt. angielski Spanish steps. One man and his Ass on the pilgrim way to Santiago), München 2009, wydanie piąte, oraz kilka innych[1]. Po książki MacLaine i Coelho nie sięgnęłam. Chyba już mi było za dużo. W końcu ile można czytać. Na prawie rok dałam sobie spokój (z czytaniem o Camino), a teraz mam w ręku pierwszy tom trylogii Turnieje Boże i już się cieszę na trzeci pod tytułem I my pójdziemy na kraniec świata[2].

Tak, wcześniej czy później pójdziemy sobie.

Tekst i zdjęcia: Barbara Chmielewska, Oddział Gromadzenia i Uzupełniania Zbiorów

[1] Drogami świętego Jakuba. Duchowa pielgrzymka, red. Marek Czekański, Krzysztof Burski, Kraków 2010 (BUW Magazyn, sygn. 1073479);
Klaus Herbers, Robert Plötz, Nach Santiago zogen sie. Berichte von Pilgerfahrten ans ‘Ende der Welt’, München 1996;
Camino Portugués. Portugalska droga św. Jakuba. Przewodnik, Agnieszka Laskowska, Jolanta Grabowska-Markowska, Kraków 2012;
Maria Wiernikowska, Oczy czarne, oczy niebieskie. Z drogi do Santiago de Compostela, Warszawa 2013;
Raimund Joos, Portugal Spanien: Jakobsweg Caminho Portugês von Porto nach Santiago und Finisterre, Welver 2015, 185 tom z serii Der Weg ist das Ziel czyli droga jest celem. Tę ostatnią zdobyłam nieoczekiwanie w czasie pielgrzymki.

[2] Pierre Barret, Jean-Noël Gurgand, Turnieje Boże, Kraków 2012, wydanie drugie poprawione. W BUW wyd. pierwsze: Kraków 1988, Magazyn, sygn. 546080 [3]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *