BuwLOG

O pandemii w bibliotece – jak w tych trudnych czasach radzą sobie bibliotekarze z Oddziału Udostępniania

„Pięknie bywa tylko zimą”*

Chyba mało kto z utęsknieniem czeka na luty, ale tak się złożyło, że w 2020 roku był to ostatni przedpandemiczny miesiąc. I ostatni, w którym BUW działał normalnie (nie, nie sądzę, żeby był tu potrzebny cudzysłów), a czytelnicy mogli swobodnie korzystać ze swojej najulubieńszej biblioteki.
Wtedy już coś wisiało w powietrzu, a nasza koleżanka M. z Oddziału Udostępniania przewidywała, że epidemia rozleje się i w Polsce. Niby uśmiechaliśmy się pod nosem, ale na wszelki wypadek coraz częściej sięgaliśmy po trochę zapomniany płyn do dezynfekcji. Podejrzliwie patrzyliśmy na kichających, a kiedy jeden z czytelników przyznał, że lada moment wyjeżdża za granicę, M. rzuciła (żartem oczywiście!): „Wie pan co, to te książki może pan już wyrzucić”.
Później wprowadziliśmy kwarantannę, więc nie było trzeba. Ale o tym dalej.

„Bez wątpienia, nic dziś bardziej naturalnego niż ludzie pracujący od rana do wieczora (…)”

Wiadomość o zamknięciu BUW-u (początkowo myśleliśmy, że „tylko” na miesiąc) zaskoczyła wszystkich, również pracowników. Bibliotekarze z Oddziału Udostępniania ostatni dzień otwarcia nazywają „pamiętnym wtorkiem”. Jeśli ktoś chciał skorzystać z wypożyczalni dopiero późnym popołudniem, doznawał małego szoku na widok gigantycznej kolejki. BUW wyszedł naprzeciw oczekiwaniom zdeterminowanych czytelników i pozostał otwarty do ostatniej osoby (a ponieważ nawet bibliotekarze mają życie pozabuwowe, dobrze, że był to środek tygodnia, a nie np. piątek). Ostatnia czytelniczka wyszła tuż przed północą.

Zdjęcie oczekujących w kolejce do wypożyczenia książek studentów.
fot. Kamila Krzyżanowska

Dzięki pomocy pracowników wolnego dostępu, magazynu i informatorium udało się stanąć na wysokości zadania. Każdy wspierał jak mógł, znaleźli się nawet czytelnicy, którzy chcieli kupować nam kanapki i napoje. Wszystko to było budujące, jednak o powtórce z rozrywki chyba nikt nie marzy…

Następnego dnia ta część naszej załogi, która musiała przyjść do pracy, zajęła się stosami zamówionych książek, których nie udało się wypożyczyć podczas pamiętnego wtorku. A bibliotekarze z nocnej zmiany wykorzystali wolny dzień za dodatkową pracę na wizytę u fryzjera. Zupełnie jakby mieli jakieś przeczucia…

„(…) w końcu nie wie, jak długo może to trwać”

Zamknięcie przedłużyło się najpierw do końca kwietnia, a później do końca maja. Początkowo przychodziliśmy na dyżury, wkrótce jednak i one się skończyły. Podczas pracy zdalnej zapoznawaliśmy się z mnóstwem dokumentów, przygotowywaliśmy scenariusze otwarcia, przenosiny czytelni, a także projekty, o których jeszcze nie możemy mówić, np. o Pewnej Ważnej Sprawie. Mieliśmy oczywiście same dobre pomysły, ale niektóre trzeba było odrzucić. A oto lista tych, które się nie przyjęły:

  • rozwożenie książek konno, rikszą, rowerem albo dostarczanie zamówień przez usługę Uber Books lub dronem;
  • stworzenie basenu na dachu BUW-u (myślami byliśmy przy lecie), z którego dostarczalibyśmy książki (zapakowane w nieprzemakalne balony) przez system zjeżdżalni (kierownik chyba jednak sobie z nas żartował, kiedy mówił, że na pewno nie będzie problemu ze zdobyciem dofinansowania na taki projekt);
  • zbudowanie fosy wokół biblioteki (nieważne, po co);
  • wydawanie książek przez okna pomieszczenia, w którym kiedyś była restauracja.

Ostatecznie zwyciężył pomysł jednej z grup bibliotekarzy, który zresztą też nie od razu został zaakceptowany, co chyba nie najgorzej wróży projektom z powyższej listy.

„(…) kupujący wystawali zaś w kolejkach przed wejściem”

Najgorszy był pierwszy dzień. Zamówień do nowo otwartej wypożyczalni było tyle, że szybko przestaliśmy je liczyć. Na szczęście szło nam coraz lepiej, mimo że zespół na wszelki wypadek podzielił się na dwie grupy (z których każda pracowała stacjonarnie co drugi tydzień), a po książki przychodziło coraz więcej czytelników.
Obie ekipy na pewno zapamiętają pokonane kilometry podczas przechodzenia z biblioteki przez rampę do nowej wypożyczalni (wszystko rejestrowały krokomierze), a także drukowanie, spisywanie, zakreślanie, szukanie, układanie, wydawanie książek i zwracanie, dezynfekowanie, zwracanie, dezynfekowanie, zwracanie, dezynfekowanie, zwracanie, „chwileczkę, zaraz obsłużę, muszę tylko odkazić blat”.

W pierwszej grupie nasz kolega D. z powodu Pewnej Ważnej Sprawy miał najlepsze wyniki na krokomierzu. Dzięki W. (grafikowej) „T.REX” zawsze już będzie trezorem, a „skwar” – przenoszeniem książek z miejsca kwarantanny na półki (ci, którzy choć raz musieli przewieźć z tymczasowej wypożyczalni do biblioteki kilkanaście wózków, wiedzą, jak bardzo adekwatna jest ta nazwa). W czasie tych pandemicznych tygodni dowiedzieliśmy się też wielu fascynujących rzeczy, np. że wózki biblioteczne żyją własnym tajemniczym życiem (więc jeśli jakiś postanowił zniknąć, nie zawsze warto go szukać), a zombiebobry są zdecydowanie lepsze od wirusa, bo tego drugiego nie da się zastrzelić.

Zdjęcie pluszowego bobra przy książce Dżuma, Alberta Camus
fot. Sara Biedron

Druga ekipa wspomina, że początek marca zapowiadał się pełen wrażeń, bynajmniej nie z powodu nadciągającego lockdownu. Do oddziału udostępniania dołączył nowy sympatyczny kolega, który okazał się piątym wieszczem, ale o tym później. Nie zdążył jednak ukończyć szkolenia i podejść do egzaminu, gdy biblioteka została zamknięta na kolejne dwa miesiące. Tej pamiętnej wiosny dalsze wdrażanie w pracę w wypożyczalni (na ile to możliwe) i poznawanie siebie (to już bardziej) odbywało się zdalnie, w trakcie wideorozmów i przygotowywania projektów. Zastosowanie zdobytej wiedzy w praktyce i samodzielna już obsługa czytelników okazała się zupełnie nowym doświadczeniem nie tylko dla świeżo upieczonego bibliotekarza. Pomijając zmianę lokalizacji, trzeba było przywyknąć do pracy w maseczce lub przyłbicy, rękawiczkach i wdychać gęste opary płynu do dezynfekcji, zwanego (nie bez przesady) kwiatem ziemniaka. Obowiązek zasłaniania ust i przegroda z pleksi nieraz prowadziły do nieporozumień. Na częste pytanie służące weryfikacji danych – o miesiąc urodzenia – niejednokrotnie padała po prostu odpowiedź „tak”. Opisywanie rewersów, wybieranie zamówień, wywożenie, rozkładanie w szafach, wycieczki do trezora, zdejmowanie kwarantanny i znów przejazd – to były codzienne działania poza bezpośrednią obsługą. Po zakończonej pracy czekaliśmy jeszcze na wróżby z księgi czakr, którą odczytywała dla wszystkich koleżanka A. Skądinąd, w naszej grupie jeden kolega też wykazywał magiczne zdolności. Za trafne prognozy kolejnych pandemiczno-bibliotecznych obostrzeń otrzymał przydomek wróżbity. W tym miejscu ponawiamy prośbę o podanie numerów lotto. Mimo panującej w zespole atmosfery wieszczenia inna koleżanka zamiast rozwijania profetycznych umiejętności zajęła się superbohaterskimi. Zjawiskowe salto nad wózkiem wypakowanym książkami i lądowanie (prawie) bez szwanku skojarzyło się jednemu świadkowi z wyczynami Wonder Woman. Odtąd stara się, wbrew umiłowaniu poezji romantyków, twardo stąpać po buwowskiej wykładzinie zamiast „wylatywać nad poziomy” (i wózki).

Prawdziwymi bohaterami tych dni byli pracownicy wolnego dostępu, którzy bez biadolenia wspierali załogę z wypożyczalni, nawet jeśli oznaczało to wykraczanie poza swoje zwyczajowe obowiązki. Bardzo za to dziękujemy.

„Jednakże wieczorem oficjalne komunikaty nadal brzmiały optymistycznie”

BUW został otwarty, BUW został zamknięty, co jeszcze w piątek 6 listopada wydawało się możliwe do uniknięcia, ale wieczorem opublikowano rządowe rozporządzenie, a ono, jakie jest, każdy widział. Zresztą wróciliśmy już pod koniec listopada.

„Nigdy nie jest przyjemnie chorować”

Wirus niestety nie oszczędził pracowników oddziału udostępniania. Monice, naszemu ozdrowieńcowi, życzymy powrotu do pełni sił (i przypominamy: noc to najlepsza pora na odpoczynek, nie pracę), a wszystkim bibliotekarzom – zdrowia, którego ostatnio wielu z Was brakowało.

„Ta kronika dobiega końca”

Wreszcie wyrazy współczucia i słowa wsparcia chcielibyśmy przekazać Frankowi, naszemu koledze z zespołu, któremu pandemia zabrała Tatę.

Sara Biedron, Agata Nowicka, Oddział Udostępniania

* Cytaty wyróżnione w śródtytułach pochodzą z Dżumy Alberta Camus.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *