BuwLOG

Przyjaciele są wśród nas

Była obserwowana. Odruchowo poprawiła włosy i złapała się na tym, że sięgnęła do torebki w poszukiwaniu lusterka. Zawstydzona cofnęła rękę. Z wielką uwagą patrzyły na nią ogromne zielone oczy. A to sprawiało, że bała się poruszyć i czuła się jak sparaliżowana (zabawne, ręce wygładzające fryzurę okazały się być poza zasięgiem  obezwładniającej mocy 😉

Zaraz, zaraz. Czy gdzieś już wcześniej nie widziała tej ślicznotki o groszkowym spojrzeniu? Bingo. Wczoraj siedziała dokładnie w tym samym miejscu i też się jej przyglądała! Jak mogła o tym nie pamiętać! Takich oczu się przecież nie zapomina…

Przychodziła na ten skwer od niepamiętnych czasów. Zmieniały się pory roku, dorastały dzieci huśtające się na drabinkach, a ona wciąż z tym samym lnianym woreczkiem wypełnionym ziarnem po same brzegi przychodziła tutaj, aby karmić gołębie i wróble. Ptaki – wdzięczni kompani jej monotonnych dni. Czasem do wesołej braci dołączały rezolutne wrony, ale zazwyczaj po krótkim czasie odchodziły rozczarowane wegetariańskim menu. A teraz patrzyła z zachwytem na długonogą piękność. Słońce przepychało się nieśmiało pomiędzy opączkowanymi gałązkami, a rude włosy tej niebiańskiej istoty lśniły w jego promieniach. Rozleniwiona ciepłem prężyła smukłą sylwetkę. Nagle zerwała się na równe nogi, zastrzygła nerwowo spiczastymi uszami i zanurkowała w krzaki. Właścicielka lnianego woreczka z rozczarowaniem spojrzała na puste miejsce. Chciała jeszcze choć przez chwilkę nacieszyć oczy widokiem połyskującej miedzią kotki.

Starsza pani o śnieżnobiałych włosach i kot z sierścią w kolorze rdzy. Dwie samotnice, zagubione w wielkim świecie, chadzające własnymi drogami i jeden wspólny, niezbyt duży skwerek w samym środku miasta. To dobry początek na ciąg dalszy historii. Marcelina i Marchewa. To od tej magicznej chwilki, w której spojrzały sobie prosto w oczy wszystko się zaczęło. Każdego poranka, pełne nadziei na kolejne spotkanie biegły jak na skrzydłach w to wyjątkowe, pachnące kwiatami i szumiące drzewami miejsce. Azyl dla zmęczonych zgiełkiem i pośpiechem.

Marcelina lubiła ten szczególny moment kiedy stawiała przy ławce fikuśne porcelanowe miseczki (z wymalowanymi kocurkami w kolorze płomieni) i wkładała do nich wyszukane kocie przysmaki. I czekała, czekała niecierpliwie na pojawienie się zwinnej kotki. Marchewa miała także swój szczególny moment, który lubiła. To ten, w którym z ufnością ocierała się o nogi starszej pani, dołączała do tanecznych ruchów uspokajające mruczando i zabierała się do pałaszowania smakołyków… Żeby zaraz potem zniknąć. Tego nie znosiła, ale czuła, że czas zmian jest już blisko. Wszystko szło zgodnie z misternie ułożonym planem. Nie mogła pozwolić sobie na żadną wpadkę. Pora na finał – tuż tuż.

tabula rasa

Tabula rasa and her favourite human – Flickr – sylvar – CC BY

Letni piątek nie różnił się od pozostałych. Marcelina z gotowym śniadaniem, jak zwykle siedziała na ławce oczekując Marchewy. Karmiła swoich pierzastych przyjaciół, kiedy nagle dostrzegła tajemnicze zamieszanie w krzakach. Wystraszone gołębie poderwały się do lotu. Z gęstwiny wyjrzał najpierw rudy łebek kotki, a zaraz potem na trawnik wysypały się cztery włochate i ryżawe kulki! W dodatku nieprzyzwoicie rozbrykane. Marchewa kilkoma prychnięciami szybko przywołała je do porządku, a Marcelina oniemiała na ich widok. Dumna kocia mama wolnym krokiem podeszła do swej karmicielki i usiadła jakby nigdy nic. Czekała. Na decyzję. Obok, jak na jakiejś paradzie w jednym rządku usiadły miauczące kłębuszki.

– Przyprowadziłaś do mnie swoje dzieci. Małe karotki. Nie mylę się, moja jednoosobowa rodzina powiększy się znacznie. Taki masz plan, prawda? No więc chodźmy go zrealizować.

Cała piątka rudzielców wprowadziła się do Marceliny jeszcze tego samego dnia. A kolejnego, odwiedzinom mieszkańców kamienicy nie było końca. Każdy coś przyniósł, a to kocyk w malownicze marchewki i dynie. A to kawałek świeżutkiej wołowiny i miski w kształcie połówek pomarańczy. Obiecali, że pomogą, i że jak będzie trzeba zaopiekują się kocią rodziną pod nieobecność damy spod numeru 5. Tylko to wchodziło w grę, bo Marcelina już na wstępie zakomunikowała, że na rozdawnictwo kociaków zgodzić się nijak nie może, rodzina musi się przecież trzymać razem. Ach, znalazło się nawet mięciutkie posłanie w lwiątka, w których teraz słodko mrucząc drzemało cała stadko. Popatrzyła na nie z czułością i uśmiechnęła się. Tak łatwo było podjąć decyzję. Nie jest sama. Okazało się, że wcale nie jest anonimowa, i że tak naprawdę wystarczy tylko otworzyć się na innych. Przyjaciele są tak blisko. Raptem wokół niej zrobiło się całkiem tłoczno. Tego jej właśnie brakowało. Będzie dobrze.

Czworonogom i dwunogom bez przyjaciół smutno żyć,

A wystarczy się rozejrzeć, i już sam nie musisz być.

Trochę starań i uśmiechu, co najmniej dwa deka,

I przyjaciel z przybyciem ani chwili nie zwleka 🙂

Boci@n

PS. 9 czerwca obchodzimy Dzień Przyjaciela, a w sierpniu mamy Dzień Przyjaźni! To bardzo urokliwe święta, przyznają Państwo. W Polsce mało znane, ale podobno w innych krajach są pretekstem do obdarowywania swoich bliskich drobiazgami. A może niech ten dzień stanie się po prostu dniem przytulania. Choć oczywiście, na przytulanie się do bliskich zawsze jest odpowiedni czas i nie trzeba wertować kartek w kalendarzu w poszukiwaniu odpowiedniego terminu 🙂

A jeśli chcieliby Państwo poczytać jeszcze trochę o prawdziwych, wyjątkowych przyjaźniach, to zachęcam do przeczytania:

– Piechowiak A.: Koty i ich sławni ludzie. Warszawa 2010 (BUW Wolny Dostęp: SF 445.5.P54 2010).

Oto kilka cytatów z tej wzruszającej książki:

Krystyna Sienkiewicz:

Janusz Korczak mawiał, że w każdym domu powinna być babcia. To oczywiście bardzo ważne, ale moim zdaniem, żeby dobrze wychować dziecko w domu musi być również zwierzę. Tylko ono może pokazać dziecku, czym są wyższe uczucia, przywiązanie, miłość oddanie.

Allan Starski:

To relacja działająca w dwie strony. On za mnie nie narysuje rysunku, ale zrelaksuje mnie na tyle, że ja ten rysunek narysuję lepiej. Poza tym, kiedy kot się źle czuje, zawsze przychodzi do nas. Po niedawnym wypadku, z pokiereszowaną, złamaną, zakrwawioną łapą (najprawdopodobniej najechał na niego samochód), zrobił wszystko, żeby się do nas doczołgać. Jesteśmy mu za to wdzięczni, że znalazł w sobie tę siłę. Kiedy ja z kolei miałem gorączkę, cały czas leżał ze mną, zamiast jak zwykle włóczyć się gdzieś po ogrodzie.

Hanna Banaszak:

Nie mogę się nadziwić, że kot tak bardzo potrafi kochać i cieszyć się z moich powrotów. To zwierzę raczej kojarzy się z egocentryzmem, a w tym przypadku odnoszę wrażenie, jakby i on chciał coś dać.

Zbigniew Wodecki:

Kiedy czegoś chcą, nie jestem w stanie postawić na swoim. Ustępuję i spełniam te absurdalne zachcianki, albo coś otworzę, albo przymknę, albo podam. Mięknę nawet przy stole, kiedy kot siada obok na krześle, patrzy w oczy i miauczy. Może dlatego mnie nie szanują.

Barbara Wrzesińska:

A przecież jest tyle bezpańskich zwierząt w przytułkach /…/ A że sierść trzeba posprzątać? Co z tego? Odkurzacz kosztuje 200 złotych, a jaką cenę ma miłość i czułość, która nas budzi, co rano i przy której zasypiamy. Nie bójmy się takiego lekarstwa na samotność i niech to będzie mój apel na koniec tej rozmowy.

3 comments for “Przyjaciele są wśród nas

  1. ABC
    10 czerwca 2015 at 10:06

    Nikt nie wita cię tak jak czworonożny przyjaciel.Akceptuje bezwarunkowo ze wszystkimi wadami.O taką przyjażń w świecie ludzi jest bardzo trudno…Dziękuję za wzruszający i pełen empatii tekst dla tych mruczących i tych merdających ogonkiem.A także za optymistyczną nutkę,że są wśród nas tacy którzy przytulą do serca każdą żywą istotę.

  2. Ulcia
    21 października 2017 at 09:02

    Jak to możliwe ze przegapiłam ten piękny tekst i czytam go dopiero dziś. Cudny

  3. 25 października 2017 at 22:53

    Fantastyczny tekst. Zgadzam się w pełni z ABC – zwierzaki oraz ich miłość jest niezastąpiona. Sama mam kotkę – znajdkę i nie wyobrażam sobie moich czterech ścian bez niej 🙂 kocyk, kawka i mój mruczek obok!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *