BuwLOG

Tajemnica Janusza Herlaine’a

Gabinet Rękopisów otrzymał niedawno w darze spuściznę Janusza Herlaine’a, przedwojennego poety, prozaika, publicysty, autora trzech wydanych książek i wielu artykułów w międzywojennej prasie. W latach 1920-1933 nazwisko to widniało pod tekstami recenzji literackich, teatralnych, polemik i wywiadów, pojawiało się także przy okazji uroczystości  organizowanych przez  warszawski PEN Club. Po 1933 r. działalność publicystyczna Herlaine’a zamarła. Poświęcił się wyłącznie nauczaniu języka francuskiego w szkołach średnich i wyższych. W czasie okupacji należał do grupy tych odważnych pedagogów, którzy wykładali na tajnych kompletach akademickich. Po wojnie odsunął się od życia, mieszkał w kawalerce bez bieżącej wody i kanalizacji, utrzymując się ze skromnej posady tłumacza w jednej z ambasad. Pisał już tylko do szuflady, dając wyraz swym poglądom w licznych polemikach z artykułami drukowanymi we współczesnej prasie.

Jean Marie Lancelot Herluin d’Erlaines et de Brionne, dit Janusz Herlaine – jak często o sobie pisał – urodził się 8 kwietnia 1889 roku w zamku Hautregard w Normandii, z ojca Francuza i matki Polki pochodzącej ze spolonizowanego włoskiego rodu Moriconi, osiadłego w Polsce od czasów królowej Bony.

Po klęsce powstania styczniowego dziadek ze strony matki został stracony za ukrywanie powstańców, jego majątek uległ konfiskacie, córka zaś udała się na emigrację pod przybranym nazwiskiem Szajkiewicz.

Oto, co napisał o początkach swego rodu:

Jestem potomkiem rodu sięgającego czasów Wilhelma zwanego Zdobywcą… Onże Wilhelm był synem Roberta Wspaniałego i Arletty, córki mieszczanina nazwiskiem Tulbert, zrodzony bez ślubu. Został [on] adoptowany przez dwór królewski. Natomiast piękna Arletta porzuciwszy dwór wyszła za mąż za niejakiego Herluin de Conteville, któremu zrodziła syna Roberta de Mortain… Otóż ten właśnie Herluin… to początek rodu, którego jestem chyba ostatnim przedstawicielem…[1]

 

Janusz Herlaine na tle zamku Hautregard

Ojciec Jeana, Adolf, poślubił wbrew woli rodziny polską emigrantkę i wyjechał do Rosji, gdzie założył Towarzystwo Ubezpieczeń „Rossija”. Matka zamieszkała w majątku rodziców pod Kutnem, gdzie urodziło się rodzeństwo Jeana: Jerzy (lotnik, zginął tragicznie w 1920 r. w Dęblinie podczas lotu służbowego), Tadeusz i Zofia.

W późniejszych latach ojciec otworzył w Warszawie filię towarzystwa, a po jego upadku powołał nową polsko-francuską spółkę ubezpieczeniową. Wkrótce potem rodzice rozeszli się i najpierw matka, a po kilku latach ojciec popełnili samobójstwo.

Jean przebywał we Francji pod opieką stryjenki, baronowej de Nogaret. Podjął studia w École Libre des Sciences Politiques w Paryżu. W 1910 r. ożenił się wbrew woli rodziny z Jadwigą z Niemirowskich, z którą miał córkę Jolantę.

Nadeszła I wojna światowa. Herlaine zaciągnął się do wojska. Ranny pod Bajonną nie wrócił już na front. Kurował się we francuskich Pirenejach. Tam, w prowincjonalnej prasie, publikował pierwsze artykuły o tematyce polskiej.

Około 1917 r. skłócony z rodziną, podobnie jak przed laty jego ojciec, wyjechał z żoną i dzieckiem do Hiszpanii. Los zetknął go z rosyjskim emigrantem, który prowadził zakład fotograficzny. Początkowo Herlaine zarabiał na życie jako fotograf na plaży w San Sebastian, później pojechał do Madrytu, gdzie na zlecenie banków zbierał informacje o wiarygodności finansowej klientów. W odpowiedzi na anons prasowy markiza de Viana, wielkiego koniuszego na dworze króla Alfonsa XIII, otrzymał posadę wychowawcy jego syna, późniejszego admirała floty hiszpańskiej. Dopomogło w tym zapewne hiszpańskie pochodzenie praprababki, condesy de Altamira. Chłopiec był dzieckiem trudnym, lecz Herlaine podjął wyzwanie i zajmował się nim do momentu wstąpienia wychowanka do Escuela Naval Militar (Wojskowej Szkoły Morskiej).

W Madrycie natrafiamy na ślady zaangażowania Jeana Herlaine’a w sprawy polskie. W listopadzie 1918 r. podpisał wraz z żoną list tamtejszej Polonii do Komitetu Narodowego w Paryżu, domagający się utworzenia przedstawicielstwa polskiego w Hiszpanii.[2] Na wieczorach literackich u poety Mariusa André, czytał swoje pierwsze wiersze. Być może wtedy poznał Tadeusza Peipera, z którym później, w latach trzydziestych, korespondował. Nawiązał współpracę z miesięcznikiem „Nuestro Tiempo” jednocześnie obejmując posadę nauczyciela francuskiego w madryckim Collège de la Société Française.

W 1920 r., za namową matki, przybył do Polski jako korespondent ”Nuestro Tiempo”. Zatrzymał się w Płocku, rodzinnym mieście żony. W tym roku, podczas wojny polsko-bolszewickiej, „Notatki Płockie” wymieniają stojącego na czele lokalnego wydziału Ligi Obrony Ojczyzny „nieznanego Janusza Herlaine”.[3]  Od momentu przyjazdu do Polski używał bowiem imienia Janusz:

imię to, którym się chełpiłem po przyjeździe do Polski miało być wyrazem mej tendencji do spolszczenia się.[4]

Nominacja na korespondenta Le Monde Noueau w Polsce

W tym samym roku przyjechał do Warszawy, otrzymał posadę urzędnika w Prezydium Rady Ministrów,  paszport dyplomatyczny i wysłano go z misją do Paryża. Celem wyjazdu było pozyskanie sympatii prasy francuskiej dla Józefa Piłsudskiego. W czasie pobytu we Francji publikował na łamach paryskich miesięczników „La Monde Nouveau” i „La Lanterne”. W 1921 r. został mianowany korespondentem „Le Monde Nouveau” w Polsce. Po powrocie otrzymał polskie obywatelstwo.

Jego wejście w ówczesny polski świat literacki zapowiadał dwutygodnik „Gospoda Poetów” z sierpnia 1921 r.:

Krytycy baczność! Janusz Herlaine, znakomity rapiernik, po powrocie z Hiszpanii, gdzie miał 318 zwycięskich pojedynków, przystanął popasem w Gospodzie Poetów, gdzie recytował Litanię heroiczną…[5]

Tak rozpoczęła się literacka kariera Jeana Herlaine’a. W 1922 r. wygłosił w Towarzystwie Francusko-Polskim odczyt „L’Espagne pendant la Grande Guerre”, a po nim kolejne: „Współczesna literatura hiszpańska” i „Romantyzm ‒ polskim klasycyzmem”.

Na wieczorze literackim, zorganizowanym w 1927 r. w Polskim Klubie Artystycznym działającym w Hotelu Polonia, odczytał opowiadanie „La statue vivante”.

Propozycja podjęcia pracy z redakcją Dnia Polskiego

Od 1921 r. zaczął publikować na łamach polskiej prasy. Był  sprawozdawcą teatralnym i recenzentem w tygodniku „Polska” i „Przeglądzie Teatralnym”, autorem felietonów literackich publikowanych w niedzielnym numerze „Dnia Polskiego”. W „Rzeczpospolitej” redagował przegląd prasy francuskiej i przez czas jakiś zastępował z powodzeniem w roli recenzenta teatralnego Kornela Makuszyńskiego. Jego artykuły, felietony, recenzje i polemiki ukazywały się w ponad dwudziestu międzywojennych czasopismach literackich, teatralnych, muzycznych.

W 1924 roku wyszła drukiem pierwsza jego książka. Był to zbiór opowiadań „Don Alvaro de Ramirez w Madrycie i inne polskie opowiadania”, wydana w Poznaniu przez Wielkopolską Księgarnię Nakładową Karola Rzepeckiego.

Stał się znany. W 1925 r. wraz z innymi członkami  PEN Clubu niósł wieniec na pogrzebie Władysława Reymonta. W 1926 r. brał udział w uroczystym śniadaniu wydanym przez Polski Klub Literacki dla powieściopisarza Claude’a Farrère’a. W 1927 r. wygłosił mowy powitalne z okazji wizyty poetki hiszpańskiej Zofii Casanovy-Lutosławskiej, Jeana Aubry’ego i Tomasza Manna oraz tłumacza Paula Cazina, którego działalność przekładową bardzo cenił.

Literackie pasje i doskonała znajomość języka francuskiego spowodowały powierzenie mu w 1927 r. funkcji sekretarza i kierownika biura Sekcji Przekładów warszawskiego PEN Clubu.

W zbiorach Muzeum Literatury zachował się list Heraline’a do Jana Parandowskiego z dnia 12 maja 1965 r., w którym tak pisał o początkach PEN Clubu:

[O]tóż tym, który wystąpił z wnioskiem o utworzenie takiej sekcji, byłem właśnie ja. Było to w roku 1924. Właśnie ukazała się drukiem moja pierwsza książka… Lorentowicz nie tylko napisał o niej bardzo pochlebną recenzję, ale mi ją przysłali z zaproszeniem na pogawędkę. Właśnie w czasie tej pogawędki zakomunikował mi, że Polska wraz z kandydaturą Reymonta do nagrody Nobla wysunęła kandydaturę Żeromskiego. [Po przyznaniu nagrody Reymontowi] Lorentowicz spytał mnie, co zrobić, żeby nazwisko Żeromskiego przedostało się za granicę celem osłodzenia [mu] tej gorzkiej pigułki. Wiadomo było, że Cazin przełożył «Urodę życia» i nie mógł znaleźć wydawcy.Powiedziałem wówczas: «Stwórzcie Section Nationale Polonaise du PEN Club. Wg statutu tej międzynarodowej organizacji literackiej umieszcza się na czele listy członków danej sekcji dwu najwybitniejszych pisarzy danego kraju jako członków honorowych. Ręczę, że nazwisko Żeromskiego stanie się wówczas nie mniej znane niż autora „Chłopów”»… Lorentowicz pochwycił ten pomysł rzucony przeze mnie pół żartem pół serio i tak… powstał PEN Club. Gdyby to nie miało miejsca, to skąd ja, prawie nikomu nieznany, znalazłbym się ni stąd ni zowąd w zarządzie PEN Clubu?[6]

Działalność Herlaine’a w PEN Clubie potwierdza zaświadczenie wystawione w 1974 r. przez Polski Klub Literacki P.E.N., podpisane przez Władysława Bartoszewskiego i Jana Parandowskiego. W połowie 1928 r. został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska. W liście do Zarządu PEN Clubu i ówczesnego prezesa, Ferdynanda Goetla, cytował stawiane mu zarzuty:

Zarząd PEN Clubu uważa, że wydrukowany przez Szan. Pana artykułu pt. «Żeromski na warsztacie przekładowym» jest nielojalnością wobec PEN Clubu, który powierzył Szan. Panu jako swemu urzędnikowi opiekę nad przekładami i propagandą utworów Żeromskiego i że jest działaniem na szkodę PEN Clubu….[7]

Herlaine bronił się i protestował, wskazując na nieprawidłowości formalne związane z jego odejściem.

A oto fragment kontrowersyjnego artykułu:

Żeromski pisał dla ludzi zbolałych, przeczulonych i dlatego bezkrytycznych. Trudno zresztą o krytykę, gdy się straciło co się miało najdroższego… Otóż stanom takim można współczuć, ale z nimi współżyć nie może człowiek  żyjący pełnią życia. Każdy rad by im dopomóc, lecz nierad ich słuchać. Oto przyczyna, dla której Żeromski nigdy za granicą czytany nie będzie. Kiedy pisał Mickiewicz, nieszczęście było świeże, żywe, komentowane…  Żeromski tkwił w niem całą duszą i to wtedy, gdy ono już dobrze «przestarzało». Z tego stanu rzeczy powstał też na bezkrytycyzmie wyhodowany styl Żeromskiego. Styl, jak granie patriotycznej pieśni na jednej strunie. I to dopiero wyłazi na wierzch przy tłumaczeniu… Żeromski po prostu… nie umiał pisać!?  Brzmi to paradoksalnie, może znieważająco. Ale ja patrzę na tę sprawę z punktu widzenia francuskiego, gdzie wielu rozgłośnych pisarzy kwalifikuje się jako mauvais ecrivains i nikt przeciwko temu nie protestuje. Uważanie natomiast Żeromskiego za pierwszorzędnego stylistę i artystę pióra jest jednym z tych nieporozumień, które należałoby jak najprędzej zlikwidować w imię losów przyszłej literatury i jej dobra.[8]

Tekst ten wywołał gorącą dyskusje w międzywojennej prasie. Tadeusz Peiper pisał   o niej na łamach „Czasu”:

Głośna była swego czasu w świecie literackim Warszawy jego ostra krytyka Żeromskiego, przeprowadzona oryginalną metodą, polegającą na ocenianiu pisarza poprzez możliwości przetłumaczenia go na język cudzoziemski.[9]

Od 1928 r. publikował coraz rzadziej. Nadal jednak był na tyle znany, że  początkujący pisarz Janusz Meissner zwrócił się doń o ocenę swych utworów i otrzymawszy ją, dziękował:

[K]rytyka Pańska najczęściej zachęca, a nie zniechęca krytykowanego do dalszej pracy… Potraktował mnie Pan jak prawdziwego pisarza, nad którego utworami można się zastanowić i można je dyskutować. I za to pochlebne dla mnie stanowisko serdecznie Panu dziękuję.[10]

Znajomość utrzymała się  dłużej, czego dowodem jest późniejsza korespondencja obu pisarzy.

W 1929 r. napisał pierwszą powieść „Jan Najemski, czyli o jednego szkodnika mniej. Powieść z notatek ze środowiska arystokratycznego, mój Antytrędowaty”. Utwór zawierał wątki autobiograficzne. Złożony został w Tow. Wydawniczym „Rój”.

Zarówno Towarzystwo Wydawnicze Rój jak i Wydawnictwa Gebethner i Wolff odmówiły wydania powieści:

[D]ecyzję tę powzięliśmy z prawdziwą przykrością, nie ulega bowiem dla nas najmniejszej wątpliwości, że powieść ta jest dziełem rzetelnego talentu i czyta się ją z wielkim zainteresowaniem, ma więc walory, mogące zapewnić jej dużą poczytność. Niestety, względy, o których Sz. Panu mówiliśmy (niektóre poruszone tematy), sprawiają, że wydanie jej jest dla nas niemożliwe.[11] 

W 1933 r. ukazała się jego monografia „Franciszek Pik-Mirandola, pieśniarz miłości i niedoli”.[12] W recenzji pióra prof. Stanisława Helsztyńskiego czytamy:

[N]a czele książki wypisane mogłyby być głoski: przełom, kompletna rewizja zapatrywań na zapoznanego pisarza polskiego, wydobycie spod popiołu zapomnienia lśniących kruszców prawdziwej twórczości poetyckiej.[13]

A to recenzja pióra Tadeusza Peipera:

Sądy, które wypowiada o produkcji Mirandoli, są nie tylko nietrafne, ale wręcz dziwaczne i nie ulega wątpliwości, że nie potwierdzi ich żaden prawdziwy smakosz poezji.[14]

W popadającym wówczas powoli w zapomnienie Herlainie odezwała się solidarność z owym poetą i tłumaczem podobnie jak on zapomnianym. Świadczą o tym  słowa ze wstępu do książki:

Stał się dla mnie postacią mityczną, nieuchwytną, ten, którego imieniem podpisywana była niemal każda lepsza książka cudzoziemska….,[który] z odciskiem na palcu, przełożywszy przeszło 200 tomów z literatury francuskiej, niemieckiej i skandynawskiej [miał] dokonać wyrobniczego życia w nędzy i umrzeć z wycieńczenia.[15]

Jakże podobnie brzmią słowa napisane przez Herlaine’a o sobie w czterdzieści lat później:

50 lat przeżyte w Polsce było wegetacją … opancerzonego żółwia wobec otaczającego środowiska. Pracującego bez głosu i ze skrępowanymi rękami jak katorżnik na chleb tylko dla rodziny i dla siebie…[16]

Drugim nurtem jego działalności była dydaktyka. W latach 1922-1930 udzielał lekcji francuskiego w gimnazjach warszawskich. Był lektorem na Politechnice Warszawskiej (1930-1939) i w Szkole Nauk Politycznych (1930-1950), prowadził  kurs  francuskiego w Alliance Française (1923-1924).

Po 1933 r. poświęcił się wyłącznie pracy pedagogicznej, porzucając pracę literacką, a zwłaszcza publicystykę.

Tak wspomina go kolega nauczyciel:

Prof. Jerzy Herlaine uczył języka francuskiego w Gimn. Żeńskim Marii Taniewskiej… Prefektem w tej szkole był Hiszpan, Pona y Martinez, z którym Herlaine, prawie na każdej pauzie rozmawiał po hiszpańsku… Herlaine był poliglotą, człowiekiem wszechstronnych zainteresowań. Pisywał powieści, eseje, znał się dobrze na muzyce, na teatrze, na sztukach plastycznych. Przede wszystkim jednak zapamiętałem go jako życzliwego kolegę i stuprocentowego dżentelmena. Uczennice starszych klas kochały się w nim na zabój i wyciągały go na dyskusje na temat losów bohaterów jego książek. Świetne, dowcipne, czasem cięte uwagi, jakie padały z jego ust w odpowiedzi na zadawane mu przez dziewczęta pytania, zawsze były na wysokim poziomie towarzyskim i intelektualnym…[17]

W latach 1937-1939 współpracował z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, recenzując projekt programu nauczania języków obcych w liceach handlowych.

W czasie okupacji cudem uniknął aresztowania. Mieszkał wówczas w wilii „Moja Mała” w Podkowie Leśnej. Podczas rewizji gestapo schronił się na piętrze, które szczęśliwie Niemcy ominęli.

Zaświadczenie prowadzeniu wykładów w ANP

Do wybuchu powstania warszawskiego wykładał na tajnych kursach zorganizowanych przez dydaktyków Akademii Nauk Politycznych. Na ostatnie zajęcia, 1 sierpnia, nie dojechał, gdyż cofnięto kolejkę podmiejską kursującą z Podkowy do Warszawy.

Oto, jak pisze o nim Józefa Radzymińska, poetka, powieściopisarka, żołnierz AK w swojej książce „Dwa razy popiół”, wspominając tajne komplety Akademii Nauk Politycznych:

Monsieur Jean Herlaine, wytworny, w meloniku, z parasolem, ugrzeczniony i niemal wersalski, jak na Francuza przystało, rozpoczął trzeci rok naszych francuskich studiów właśnie od układania podobnie zawiłych i raczej kłamliwych not dyplomatycznych. Polecał nam również tłumaczenia komunikatów agencji prasowych i artykułów na tematy polityczne…. Pan Heraline opracowywał też z nami zagadnienia aktualne, jak ofensywa aliantów w Egipcie czy polityka gen. Sikorskiego, ale jego specjalnością były sprawy kulturalne. Omawialiśmy tedy powieści francuskich laureatów Nagrody Nobla, dzieła uczonych i podróżników. Niejako na marginesie wykładów pan Herlaine uczył nas pisania wszelkiego rodzaju listów, od handlowych po dyplomatyczne i prywatne z uwzględnieniem subtelnych odcieni francuskiego tytułowania osób i niezwykle uroczych zwrotów, nie spotykanych w żadnym innym języku.[18]

Karta tytułowa rękopisu powieści

W 1939 r. napisał powieść „Margaret w uniwersyteckiej Warszawie”, inspirowaną powieścią Jeana Fayarda „Margaret et Oxford”, wydaną w 1928 r. w Paryżu. Przedstawiała, poprzez losy spolonizowanej Angielki, studenckie środowisko Uniwersytetu Warszawskiego i nurtujące je problemy. Nie została nigdy wydana.

W 1942 r. ukazała się natomiast w Wydawnictwie Polskim powieść „Uszczęśliwiciel ludzkości”, groteska fantastyczna, której bohater hołdując zasadzie poświęcenia się dla ludzkości, postanawia eliminować jednostki szkodliwe społecznie.  Odnotowuje to w swoich wspomnieniach Ferdynand Goetel:

[Z]apowiedziany przez nie [wydawnictwo] cykl powieści polskich poruszył żywo umysły, aczkolwiek zainaugurowały go dwa nadzwyczaj liche tomiki pióra Stelli Olgierd i Janusza Herlaine’a.[19]                  

W czasie okupacji napisał swoje opus magnum „Museion liryki polskiej na tle liryki światowej”, studium porównawcze z zakresu historii literatury, które było peanem  na cześć polskiej liryki i liryki w ogóle.

Zaświadczenie o pracy w Poselstwie Egipskim

Wojna skończyła się. Herlaine do 1950 r. wykładał znów w Akademii Nauk Politycznych. W latach 1945-1946 pracował jako tłumacz w Agencji Prasowej „Glob”, redagując Biuletyn Prasowy dla placówek dyplomatycznych. W 1947 r. został sekretarzem chargé d’affaires Egiptu, Hassan Nashar Beya.

W 1950 r. objął posadę tłumacza w Ambasadzie Tureckiej. Pracował tu do 1973 r.  i odszedł na własne życzenie na siedem miesięcy przed śmiercią, w wieku 83 lat. W latach pięćdziesiątych zasiadał również w Komisji Egzaminacyjnej z języków obcych działającej przy Ministerstwie Handlu Zagranicznego. W tym czasie tłumaczył  artykuły dla wydawnictw i czasopism naukowych, m. in. dla Polskiej Akademii Nauki.

Tworzył teraz wyłącznie do szuflady. Czytał współczesną prasę, pisał artykuły polemiczne i recenzje w języku francuskim i polskim. Zabiegał w wydawnictwach o przyjęcie swoich prac i podobnie jednak jak przed wojną, spotykał się z odmową.

W 1969 r. jeden z korespondentów pisze do Herlaine’a:

Z prawdziwym żalem i przykrością zmuszony jestem zwrócić rękopisy, wręczone mi w swoim czasie przez Szanownego Pana – mimo usilnych starań nie udało mi się nimi zainteresować żadnego z wydawnictw, nie odpowiada bowiem tematyka, ujęcia i idealistyczne założenie moralno-ideologiczne (czyli tzw. dzisiaj «wydźwięk»). Utwory pana Profesora uznano za obce i wobec tego nieprzydatne, nie nadające się (przynajmniej w chwili obecnej) do wydania. Zarzucono również, iż to, o co autor walczy, bądź [czego] usiłuje dowieść, zostało już osiągnięte i przyjęte jako pewnik. Mimo więc niewątpliwych walorów językowych (tak rzadkich w literaturze współczesnej) utwory zwrócono.[20]

Herlaine przyznawał, że jest niczym szermierz, który w oczy kole i w tym upatrywał przyczyn swej samotności i niezrozumienia. Poglądy swe głosił w sposób otwarty i nieustępliwy, co nie zyskiwało mu sympatii. Mieszkał przy ul. Wilczej 65 m. 35a, w pokoiku o powierzchni 16 metrów kwadratowych. W zaświadczeniu z administracji czytamy, że lokal był bez wodociągu, kanalizacji i gazu, jedynie wyposażony w elektryczność i c.o. Sam tak podsumował swoje położenie: [T]ak się przeszło z przepychu i bogactwa, od zamków, pałaców i willi do jednego pokoiku.[21]

24 października 1971 r. nastąpiła ważna zmiana w jego życiu. Jean Marie Lancelot Herluin d’Erlaines… i Irena Bronisława Pławińska postanowili lata wzajemnego wspierania się w absolutnej samotności w stanie dalekiego kuzynostwa uwieńczyć ślubem…[22]

Druga żona Herlaine’a była spowinowacona z pierwszą. W dwa lata później, 4 października 1973 r., Janusz Herlaine umiera po dwóch wylewach.

Irena Pławińska po śmierci męża podejmowała starania o wydanie jego utworów.  Zabiegała również o przyznanie renty wdowiej. W jednym z podań kierowanych do licznych urzędów napisała: [Mąż] miał niską rentę, której się zrzekł i przez 13 lat nie pobierał.[23] Zamierzenie wydawało się tym  trudniejsze, że dokumenty Jeana Herlaine’a świadczące o pracy w PEN Clubie w okresie międzywojennym uległy zniszczeniu w czasie wojny, podobnie jak akta osobowe z okresu pracy w Akademii Nauk Politycznych.

W nekrologu, który po śmierci Herlaine’a zamieściło Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Francuskiej, czytamy:

Dnia 4 października 1973 r. w wieku lat 84 zmarł Janusz Herlaine (Jean Marie Lancelot Herluin D’Erlaines), literat, wieloletni działacz na polu zbliżenia kulturalnego polsko-francuskiego, pedagog, tłumacz, wykładowca tajnego nauczania Akademii Nauk Politycznych w czasie okupacji…[24]

Na zakończenie jedno jeszcze zdanie z oświadczenia Jerzego Lisowskiego przesłanego wdowie w związku ze staraniami o rentę:

Był to niewątpliwie zawodowy pisarz i publicysta, a zasługi jego dla popularyzowania literatury polskiej za granicą (szczególnie we Francji) [są] bardzo duże.[25]

I nekrolog z Kultury Paryskiej

6.10.1973 W Warszawie zmarł w wieku 84 lat Janusz Herlaine, poeta, tłumacz, w okresie międzywojennym popularny nauczyciel języka francuskiego w gimnazjum im. Zamoyskiego i innych.

 

Ocenę wartości  utworów Janusza Herlaine’a zostawmy krytykom literackim. My zaś możemy jedynie zadumać się nad kolejami jego losu. Zagadką  jest  dlaczego, mimo iż miał rodzinę rozsianą po całej Europie,  pozostał w Polsce. W kraju, który  po początkowo gorącym przyjęciu tak zdecydowanie go odtrącił i w którym żył w biedzie i zapomnieniu.

Sam nie odpowiada na to pytanie w żadnym z posiadanych przez nas rękopisów.

Anna Wirkus, Gabinet Rękopisów
fot. Bartłomiej Karelin, ORZE

[1] Muzeum Literatury, Rps nr inw. 706

[2] Beata Lenta, Tadeusz Peiper w Hiszpanii, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2008, s. 13, przypis

[3] „Notatki Płockie” 43/2,175, s. 25-33

[4] BUW, Rps nr inw. 5449

[5] Gospoda Poetów, R.II, z. XV, s. 1

[6] Muzeum Literatury, Rps nr inw. 807

[7] BUW Rps nr inw. 5467

[8] „Echa Tygodnia”, 21,04,1928, nr 5, s. 2

[9] „Czas”,  8. IV. 1934.

[10] Muzeum Literatury, Rps nr inw. 703

[11] BUW Rps nr inw. 5467

[12] J. L. Herlaine, Franciszek Pik Mirandola,pieśniarz miłości i niedoli, Warszawa 1933

[13] BUW Rps nr inw. 5469

[14] „Czas”, op. cit.

[15] J.L. Herlaine, Franciszek Pik Mirandola pieśniarz miłości i niedoli, Warszawa 1933

[16] BUW Rps nr inw. 5449

[17] „Stolica”, R. 32, 1977, nr 26, s. 13

[18] Józefa Radzymińska, Dwa razy popiół,. Wspomnienia z lat 1939-1949, Wyd. Literackie, Kraków 1970, s. 110-111

[19] Ferdynand Goetel, Czasy wojny, Kraków, Wyd. Acana 2005, s. 18. Środowisko literackie podzielone  było na tych, którzy praktykę tę skłonni byli dopuścić, a tych, którzy idąc za stanowiskiem Delegatury Rządu na Kraj   uważali to za kolaborację.

„Rzeczpospolita Polska” 1941, nr 3, 25.04 Organ Delegatury Rządu na Kraj :

„W sprawie zakazu współpracy z tzw. Wydawnictwem Polskim. W Warszawie działa od szeregu miesięcy firma „Wydawnictwo Polskie”. Aczkolwiek posiadająca personel polski, firma ta założona jest i kierowana przez Urząd Propagandy Generalnego Gubernatorstwa. Mimo ukrywania swego istotnego charakteru Wydawnictwo Polskie jest placówka niemiecką, zorganizowaną dla kontroli i podporządkowania władzom niemieckim polskiego ruchu wydawniczego. Z tego względu czynniki miarodajne w kraju stwierdzają, iż współpraca z tym tzw. Wydawnictwem Polskim polskich literatów, autorów książek naukowych oraz książek i broszur fachowych i informacyjnych jest niedopuszczalna, gdyż jest współpraca z agenturą niemieckich władz okupacyjnych. Literaci i autorzy, wykraczający przeciwko temu zakazowi , będą traktowani jak ludzie, którzy w okresie okupacji i ciężkich zbrodni, jakich Niemcy dopuszczają się wobec narodu polskiego i jego kultury, nie cofnęli się przed współdziałaniem z Niemcami.”

[20] BUW Rps nr inw. 5468

[21] BUW Rps nr inw. 5449

[22] Połączone Biblioteki Wydziału Filozofii i Socjologii, Rps U 598.1. t. XII

[23] BUW Rps nr inw. 5470

[24] Muzeum Literatury, Rps nr inw. 706

[25] BUW Rps nr inw.5470

1 comment for “Tajemnica Janusza Herlaine’a

  1. M.K.
    18 maja 2017 at 10:47

    Bardzo dziękuję za ten artykuł. Oby w tym blogu było więcej tak pouczających, wartościowych tekstów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *