BuwLOG

Zielony Konstanty

Rękopisy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego to rzadkość na polskim rynku antykwarycznym, dlatego możliwość kupna manuskryptu jego autorstwa jest zawsze dużym wydarzeniem. W ostatnim dziesięcioleciu zaledwie kilkakrotnie prywatni kolekcjonerzy decydowali się uszczuplić swoje zbiory pamiątek po poecie.

W marcu tego roku zelektryzowała nas wiadomość, że na aukcji Antykwariatu Wójtowicz z Krakowa zostanie wystawiony kolejny rękopis Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, pozostający dotychczas w prywatnych rękach. „Metamorfozę Biskupa Krasickiego” pisał Gałczyński z myślą o „Teatrzyku Zielona Gęś,” autorskiej rubryce, prowadzonej na łamach krakowskiego tygodnika „Przekrój” w latach 1946-1950. Ten odcinek był o tyle wyjątkowy, że ze względu na swoją nieprawomyślną treść został zatrzymany przez cenzurę. Zdecydowaliśmy się wziąć udział w aukcji. Walka była zacięta, jednak tym razem udało się ją wygrać i  dokument ostatecznie trafił do Gabinetu Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.

Rękopis liczy pięć kart. Został napisany na pięciu stronach formatu A4 w charakterystycznym dla Gałczyńskiego stylu: zamaszyście, z dużą dbałością o kaligrafię i oczywiście zielonym tuszem, którego zawsze używał. Papier nosi widoczne ślady składania i niewielkich zabrudzeń, zawiera również poprawki i skreślenia redakcyjne, będące uwagami dla drukarni. Na końcu tekstu można odczytać zapisaną długopisem datę: 15.05.60 r.

Kartka z odręcznym pismem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego

Rps nr inw. 5709 Konstanty Ildefons Gałczyński: Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić „Metamorfozę Biskupa Krasickiego”

„Metamorfoza Biskupa Krasickiego” to 48 odcinek z cyklu „Teatrzyk Zielona Gęś Przedstawia”, który ukazał się w podwójnym numerze „Przekroju”, 27 marca 1948 roku. Teksty Najmniejszego Teatrzyku Świata przyniosły Gałczyńskiemu niesłychaną popularność, przysporzyły mu również wielu problemów i wrogów, przyczyniając się również poniekąd do jego tragicznego końca.

***

Konstanty Ildefons Gałczyński urodził się 23 stycznia 1905 roku w warszawskiej kamienicy przy ulicy Mazowieckiej 11. Jego ojciec, również Konstanty, pracował w kolejach państwowych jako technik. Matka – Wanda Cecylia z Łopuszyńskich – była córką właścicielki kilku kamienic oraz cieszących się wówczas dużą popularnością restauracji „U Wróbla”. Konstanty miał młodszego o jedenaście miesięcy brata Zenona, który zmarł  w 1921 roku. Rodzina kilkakrotnie zmieniała warszawski adres zamieszkania (Mazowiecka 14, Hortensji 6, Chmielna 72), by w końcu na stałe zatrzymać się na Towarowej 54, którą poeta po latach upamiętni w wierszu „Ulica Towarowa”.

W roku 1914 rodzina Gałczyńskich została ewakuowana wraz z innymi pracownikami kolei do Moskwy. To tam Konstanty zaczął pisać swoje pierwsze wiersze, które nie zachowały się jednak do naszych czasów. W roku 1916 rozpoczął naukę w Szkole Komitetu Polskiego założonej w Moskwie. W relacjach kolegów ze szkolnej ławy Gałczyński był chłopcem przedwcześnie dojrzałym, wyraźnie odróżniającym się od reszty rówieśników.

W 1918 roku Gałczyńscy wrócili do Warszawy. Konstanty kontynuował naukę w gimnazjum Giżyckiego. Swój debiutancki wiersz zatytułowany „Szturm” opublikował tuż przed maturą, w 1923 roku, na łamach literackiego dodatku do „Rzeczpospolitej”, jednak za swój poetycki debiut uważał wiersz „Wiatr w zaniku”, opublikowany w tym samym roku na łamach czasopisma „Twórczość Młodej Polski”, pod pseudonimem Mieczysława Zenona Trzcińskiego, będącym hołdem dla zmarłego brata.

Po maturze dostał się na Uniwersytet Warszawski, gdzie jednocześnie studiował filologię angielską i filologię klasyczną, ostatecznie jednak żadnego z tych kierunków nie ukończył. Dał się wówczas poznać jako autor prześmiewczych tekstów, m.in. z pozoru poważnej rozprawy naukowej o nieistniejącym w rzeczywistości angielskim poecie, którego utwory z dużą swadą cytował członkom Koła Polonistów UW.

W 1928 roku przyłączył się do grupy poetyckiej „Kwadryga”, podjął współpracę z pismem satyrycznym „Cyrulik Warszawski”, napisał też swoją pierwszą powieść zatytułowaną „Porfirion Osiełek, czyli Klub Świętokradców”. Dwa lata później ożenił się z Natalią Awałow, po czym oboje wyjechali razem do Berlina, gdzie Konstanty pracował jako referent kulturalny w placówce konsularnej. W 1934 roku osiadł w Wilnie, współpracując z lokalną prasą i radiem. We wrześniu 1939 roku dostał się do niewoli. Do kwietnia 1945 roku przebywał w obozie jenieckim.

Zdjęcie: Portret Natalii i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskich.

Benedykt Jerzy Dorys: Portret Natalii i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskich, ok. 1948 r. Źródło: Polona

Po zakończeniu wojny Gałczyński dużo podróżował, samotnie odwiedzając m.in. Francję, Belgię i Holandię. Po pewnych wahaniach postanowił jednak wrócić do kraju i 22 marca 1946 r. wraz z żoną oraz córką Kirą zamieszkał w krakowskim Domu Literatów przy ulicy Krupniczej 22. Szybko wciągnął go specyficzny klimat miasta i chętnie brał czynny udział w jego życiu kulturalnym. Związał się m.in. z tygodnikiem „Przekrój”, „Bluszcz”, „Tygodnikiem Powszechnym” , warszawskim „Odrodzeniem” i „Prosto z mostu”, a także satyrycznym teatrzykiem „Siedem Kotów”, którego założycielami byli Janina Ipohorska i Marian Eile z „Przekroju”.

***

„Przekrój” odegrał w życiu Gałczyńskiego bardzo ważną rolę, był bowiem tym pismem, z którym po powrocie do kraju aż do śmierci współpracował najbliżej i najserdeczniej. Dwuletni pobyt poety w Krakowie, zanim zdecydował się przeprowadzić do Szczecina, zaowocował nie tylko powstaniem najpopularniejszych i najbardziej kojarzonych z nim tekstów, ale też zawiązaniem serdecznych stosunków przyjacielskich z redakcją pisma, których wyrazem stała się m.in. żywa korespondencja, przechowywana dziś w warszawskim Muzeum Literatury.

Jak wspominał Marian Eile, ściągnięcie Gałczyńskiego do „Przekroju” było fenomenem wyjątkowym:

Żeby wysokonakładowy, ilustrowany popularniak zamieszczał w każdym numerze jeden, a czasem nawet kilka utworów wybitnego, ale jednak dość trudnego, do szpiku kości lirycznego poety – to było arcyprzedziwne.[1]

Jak wspomnieliśmy, współpraca Gałczyńskiego z „Przekrojem” rozpoczęła krótko po jego powrocie do kraju, wiosną 1946 roku. Numer 56 bardzo poczytnego już wówczas tygodnika, z datą 11 maja na okładce, przyniósł pierwsze teksty Gałczyńskiego: „Rozmowy z diabłem z Notre-Dame”, „Urojona kantyna”, „Z wierszy dla Saskii” i „Balladę o szklarzach”. W kolejnym numerze – 57 z 12/18 maja 1946, ukazały się równocześnie dwa pierwsze odcinki rubryk, które przyniosły Gałczyńskiemu największą popularność. Mowa oczywiście o „Zielonej Gęsi”, czyli Najmniejszym Teatrzyku Świata i „Listach z fiołkiem”, które przez kolejne cztery lata ukazywały niemal w każdym numerze pisma, wywołując wśród czytelników skrajne emocje – od zachwytów, aż po pełne oburzenia słowa krytyki.

Bardzo kocham ten mój teatrzyk, może mały, ale własny – zwierzył się Gałczyński w jednym z listów do Eliego. I chociaż naczelny „Przekroju” nigdy nie przyznał się do współudziału w stworzeniu „rubryki KiGa”, to jednak redakcja szukała formuły, która pozwoliłaby na swobodną i regularną obecność poety na łamach pisma. „Zielona Gęś” i „Listy z fiołkiem” były prawdziwym strzałem w dziesiątkę nie tylko dla „Przekroju”, lecz również samego Gałczyńskiego, który potrzebował stałego źródła dochodu.

Zdjęcie - portret Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Benedykt Jerzy Dorys: Portret Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, ok. 1948 r. Źródło: Polona

Współpraca z „Przekrojem” była dla Gałczyńskiego ważna również dlatego, że było to wówczas najpoczytniejsze pismo w Polsce, doskonale redagowane, z dużym nakładem, ciekawą szatą graficzną, adresowane do szeroko rozumianej inteligencji i studiującej młodzieży. Celem pisma stało się pozyskanie tych grup dla nowego ustroju, co redakcja starała się osiągnąć w możliwie subtelny i nienachalny sposób, odwołując się do wspólnych wartości, jak np. konieczność odbudowy kraju po zniszczeniach wojennych. Związek z „Przekrojem” pozwolił Gałczyńskiemu dotrzeć do szerokiego grona czytelników. Było to możliwe tylko pod warunkiem wpisania się autora w linię redakcyjną pisma, co, zdaniem świadków, nie zawsze odbywało się bezboleśnie. Niejednokrotnie pod naciskiem redaktora naczelnego poeta musiał zmieniać teksty swych utworów.[2]

Gałczyński cierpliwie i ze zrozumieniem przyjmował redakcyjne interwencje:

[…]on pokornie, bo czasy były nieprzychylne, poprawiał, retuszował, a nawet przerabiał swoje wiersze, fiołki i gęsi, aby mogły ukazać się w druku. Ze smutnym, ale z uśmiechem, kreślił tym swoim staromodnym grubym wiecznym piórem, aby tylko nie przysparzać »Przekrojowi« dodatkowych trudności.[3]

Kolejne odcinki „Zielonej Gęsi” pojawiały się na ostatniej stronie okładki „Przekroju”, w dziale Rozmaitości. Panował tam prawdziwy miszmasz: poważne tematy przeplatały się z purnonsensowym humorem, sensacjami i historyjkami rysunkowymi. „Przekrój” promował w ten sposób własny model kultury, wyśmiewając polskie zadęcie i zacietrzewienie, skłonność do patriotycznego patosu i brak poczucia humoru. Rubryka Gałczyńskiego doskonale wpisywała się w formułę dowcipu społecznego o lekkim zabarwieniu politycznym.

Bohaterowie Teatrzyku szybko zaskarbili sobie sympatię czytelników, po części dlatego, że ich autor autentycznie lubił stworzone przez siebie postaci, każdą z nich obdarzając wymyślonym życiorysem. Wszyscy urodzili się w tym samym 1890 roku, choć w różnych miejscach: grafomańska poetka Hermenegilda Kociubińska w Sznyrnie, „fenomen nonsensu” Alojzy Gżegżółka w Boltupajewie nad Sitwą, walczący o „Prawdę, Piękno i Dobro” profesor Bączyński w Dukwi, Piekielny Piotruś – „dziecko ulicy i ozdoba salonu” w Warszawie i tylko gadające zwierzęta: Pies Fafik i „racjonalista” Porfirion Osiełek nie pamiętały miejsca swojego przyjścia na świat. Umiejętnie żonglując historiami wziętymi z życia swoich bohaterów, Gałczyński zachęcał czytelników do śmiania się z własnych przywar, błędów, wad i niedoskonałych charakterów, a ci chętnie przyjęli zaproponowaną konwencję zabawy: ostrej, prześmiewczej, lecz nie pozbawionej uśmiechu i życzliwości.

Kolorowy ptak w ponurej rzeczywistości stał się niecierpliwie oczekiwanym gościem. Stanisław Marczak-Oborski w liście pisanym z Zakopanego jesienią 1946 roku pytał Tadeusza Borowskiego: Jak zdrowie Ewy, co u Zielonej Gęsi? [4] Śmiałość Gałczyńskiego i odwagę „Przekroju” dostrzegał z amerykańskiej perspektywy krytyczny z natury Czasław Miłosz, któremu ten typ humoru kojarzył się z niezobowiązującą atmosferą literackich sfer Krakowa, dobrze zapamiętaną z czasów, kiedy mieszkał tam przez kilka miesięcy w 1945 roku.

Cięty dowcip Gałczyńskiego nie wszystkim się jednak podobał i z czasem gromy zaczęły spadać na autora ze wszystkich stron. W 1947 roku na łamach marksistowskiej „Kuźnicy” Jan Kott grzmiał o cotygodniowym zmuszaniu czytelników do czytania produktu przejrzałej arystokratycznej kultury,[5] a Stefan Kisielewski wtórował mu krytykując bełkot pisanych dla pieniędzy Zielonych Gęsi i Listów z fiołkiem, przeciwstawiając te utwory przedwojennej twórczości poety:

Gałczyński tonie obecnie w produkcji tandety. Produkuje mianowicie bełkot. Bełkot czasem ekscentryczny, czasem pomysłowy i oryginalny, czasem trywialny, najczęściej jałowy, moralnie i intelektualnie nijaki, merytorycznie żaden.[6]

Głos w obronie Najmniejszego Teatrzyku Świata zabrał m.in. Kazimierz Wyka, który na lamach „Przekroju” starał się rzeczowo i spokojnie odpowiadać na zarzuty stawiane Gałczyńskiemu, pokazując walory jego sztuki. Zabrał głos także sam Marian Eile, jak zawsze jako Bracia Rojek, próbując wyjaśnić pozytywne wartości satyryczne Zielonej Gęsi na użytek nieco słabiej wykształconych czytelników. Niestety, w tamtych czasach śmiech również bywał podejrzany, dlatego głosy krytyki stanowiły doskonały pretekst do podejmowania decyzji administracyjnych wobec niepokornych. Na skutki nie trzeba było długo czekać. „Zielona Gęś” na łamach „Przekroju” ukazywała się coraz rzadziej, ostatni odcinek wydrukowano we wrześniu 1950. Kilka odcinków zdjęła cenzura, w tym również tekst zakupiony na aukcji przez BUW, o czym świadczy adnotacja: Tekst pisany do Przekroju nr 154/5 (12-13/1948) zdjęty przez cenzurę, umieszczona w górnej części rękopisu.

Kartka z odręcznym pismem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego oraz z jego podpisem

Rps nr inw. 5709 Konstanty Ildefons Gałczyński: Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić „Metamorfozę Biskupa Krasickiego”

Gałczyński w sposób szczególny realizował cele polityki redakcyjnej „Przekroju”, afirmując przemiany ekonomiczne, ustrojowe i kulturowe jakie zachodziły w ówczesnej Polsce. Robił to po swojemu, z przymrużeniem oka i charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru. Trafił jednak na trudny czas, kiedy odgórnie zaczęto wprowadzać nowy model literatury – tzw. realizm socjalistyczny. W tej nowej rzeczywistości nie było już miejsca dla Najmniejszego Teatrzyku Świata, poeta nie mógł dłużej odgrywać roli „Arcyapostoła cywilizacji Przekroju”. W siermiężnej rzeczywistości łatanego świata z odzysku teksty Gałczyńskiego zostały uznane za niestosowne i antypolskie. Dla poety szykowano nową rolę „inżyniera dusz ludzkich”, dlatego niepokorna Zielona Gęś musiała zamilknąć na zawsze.

Łukasz Ratajczak (Gabinet Rękopisów BUW)

Rps nr inw. 5709 Konstanty Ildefons Gałczyński: Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić „Metamorfozę Biskupa Krasickiego”

 

Bibliografia:
Andrzejewski Jerzy, Miłosz Czesław: Listy 1944-1981, Warszawa 2011
BUW WD PG7158.A72 A42 2011

Arno Anna: Niebezpieczny poeta. Konstanty Ildefons Gałczyński, Kraków 2013
BUW WD PG7158.G262 A73 2013

Kern Ludwik Jerzy: Pogaduszki. Ludwik Jerzy Kern rozmawia z Tadeuszem Bazylewiczem, Kraków 2002
BUW WD CT1230 .K454 2002

Kott Jan: Postęp i głupstwo. Publicystyka, notatki z podróży 1945-1956, Warszawa 1956
BUW WD PG7015 .K6 1956

Gałczyńska Kira: Zielony Konstanty, Warszawa 2011
BUW WD PG7158.G262 G357 2011

Gałczyńska Kira: Srebrna Natalia, Warszawa 2006
BUW WD PG7158.G262 G353 2006

Gałczyńska Kira: Gałczyński, Wrocław 1998
BUW WD PG7158.G262 G345 1998;

Gałczyński Konstanty Ildefons: Pozdrowienia dla Czarodzieja. Korespondencja K. I. Gałczyńskiego, Warszawa 2005
BUW WD PG7158.G262 A4 2005;

 

Przypisy:
[1] L.J. Kern, Nie nadawał się na etat, rozmowa z M. Eilem, w: Pogaduszki. Ludwik Jerzy Kern rozmawia z Tadeuszem Bazylewiczem, Kraków 2002, s. 76

[2] A. Arno: Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta. Kraków 2013, s. 251

[3] L.J. Kern: Nie nadawał się na etat, op. cit., s. 85.

[4] J. Andrzejewski, Cz. Miłosz: Listy 1944–1981, oprac. B. Riss, Warszawa 2011, s. 58, list z 20.09.1947.

[5] J. Kott: Gorzkie obrachunki. W: Idem: Postęp i głupstwo. T. 1. Warszawa 1956, s. 202—203.

[6] Kisielewski Stefan: O kosmicznym bełkocie, „Tygodnik Warszawski” 1946, nr 44 (dostęp online)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *