BuwLOG

Bezcenna makulatura czyli Kazania świętokrzyskie w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie

Impulsem do napisania kilku zdań na temat najstarszego prozatorskiego polskiego tekstu i próby naświetlenia skrywanych przezeń sekretów jest przypadająca w 2025 r. setna rocznica powrotu Kazań świętokrzyskich do Polski, w ramach akcji rewindykacyjnej prowadzonej w dwudziestoleciu międzywojennym. W 1925 r. o ich odzyskaniu informowała prasa ogólnopolska, Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie pozyskała dodatkowe fundusze na żelazną szafę do przechowywania tego i innych cymeliów, a w 2025 r. Biblioteka Narodowa uczyniła je rdzeniem wystawy „Jam posełkini Jego” w Pałacu Rzeczypospolitej. Na ekspozycji po raz pierwszy prezentowane są w odosobnionej sali, widoczne z obu stron i oświetlone tak, aby można było zobaczyć tekst, a także otwory po szyciu pergaminu.

strona z Tygodnika Ilustrowanego 1925 z artykułem o Kazaniach świętokrzyskich
[Wacław Borowy], Kazania świętokrzyskie w Warszawie, „Tygodnik Ilustrowany” 1925, nr 30, s. 597

Od pierwszych doniesień o odnalezieniu w Petersburgu przez Aleksandra Brücknera (znakomitego slawisty, historyka literatury i kultury polskiej) pergaminowych pasków, zapisanych archaiczną polszczyzną dokument ten zakorzenił się w świadomości społecznej, jako najstarszy prozatorski zabytek języka polskiego. Rękopis został nazwany przez swego odkrywcę Kazaniami świętokrzyskimi i traktowany był jako cudownie odnaleziona relikwia narodowa w Rosji. Nadmienię, że od pierwszego rozbioru Polski nad Newę oraz w inne regiony Cesarstwa wywożone był zagrabione obiekty biblioteczne, archiwalne i muzealne. Czasy rozbiorów przyniosły trudne do oszacowania i odzyskania straty dla naszej kultury narodowej. Zawłaszczeniu uległy znaczne liczby rękopisów, druków, archiwaliów historycznych i administracyjnych, obiektów muzealnych, przyrządów i pomocy naukowych, wyposażeń świątyń i majątków kościelnych, infrastruktury przemysłowej i kolejowej oraz mienia prywatnego. Największych grabieży dopuszczali się Rosjanie, lecz i Austriacy i Prusacy nie stronili od tych procederów. Stąd odnalezienie najstarszego prozatorskiego polskiego tekstu było wydarzeniem doniosłym oraz przełomowym, nie tylko dla pozbawionej państwowości Rzeczypospolitej, ale i dla rozwijających się w XIX stuleciu badań slawistycznych.

Już w roku odkrycia, czyli 1890, filolog, historyk literatury polskiej, wybitny i zasłużony archiwista Stanisław Ptaszycki w tygodniku „Kraj” odnotował:

Z niecierpliwością oczekujemy chwili, kiedy zabytek ten ujrzy światło dzienne. Obecnie możemy zaświadczyć, że zjawienie się zabytku Brücknera będzie epoką w dziejach badania dawnego języka polskiego i postawi historię języka polskiego na nowych podwalinach.

Warto zaznaczyć, że autor tych słów, na prośbę profesora Brücknera, wypisał na siebie rewers w Cesarskiej Bibliotece Publicznej w Petersburgu na manuskrypt zawierający teksty Nowego Testamentu, który skrywał bezcenną makulaturę.

Aleksander Brückner zbadał ten XV-wieczny papierowy rękopis (dziś już nieistniejący, zniszczony w 1944 r. w Powstaniu Warszawskim), który zawierał łaciński tekst Dziejów Apostolskich oraz Apokalipsy. Jego uwagę przykuły pasemka pergaminowe wzmacniające blok książki z oprawą, tzw. scyzura. Okazało się, że do wzmocnienia oprawy użyty został pergamin z tekstem prozatorskim w języku polskim i łacińskim. Badacz datował obiekt na trzecią ćwierć XIV wieku, zaznaczając, że najprawdopodobniej jest to odpis starszego tekstu pochodzącego z połowy XIV stulecia. Jego autorem był najpewniej mnich, który pisał kazania dla współbraci, bowiem był „[…] skąpiący niezmiernie pergaminu, domyślać się kazała”.

Profesor Brückner nadał mu ogólnie przyjętą i do dziś używaną nazwę – Kazania świętokrzyskie. Założył, że dokument powstał w tym samym miejscu co kodeks, z którego oprawy paski zostały wyjęte. A zatem oba zabytki pochodzą z benedyktyńskiego Klasztoru Świętego Krzyża na Łysej Górze. Ta hipoteza została podważona (czterdzieści lat później) przez Władysława Semkowicza i Jana Łosia, którzy sugerowali, że rękopis do którego oprawy użyto pasków Kazań, powstał w Leżajsku, gdzie działalność duszpasterską prowadzili bożogrobcy (zwani również miechowitami) i dopiero w 1459 r. trafił na Święty Krzyż. Potwierdzenia tej hipotezy badacze dopatrywali się w notatce proweniencyjnej zamieszczonej na rękopisie: Iste liber est monasterii Sancte Crucis in Monte Liszecz. Hipoteza ta została podważona w 1989 r. przez Marka Derwicha, mediewistę, który ustalił, że rękopis w którym znaleziono paski kazań nie należał do miechowitów z Leżajska, a od samego początku do łysogórskich benedyktynów, którzy w okolicy Leżajska mieli erem pod wezwaniem św. Marii Magdaleny. Niezwykłą koncepcję dotyczącą pochodzenia pasków przedstawił Ryszard Skrzyniarz, historyk kościoła, teolog, także średniowiecznik, który wskazał domniemanego autora tekstu – biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża  (Problemy autorstwa Kazań świętokrzyskich). Teoria ta została zakwestionowana z powodu braku wystarczających dowodów w źródłach.

W chwili odkrycia dokumentu Aleksander Brückner nie dysponował wystarczającym czasem, aby przeprowadzić bardzo dokładną analizę językoznawczą, dlatego też skoncentrował się na fragmentach spisanych po polsku, świadomie pominął część tekstu pisanego łaciną. Znalazło to odzwierciedlenie w pierwszej drukowanej edycji kazań z 1891 r. Z rozsypanki 18 pasków pergaminowych odtworzył układ utworu. Z 13 fragmentów ułożył jedną podwójną kartę, pozostałe pięć pasków utworzyło dolną część drugiej podwójnej karty. Badacz miał świadomość, że jest to jedynie fragment większego zbioru homilii na święta kościelne. Jego zdaniem cała kompozycja mogła zaczynać się od kazania na 8 września (czyli Narodzenie Najświętszej Marii Panny), a kończyć homilią na któreś ze świąt sierpniowych – na przykład na wspomnienie św. Wawrzyńca (10 sierpnia), św. Bartłomieja (24 sierpnia), św. Jana Chrzciciela (29 sierpnia) lub Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia). Uznał, że zbiór przeznaczony był do użytku wewnętrznego zakonników, bowiem treść przypominała raczej konspekt, szkic, niż pełną wersję. Dodatkowo pergamin był bardzo gęsto zapisany, bez inicjalnych wielkich liter oraz odstępów między kolejnymi tekstami. Dlatego też tytuły poszczególnych kazań sam im nadał. W kolejnych edycjach źródłowych tytuły te występują w nieco różniących się wariantach, nawiązujących do świąt kościelnych.

Tekst Kazań świętokrzyskich zapisany został gotycką minuskułą z użyciem licznych skrótów. Tak mocno rozbudowany system abrewiatur nie występuje w żadnym innym średniowiecznym zabytku piśmiennictwa polskiego. Aleksander Brückner zwrócił uwagę, że

„Najciekawszą cechę grafiki tego zabytku stanowi bogato rozwinięty system skróceń, a raczej zastosowanie łacińskiego systemu do języka narodowego, rzecz niesłychanie rzadka, którą by znowu nadmierna oszczędność pisarza i drogość pergaminu wytłumaczyć mogła, gdyby tu nie zachodził jeszcze wpływ postronny, jakaś tradycja czy szkoła ortograficzna polska, o czym nas inny zabytek [Kazania gnieźnieńskie – DP], pisany bardzo rozrzutnie, a mimo to ze skrócenia, poucza”.

Kazania świętokrzyskie w całości spisane zostały starannie i kaligraficznie jedną ręką. Dukt pisma jest bardzo drobny. W czasach, gdy powstały pisanie po polsku nie było czymś oczywistym, a na pewno nie powszechnym. Język polski w nauczaniu pełnił tylko funkcję pomocniczą. Gdzie więc kopista tak doskonale nauczył się pisać po polsku i to z użyciem tak rozbudowanych abrewiacji? Z pewnością nie w szkole parafialnej czy katedralnej. Być może w szkole zakonnej przy klasztorze, w którym znajdowało się skryptorium i gdzie pisanie po polsku nie było czymś wyjątkowym. Kazania świętokrzyskie są drugim po Bogurodzicy arcydziełem stanowiącym podstawy dziejów polskiej literatury. Wszystko wskazuje na to, że są oryginalnym utworem polskim; nie odnaleziono ich łacińskich wzorów.

Po wyjeździe Aleksandra Brücknera z Petersburga zabytkiem zaopiekował się Stanisław Ptaszycki, który dołożył wszelkich starań, aby go zabezpieczyć i umożliwić dalsze jego wykorzystywanie przez badaczy. W tym celu pergaminowe paski, możliwie wygładzone, włożono między dwie szyby, których brzegi zostały szczelnie sklejone papierem. U góry umieszczony został napis w języku rosyjskim „Oтрывокъ изъ пергаменнаго сборника древъйшихъ полскхъ половины XIV въка”.

W jaki sposób Kazania świętokrzyskie znalazły się w Petersburgu? Wzmiankowany kodeks z Dziejami Apostolskimi i Apokalipsą (wraz z ukrytymi w oprawie kazaniami) znajdował się w bibliotece opactwa benedyktynów na Łysej Górze już w XV wieku. Pozostał tam do roku 1819, kiedy po kasacie zakonu trafił do biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego dzięki szeroko zakrojonej akcji Samuela Bogumiła Lindego ówczesnego dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie (wtedy Biblioteki Publicznej). Między rokiem 1832 a 1834 kodeks wywieziony został do Rosji wraz z innymi zabytkami piśmiennictwa skonfiskowanymi w ramach represji po powstaniu listopadowym.

Sto lat temu Kazania świętokrzyskie wróciły do Polski w ramach rewindykacji polskiego dziedzictwa kulturalnego realizowanej na podstawie traktatu ryskiego zawartego między Rzecząpospolitą Polską a Rosyjską Federacją Socjalistycznych Republik Radzieckich i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką w 1921 r. Dokładnie 12 czerwca 1925 r. Kazania… trafiły do zasobu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Ze względu na wyjątkowo doniosłe znaczenie zabytek został wyłączony z ogólnego transportu rękopisów i pod specjalnym nadzorem przewożony do Polski. W tym celu potrzebne były specjalne zezwolenia władz sowieckich bardzo niechętnych jego restytucji. Konwojował go osobiście Antoni Rybarski, historyk, archiwista i wybitny znawca źródeł.

zdjęcie osób siedzących przy stole, pijących z filiżanek, za nimi pochyla się kelner z tacą, z boku widać postać wnoszącą jakieś dokumenty
Fotografia zbiorowa członków Mieszanej Komisji Rewindykacyjnej [po 1921]; źródło: Papiery Stefana Rygla, AGAD

Natomiast w czerwcu 1928 r. Władysław Semkowicz, historyk, wydawca źródeł, wybitny znawca nauk pomocniczych historii, zwrócił się z prośbą do Wacława Borowego, wówczas starszego bibliotekarza Biblioteki Uniwersyteckiej, o pozwolenie na zbadanie Kazań Świętokrzyskich, mające na celu przygotowanie – wspólnie z Janem Łosiem, językoznawcą, slawistą i twórcą gramatyki historycznej języka polskiego – nowej i poprawionej ich edycji. Aby prace te mogły zostać przeprowadzone, konieczne było wyjęcie rękopisu z dotychczasowej oprawy. Wacław Borowy, po zasięgnięciu opinii Zygmunta Batowskiego (znakomitego historyka sztuki, pełniącego obowiązki dyrektora książnicy) oraz Stefana Dembego (naczelnika Wydziału Bibliotek w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego), wyraził zgodę na wyjęcie pergaminowych pasków z petersburskiej oprawy, ale pod warunkiem, że dokona tego jeden z dwóch najlepszych introligatorów, a więc albo Bonawentura Lenart (Wilno) albo Aleksander Semkowicz (Lwów). Niestety budżet Biblioteki Uniwersyteckiej nie przewidywał pokrycia kosztów tych prac. Dlatego też profesor Semkowicz wystarał się, aby zabieg ten sfinansowała Akademia Umiejętności, która patronowała nowej edycji źródła.

budynek w stylu klasycyzmu z rzeźbami we wnękach w fasadzie i na szczycie elewacji
Budynek BUW [około 1920], sygn. GDŻS: Pcz. XVII P.1 [32]; źródło: crispa

Dzięki uzyskanym kredytom w dniach 2–4 lipca 1928 r. profesorowie Semkowicz i Łoś pracowali nad odczytaniem rękopiśmiennego tekstu, Aleksander Semkowicz zaś odpowiedzialny był za wszystkie niezbędne prace techniczne, które wykonywał w pomieszczeniach bibliotecznej introligatorni. W celu ułatwienia odczytania, każdy pasek moczył w wodzie i wygładzał, następnie prasował w maszynie introligatorskiej. Po zakończonych badaniach źródło zostało ponownie przez niego oprawione między dwie szyby. Prace te nadzorował Tadeusz Makowiecki (kierownik działu rękopisów) wraz z bibliotecznym introligatorem Stanisławem Bekkerem (Beckerem). Niespełna tydzień po tych pracach Tadeusz Makowiecki oglądając nowo oprawione pergaminowe skrawki dostrzegł na nich ślady pleśni, wyraźnie widoczne na pasku drugim, trzecim i czwartym (od góry) drugiej karty, czyli tej która składała się z 13 pasków i zawierała teksty kazania na dzień św. Katarzyny i Narodzenia Pańskiego.

W zaistniałej sytuacji Wacław Borowy wysłał telegram do Wilna, prosząc Bonawenturę Lenarta, artystę-introligatora, liternika, znakomitego konserwatora papieru o niezwłoczny przyjazd (na koszt warszawskiej uniwersyteckiej książnicy) w celu podjęcia prac zabezpieczających bezcenny pergamin przed dalszym rozwojem pleśni. Ten zaproponował, aby zwrócić się do mieszkającego w Berlinie Aleksandra Brücknera, ażeby odkrywca kazań osobiście poprosił znanego w świecie konserwatora-introligatora Hugo Ibschera o pomoc w ich ratowaniu. Hugo Ibscher pracował w Muzeum Narodowym w Berlinie, gdzie konserwował i zabezpieczał m.in. kolekcję papirusów. Był jednym z nielicznych ówczesnych konserwatorów, którzy potrafili – w wyniku odtworzenia techniki wyrobu kart papirusowych opisanej przez Pliniusza Starszego – wyprodukować papirus o doskonałej jakości. Lenart za najważniejsze zadanie uważał wyjęcie skrawków Kazań świętokrzyskich ze szklanej oprawy i ulokowanie ich w suchym „posłonecznym” pomieszczeniu, z oknami osłoniętymi jedwabiem. Zalecał umieszczenie – ponad paskami – zielonego szkła (także otulonego jedwabiem). Przestrzegał przed gwałtownym suszeniem, które mogło sprawić, że pergamin skruszeje.

Po wymianie korespondencji z Borowym Lenart wyraził gotowość podjęcia się konserwacji, podkreślając, że bardzo zależy mu na analizie mikroorganizmów zasiedlających pergamin, aby podjąć dalsze kroki ratowania zabytku. Na rezultaty badania nie musiał długo czekać, bo już po dwóch dniach została mu przesłana ekspertyza mikrobiologa, profesora fizjologii roślin oraz pierwszego kierownika Zakładu Fizjologii Roślin Uniwersytetu Warszawskiego Kazimierza Bassalika. Ustalono, że nalot to

„[…] prawie wyłącznie krótkie nitki i liczne powietrzne konidia jakiegoś Actinomyces. Nitki i konidia b.[ardzo] drobne. Oprócz tego nieliczne bakterie i kilkanaście konidiów jakiegoś pleśniaka”.

24 lipca 1928 r. Lenart dokonał wstępnych zabiegów konserwatorskich. Paski pergaminu, które na skutek wilgoci przylegały częściowo do jednej z szyb ochronnych, zostały od niej odjęte (przez lekkie potrząsanie szybą i dotykanie brzegu skrawków kostką). „Białe grzybki” zostały usunięte przy użyciu waty i kawałka białej materii jedwabnej. Paski, opatrzone ołówkową numeracją orientacyjną (uprzednio wytartą przez Aleksandra Semkowicza), zostały ułożone na karcie białej bibuły chemicznie czystej (użyczonej przez Zakład Chemii Nieorganicznej Uniwersytetu Warszawskiego) i ściśnięte wraz z nią dwiema grubymi szybami lustrzanymi o równej, szlifowanej powierzchni. Konserwator polecił zmieniać bibułę każdego dnia, kładąc ją raz na jedną, raz na drugą stronę obiektu, a przed założeniem dezynfekować ją przez przeciągnięcie żelazkiem do prasowania.

O przebiegu tych prac nie wspominają ani Władysław Semkowicz w edycji krytycznej z 1934 r., ani autorzy nowszych badań i wydań najstarszego zabytku polskiej prozy. W Przedmowie do wydania z 1934 r. czytamy: 

„W lipcu 1928 roku wybrałem się z prof. Łosiem do Warszawy, gdzie dzięki uprzejmości prof. dra. Zygmunta Batowskiego, dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej, dokonaliśmy otwarcia rosyjskiej oprawy, zamykającej paski pergaminowe z Kazaniami. Ponieważ paski były […] pokurczone i podziurawione, okazała się potrzeba zupełnego i dokładnego ich wygładzenia. Zadanie to powierzono wówczas p. Aleksandrowi Semkowiczowi, introligatorowi ze Lwowa, który w odpowiedni sposób paski doprasował, poczem udało się je najdokładniej złożyć, odtwarzając pierwotny wygląd zabytku. Ten akt otwarcia Kazań świętokrzyskich odbył się dnia 4 lipca i został do Księgi pamiątkowej Biblioteki Uniwersyteckiej zapisany”.

Wkrótce po tych wydarzeniach Kazania świętokrzyskie zostały przekazane do zasobów Biblioteki Narodowej, gdzie od 1929 r. koordynowanie prac konserwatorskich powierzono Bonawenturze Lenartowi. Być może stąd kilka błędnych, ale często powielanych informacji, takich jak na przykład ta, że był on wykonawcą zamykanej na klucz kasetki z czeczotowego drewna, w której umieszczono rękopis czy ta, że dopiero w Bibliotece Narodowej przeprowadzono konserwację pergaminowych pasków. Faktycznie specjalna szkatułka została wykonana w 1933 r. przez Bohdana Kulińskiego z warszawskiego zakładu „precyzyjnych robót stolarskich”.

O tym, że po badaniu i odczytaniu pergaminu wystąpiły komplikacje konserwatorskie, informacji dostarczają: sprawozdanie z działalności warszawskiej uniwersyteckiej librarii, notatka Tadeusza Makowieckiego oraz zachowana korespondencja w Archiwum BUW.

Dorota Pietrzkiewicz, Gabinet Starych Druków BUW, Wydział Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii

1 comment for “Bezcenna makulatura czyli Kazania świętokrzyskie w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie

  1. BCH
    11 lutego 2026 at 09:39

    Niech za komentarz do tego bardzo interesującego tekstu posłuży wiersz:

    Czesław Miłosz, „Ale książki”

    Ale książki będą na półkach, prawdziwe istoty,
    Które zjawiły się raz, świeże,jeszcze wilgotne,
    Niby lśniące kasztany pod drzewem
    w jesieni,
    I dotykane, pieszczone trwać zaczęły
    Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
    Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
    Jesteśmy – mówiły, nawet kiedy
    wydzierano z nich karty
    Albo litery zlizywał buzujący płomień,
    O ileż trwalsze od nas, których ułomne ciepło
    Stygnie razem z pamięcią, rozprasza się, ginie.
    Wyobrażam sobie ziemię kiedy mnie nie będzie
    I nic, żadnego ubytku, dalej dziwowisko,
    Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie.
    Ale książki będą na półkach, dobrze urodzone,
    Z ludzi, choć też z jasności, wysokości.

    Pozdrawiam wszystkich gromadzących się wokół książki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.