BuwLOG

Biblioteka. Otwierasz. Wchodzisz i nie chcesz wyjść

Projekt plakatu: Marianna Wichowska.

W ubiegłym tygodniu zaczął się kolejny mundial. Mecz otwarcia Meksyk vs. RPA odbył się na Estadio Azteca, na czas mundialu przemianowanym na Mexico City Stadium. Obiekt znajduje się na terenie wulkanicznym, a nowoczesna konstrukcja ma umożliwiać mu przetrwanie w czasie możliwych trzęsień ziemi. Położenie na wysokości około 2200 m n.p.m. sprawia, że piłkarzom trudniej się oddycha, a piłka leci szybciej, bo powietrze jest tam rzadsze niż np. w Gdańsku. Czyż to nie fascynujące informacje?! A do tego, jednocześnie, trwają rozgrywki Ligi Narodów siatkarek i siatkarzy. A ja mam napisać relację z Tygodnia Bibliotek, z wydarzenia, które odbyło się już ponad miesiąc temu… W poszukiwaniu inspiracji wybrałam się na krótki spacer z zamiarem nabycia „Przeglądu Sportowego”. Wydanie mundialowe ma aż 276 stron! To prawdziwy skarb kibica. Niektóre poważne monografie nie są tak pokaźne, jak ta gazetka. Krążyłam więc po okolicy, zaglądając do sklepów, bardziej lub mniej ekskluzywnych, dotarłam nawet na pocztę, ale skarbu nie znalazłam. Przyczyny mogą być dwie: albo ubiegli mnie wczoraj inni, bardziej systematyczni kibice, albo już coraz mniejsze zapotrzebowanie na prasę codzienną drukowaną. Wszak i w miejscu kiosku Ruchu, na skrzyżowaniu Dobrej i Tamki, dziś został już tylko ogródek i płotek.

Szkoda, że mundial nie odbywa się w Australii, bo jak bumerang powraca pytanie, po co komu w takim świecie, gdzie dzieje się tyle ciekawych rzeczy, biblioteka? W świecie, gdzie już prawie się nie czyta gazet, statystyki czytelnicze książek nie chcą przekroczyć magicznego progu trzydziestu kilku procent, a jedyne miejsce, gdzie w bliskości BUW można kupić książkę, to antykwariat z formułą zakupów „Cmentarzyska Zapomnianych Książek”. Nic dziwnego, że biblioteki imają się różnych innych formuł, żeby pokazać, że są i że mogą zaoferować światu coś więcej niż książki. Lub czasopisma. Z tego powodu SBP już po raz XXIII zorganizowało Tydzień Bibliotek. W tym roku pod hasłem „Biblioteka. Otwierasz. Odkrywasz”. Owszem, jako BUW włączaliśmy się i my w te bibliotekarskie wydarzenia, najczęściej na pikniku z okazji Dnia Bibliotekarza, lub też zwiedzając inne instytucje, które otwierały przed nami swoje drzwi. A w tym roku włączyliśmy się z niezwykle bogatą ofertą własną. Na przestrzeni tygodnia otwarliśmy dwie wystawy: Niskonakładowa Wytwórnia Rycin nr 47 z Rzeszowa i Typoteka. Ta druga wystawa jest pokłosiem wspaniałego projektu Typoteka.pl, dokumentującego historię polskich krojów pisma.

Fot. Barbara Chmielewska

Natomiast prace graficzne czworga rzeszowskich artystów w Galerii Dobra, oprócz tego, że bardzo ciekawe i pomysłowo wyeksponowane, stworzyły także niebanalne otoczenie dla trzech spotkań z udziałem publiczności. Wzięliśmy więc udział w „Lekcji gwary warszawskiej”, której towarzyszył Heniek Małolepszy z zespołem, wysłuchaliśmy rozmowy o książce Moniki Helfer Lwie serce oraz o tym, co o początkach średniowiecznej Warszawy mają do powiedzenia specjaliści z Poznania. Dla chętnych pokazy obiektów specjalnych przygotował Gabinet Rycin i Gabinet Dokumentów Życia Społecznego. Równolegle do wydarzeń w BUW biegły wydarzenia w Bibliotekach Wydziałowych: spotkania filmowe, warsztaty zinowe w Bibliotece im. Kazimierza Twardowskiego, zwiedzanie starych/nowych wnętrz w Bibliotekach Wydziału Polonistyki i Psychologii oraz zwiedzanie Obserwatorium Astronomicznego UW. Wisienką na torcie był piknik w ogrodach BUW. Był grill, było ciasto, do grilla i ciasta muzyka. Melodie taneczne z daleka i z bliska grał zespół w składzie Anna Kalska/Klarnet i Przemysław Wojciechowski/Akordeon. A nawet jeśli trochę padało, to deszcz na pikniku staje się miłą szansą na podwójne espresso… 🙂 

Fot. Jadwiga Antoniak-Sadlakowska

A rzut oka na statystyki wejść do BUW, które od jakiegoś czasu nie chcą być inne, znów nas stawia przed pytaniem, po co ci wszyscy ludzie tu do nas przychodzą? I to jeszcze w większości spoza UW. Przychodzą, otwierają drzwi, wchodzą i nie chcą wyjść. Czegoś szukają i to coś znajdują właśnie u nas? Czy nasze zbiory? Czy nasze usługi? Czy tylko miejsce? Mamy nadzieję, że nie tylko – że jednak te wszystkie trzy rzeczy na raz, a może i więcej! Naszą nadzieję zdaje się motywować bardzo mało realna rzeczywistość, gdzie dzięki wzmożonym wysiłkom bibliotek po książkę sięgnie co drugi Polak i co druga Polka. A jeśli to się nigdy nie zadzieje? Czy to znaczy, że nasza praca to para w gwizdek?

Nie. Przecież wiadomo, że nie. Przecież liczy się też fakt, że możemy robić to, co lubimy, po prostu, dla siebie. I to jest też powód do świętowania. Po drugie, nigdy do końca nie wiemy, kiedy i czym biblioteka zainspiruje kogoś w jego życiu, pracy, studiach, badaniach. Nawet jeśli nigdy nam o tym nie powie. Dlatego cieszyły nas momenty, gdy podczas wydarzeń Tygodnia Bibliotek prelegenci, rozmówcy, artyści wspominali, że właśnie w naszej bibliotece znaleźli jakiś artykuł albo grafikę, albo zapis nutowy, który posłużył jako ogniwo łączące dwa fragmenty tekstu lub był kropką nad „i” w pracy badawczej. 

A postawić kropkę nad „i” to zupełnie jak strzelić gola!

 

Tekst: Barbara Chmielewska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.