BuwLOG

Czy książki mogą uratować świat? „Biblioteka w oblężonym mieście. O wojnie w Syrii i odzyskanej nadziei”.

Zdjęcie książki opartej o kilka książek, w tle Hol Główny BUW.

fot. Kamila Krzyżanowska

Nie prowadzę dziennika lektur ale dokładnie pamiętam pierwszą przeczytaną w tym roku książkę. Sięgnęłam po nią już pierwszego stycznia, gnana noworocznym postanowieniem by nie odkładać czytania książek mających status „z mojej biblioteczki”. One zawsze najdłużej czekają, a stosy rosną, bo nie sposób nie kupować książek nawet pracując w bibliotece. To było bardzo dobre rozpoczęcie czytelniczego roku. Od razu wyjaśniam, że książkę znajdziecie też na półce w BUW (DS99.D3325 T46165), a jeśli jej tam nie będzie – zarezerwujecie w katalogu. A mowa o reportażu wojennym Mike’a Thomsona „Biblioteka w oblężonym mieście. O wojnie w Syrii i odzyskanej nadziei”. To niezwykła opowieść o odwadze i pasji, a także cudowna afirmacja czytania, otaczania się książkami, czerpania z nich wiedzy, radości i otuchy. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w bardzo interesującej serii  Mundus.

Mike Thompson to doświadczony, wielokrotnie nagradzany dziennikarz, który podróżował do rejonów dotkniętych konfliktami zbrojnymi na całym świecie, by relacjonować wydarzenia dla stacji BBC. Był w Iraku, Afganistanie, Somalii, Korei Północnej, Darfurze, Demokratycznej Republice Konga, Sierra Leone, Republice Środkowoafrykańskiej i Synaju Północnym. Relacjonował wojnę w Syrii, a tę historię napisał kontaktując się z jej bohaterami jedynie za pomocą telefonu i Internetu. Połączenia się rwały, więzi słabły, nigdy nie doszło do osobistego spotkania autora z bohaterami, a mimo to powstała poruszająca opowieść i relacja z niezwykłych wydarzeń.

Darajja, to ważne miasto na mapie owładniętej wojną domową Syrii. Jako jedno z pierwszych stało się miejscem protestów przeciwko reżimowi  Baszszara al-Asada, a następnie krwawego odwetu wojskowych sił rządowych – wielokrotnych bombardowań, ogromnych zniszczeń, tragedii całych rodzin. Mieszkańcy tracili niemal wszystko co mieli, bliskich, dobytek i dach nad głową. Wśród tych, którzy pozostali w mieście szybko zawiązała się grupa młodych ludzi, często studentów, którym wojna brutalnie przerwała edukację, którzy odnaleźli sposób na utrzymanie ducha i człowieczeństwa. Były to książki. Początkowo przypadkowo znajdowane w ruinach, wygrzebywane z gruzów podczas szukania zaginionych osób, czy cennych przedmiotów, wkrótce stały się celem niebezpiecznych wypraw. Misja stworzenia biblioteki z ocalonych książek w piwnicy jednego ze zbombardowanych budynków stała się sposobem na przeżycie, zachowanie godności i czerpania radości w najtrudniejszych chwilach życia.  Historia już nas nauczyła, że człowiek by przeżyć potrzebuje nie tylko wody, jedzenia i suchego kąta. Potrzebuje też idei, myśli, kultury. Ta opowieść jest kolejnym potwierdzeniem tej prawdy.

Zgromadzone książki stały się podwaliną tajnej biblioteki w oblężonym mieście. A biblioteka szybko stała się miejscem schronienia, spotkania i rozmowy, wytchnienia przy lekturze, nauki. Praca bibliotekarza w tej bibliotece była zaszczytem i dużą odpowiedzialnością.  Studenci organizowali wspólną naukę i uczyli młodszych, którzy nie korzystali z dobrodziejstw edukacji. W bibliotece organizowano spotkania czytelniczego klubu dyskusyjnego, przekazywano i polecano sobie książki, rozmawiano o ważnych sprawach, a czasami błahych, które nie traciły na znaczeniu w wojennej rzeczywistości. W bibliotece toczyło się w miarę normalne życie, to miejsce oswajało ze strachem i pozwalało zachować podstawowe wartości. Uderzyła mnie informacja o tym, jak dbano o opisywanie miejsca znalezienia książek, na wypadek gdyby ktoś kiedyś poszukiwał rodzinnego księgozbioru. Odnajdowane książki nie były niczyje, one miały swoich właścicieli, były traktowane jak depozyt w tajnej bibliotece, nawet jeśli zdawano sobie sprawę, że to postępowanie mocno na wyrost.

Reporterski styl książki nie pozwolił na szczęście na zbytnie romantyzowanie idei czytelnictwa. Owszem wskazuje na mocne strony tego zjawiska, ale robi to jakby mimochodem, opisując rzeczywistość, prawdziwą historię. Czytanie pozwala mieszkańcom Darajji na zachowanie godności w najcięższych chwilach, uczy, poszerza horyzonty, pozwala patrzeć na świat szerzej, z otwartym umysłem. Czytelnictwo zbliża, wokół książek tworzą się społeczności, rodzą się dyskusje, powstają idee. Ta książka nie jest patetyczna, w przeciwieństwie do słów, które cisną mi się na usta gdy o niej myślę. Skłoniła mnie do rozmyślania o książkach, o tym ile dla mnie znaczy ich posiadanie, o tym jak je czytam i co z tego wynoszę. Dzisiejszy rynek książki to mnogość wydawnictw, które co chwilę oferują nowości, literaturę rodzimych twórców i przekłady. Mamy do nich bardzo łatwy dostęp, w księgarniach uginają się półki, nasze biblioteki są dobrze zaopatrzone, mamy Legimi, EmpikGo i Storytel – wszystko na wyciągnięcie ręki. Czy traktujemy tę dostępność jako przywilej, czy też jako zupełnie oczywistą rzeczywistość? Książka uświadamia, że to co dla nas jest najzupełniej normalne, może nie być osiągalne dla innych ale wartości jakie niesie ze sobą czytanie, na szczęście są uniwersalne.

Ta książka to poruszające spotkanie z ludźmi, którzy tracąc wszystko, chcą zachować resztki normalności i co za tym idzie – człowieczeństwo. Z narażaniem życia organizują bibliotekę, która daje schronienie i nadzieję, malują na ścianach zrujnowanych w bombardowaniach domów przejmujące murale, organizują lekcje dla dzieci. Udowadniają, że aby przeżyć trzeba się troszczyć o umysł.

Kamila Krzyżanowska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.