
W 1953 roku w Green Bay w stanie Wisconsin na świat przychodzi chłopiec, któremu zostaje nadane imię Danny. Niezamężna matka postanawia przekazać go do adopcji. Pracownicy instytucji opiekuńczej z uwagą przyglądają się dziecku, które nie do końca odpowiada tamtejszym standardom – dostrzegają w nim „anomalie”: wydatne usta, szeroki nos, zbyt ciemny odcień skóry – cechy indiańskie, a może nawet murzyńskie (albo polskie?). Autorka nie rekonstruuje rasistowskiego języka — pozwala mu wybrzmieć w jego archiwalnej dosłowności, bo cała historia opiera się na faktach. Z akt sprawy dowiadujemy się, jak
wielkim wyzwaniem dla archidiecezji Green Bay okazał się przypadek „mieszańca”. Opiekunka społeczna skrupulatnie opisuje dziecko, jego skórę, rysy twarzy czy intelekt. Choć kolejne testy wskazują na ponadprzeciętną inteligencję chłopca, w aktach pojawiają się pseudonaukowe twierdzenia o niższym IQ dzieci „murzyńskich”, ujawniające rasistowski aparat pojęciowy epoki.
Trudno znaleźć dom dla tego mądrego, pogodnego i sympatycznego dziecka – opiekunowie każdorazowo przestrzegają potencjalnych rodziców adopcyjnych, że odmienny rasowo syn może stanowić szczególne obciążenie lub stać się źródłem stygmatyzacji. W Green Bay nie ma bowiem czarnych, to okolica mało różnorodna pod względem etnicznym. Matka chłopca jest systematycznie przepytywana w kwestii ojcostwa, początkowo podaje jako ojca pewnego imigranta z Polski, jednak ten trop należy wykluczyć, dziecko ma bowiem zbyt ciemną skórę i brązowe oczy. Kwestia biologicznego ojca staje się kluczowa, opóźnia decyzję o oddaniu chłopca do rodziny adopcyjnej, pojawia się również pomysł, by Danny’ego odesłać do internatu dla czarnych, żeby mógł poznać ludzi podobnych do niego samego.
Tę część historii poznajemy głównie poprzez wyróżnione typograficznie dokumenty: autentyczne akta sprawy Danny’ego. Drugi wątek narracyjny to historia narratorki, alter ego samej Anny Kim. Franziska bowiem, podobnie jak sama pisarka, wychowała się w krajach niemieckojęzycznych, ale ze względu na mieszane pochodzenie ma azjatycki wygląd, z którym nie chce się identyfikować. Mówi wprost: „Dlaczego pochodzenie ze strony matki miałoby determinować mnie bardziej niż pochodzenie ze strony ojca?”. Jednak sytuacja nie jest taka prosta: również w przypadku alter ego Kim to wygląd jest pierwszą przesłanką do wyrobienia sobie opinii o danej osobie.
Pisarka nie zdecydowała się w żadnym miejscu tekstu wprowadzić głosu Danny’ego: poznajemy go pośrednio; przez akta sprawy, przez oszczędną narrację żony i bardziej wylewną opowieść przyjaciółki. Danny istnieje przede wszystkim jako przedmiot zewnętrznych opisów i klasyfikacji. Paradoksalnie właśnie ten brak własnego głosu najpełniej pokazuje przemoc archiwum.
Brak dostępu do protagonisty to bardzo świadomy i celowy zabieg samej pisarki, która chciała, by czytający byli tak samo skonfundowani jak ona podczas lektury dokumentów. Dzięki równoległej narracji książka nie zamienia się w rekonstrukcję historycznej niesprawiedliwości. Anna Kim pokazuje, że pytanie o to, kto ma prawo definiować cudzą tożsamość, pozostaje aktualne również współcześnie. Powieść nie daje zatem pocieszenia czy pozytywnego przesłania. Dziś – przynajmniej w języku urzędniczym i akademickim – udało się przezwyciężyć stygmatyzujący i wykluczający podział, jednak losy samej Kim i jej alter ego w tekście są dowodem na to, jak systemowy rasizm wciąż jest obecny.
Pozwolę sobie powrócić do wątku polskiego, czyli przekonania, jakoby Polacy znacząco różnili się od standardowej rasy białej. Wynika to zapewne z backgroundu samej pracownicy społecznej. Jej upór w ustalaniu etnicznego pochodzenia dziecka zamienia się niemal w obsesję. Za ten stan rzeczy należy winić edukację, której kobieta została poddana: w latach trzydziestych XX wieku studiowała bowiem antropologię w Wiedniu i poznała faszystowskie przekonania na temat rasy. Przesiąknięta takimi ideami kobieta traktuje Danny’ego przedmiotowo, wpisuje go w znane sobie kategorie, a jednocześnie neguje jego ludzki charakter.
Powieść Kim konfrontuje nas z tematami, o których chcielibyśmy myśleć w kategoriach historycznych: czy jednak na pewno udało się nam zmienić myślenie, a nie tylko język? Rama narracyjna nie napawa optymizmem: akcja rozpoczyna się w 2013 roku, wraz z początkiem drugiej kadencji Obamy. Kończy się w 2017 roku, gdy Trump ze swymi populistycznymi poglądami wygrywa wybory prezydenckie.
dr Agnieszka Jezierska-Wiśniewska, absolwentka germanistyki i polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, pracuje w Zakładzie Literatur Niemieckiego Obszaru Językowego w Instytucie Germanistyki UW. Zainteresowania badawcze: polsko-niemiecki transfer kulturowy, twórczość Elfriede Jelinek, złe macierzyństwo w literaturze polskiej i niemieckojęzycznej, współczesna literatura polska, dystopie literackie, literatura dotycząca zmian klimatu, posthumanizm i transhumanizm. Współredaktorka tomów m.in.: (z Moniką Szczepaniak) „Elfriede Jelinek: Moja sztuka protestu. Eseje i przemówienia” (Warszawa 2012) oraz (z Moniką Szczepaniak i Pią Janke) „Jelineks Räume” (Wien 2017). Obecnie pracuje nad projektem: literatura jako forma aktywizmu klimatycznego.
