BuwLOG

Munch na orbicie Biegasa – nasze zbiory na wystawie w Villi la Fleur

Stale wędrujące zbiory BUW zaprowadziły mnie tym razem do Konstancina, na wystawę Biegas. Światy nierównoległe zorganizowaną w Villi la Fleur we współpracy z warszawskim Muzeum im. Bolesława Biegasa. 

Światy nierównoległe. Tytuł wystawy zwiastuje trudność, z którą zapewne zmaga się każdy zespół kuratorski organizujący wystawę o charakterze monograficznym. Jak zebrać cały dorobek artysty, udokumentować pełną drogę jego rozwoju i wszystkie fazy działalności w jednej przestrzeni o spójnej narracji? Zwłaszcza, gdy mówimy o artyście takim, jak Bolesław Biegas – stylistycznym kameleonie, zarazem enfant prodige jak i enfant terrible swojej epoki. Zespół pracujący przy konstancińskiej wystawie rozwiązał ten dylemat w sposób uczciwy, choć zapewne trudny w realizacji, czyli podjął się ukazania wszystkich światów Biegasa równoprawnie. Równoprawnie, ale nie równolegle. Galaktykę Biegasa można zwiedzać chronologicznie, ale wystawa nie trzyma się tego kierunku zbyt ortodoksyjnie. Widzowi pozwala się tu na kontrolowany dryf. Sama zaczęłam zwiedzanie kierując się wyłącznie intuicją i – jak się później okazało – od końca. 

Tę pierwszą i zarazem ostatnią część wystawy zapełniały portrety i obrazy figuralne zbudowane na siatce okręgów i przypominające witraże – obrazy sferyczne, jak nazywał je sam Biegas. Pochodziły one głównie z lat 20. i 30. Zgodnie z obietnicą „nierównoległości” wystawa pozostawiła dla galaktycznych turystów kilka równouprawnionych tropów interpretacyjnych. Kuratorzy zasugerowali związki sferyzmu ze zdobywającą wówczas popularność antropozofią Rudolfa Steinera, nawiązali też do sakralnej geometrii. Ten trop zilustrował trybut dla Biegasa złożony przez Jakuba Woynarowskiego, nie tylko uczestnika ekspozycji, ale i autora obszernego omówienia wątku geometrycznego twórczości Biegasa w katalogu wystawy. Woynarowski zamienił sferyczny portret Sfinks Biegasa w wydestylowaną z koloru geometryczną strukturę, w której żywe pozostają tylko oczy postaci utworzone z vesica piscis – rybich pęcherzy, jednej z figur sakralnej geometrii. 

Szczególne miejsce w sekcji sferycznej wystawy poświęcono fascynacji Biegasa tańcem nowoczesnym. Nie zabrakło tu mojej ulubionej kobiety-kwiat, Loie Fuller, wyginającej się niczym orchidea rosnąca na przyspieszonej sekwencji filmu dokumentalnego z National Geographic. Kreślone przez ramiona tancerki koła na trafnie dobranym materiale filmowym pozwoliły zrozumieć nowy wymiar sferycznych obrazów Biegasa. Zainspirowały też szereg rzeźb, w których artysta szukał formuły zaklęcia dynamicznego ruchu w kamieniu. Jak dla mnie show skradła jednak inna muza Biegasa – całkowicie przeze mnie dotąd nieznana, co przyznaję ze wstydem, Stasia Napierkowska, queerowa tancerka i gwiazda kina niemego. Na wystawie oglądałam ją tańczącą we francuskim, surrealistycznym, niemym, kryminalnym serialu kinowym Les Vampires (czyż sama ta niezwykła formacja przymiotników nie powoduje chęci obejrzenia?). Tam, w kostiumie nietoperza i w stylu upiorów Goyi z obrazu Gdy rozum śpi, budzą się potwory, Napierkowska nawiedza śpiącą damsel in distress, z wdziękiem wampira przeprowadzając nas z sekcji obrazów sferycznych do pierwszych dwóch dekad XX w. 

Ta część multiwersum Biegasa to Tartar zaludniony (a może zapotworzony?) przez wszelkie typy monstr zesłanych tu z cywilizowanych planet w otchłań podświadomości. Znajdziemy tu przede wszystkim spotkane już przez nas wampiry i sfinksy, ale też inne ludzko-zwierzęce hybrydy oraz, co ciekawsze, hybrydy ludzko-zwierzęco-architektoniczne. Mamy tu na przykład wampira-mandragorę z twarzą Światowida i fryzurą Meduzy (Wampir zapuszczający korzenie) czy centaury wrośnięte w tytułowy Pałac chimer i wykonujące bardzo Lynchowskie gesty. Kuratorzy z szokującą dosłownością proponują ich odczytanie przez nawiązanie do architecture parlante. Mi jednak bardziej kojarzyły się z asyryjskimi lamassu. We wczesnych realizacjach z monstrami uderza pierwotność, a jednocześnie niezwykła współczesność. Zestawione na wystawie z płótnami Aleksandry Waliszewskiej są niemal nieodróżnialne od współczesnych realizacji z nurtów dark naive czy new weird

Na późniejszych płótnach z lat 20. potwory występują głównie jako bohaterowie nokturnów tworzonych w na wpół symbolicznej, a na wpół romantycznej stylistyce oraz w charakterystycznej ograniczonej palecie o wysokim kontraście, którą ciężko określić inaczej niż paletą böcklinowską (od Wyspy umarłych Böcklina). Ta część galaktyki Biegasa jest rozgwieżdżona. Głębokie granaty tła zaludnia bowiem trupio blada rasa świetlistych postaci i monstrów o skórze mieniącej się grudkami wielobarwnej farby niczym brokat czy wręcz inkrustowanej klejnotami. 

Podobnie jak w części wystawy poświęconej obrazom sferycznym, i tu kuratorzy zadbali o mnogość odniesień przeznaczonych zarówno dla tej części międzygalaktycznych turystów, którzy muszą wszystko intelektualizować, jak i dla tych, którzy wśród brokatowych potworów obudzili swoje wewnętrzne dziecko i wolą karmić zmysły czystym efektem „wow”. Okazało się, że sama należę do drugiej kategorii, ale mój wewnętrzny krytyk został intelektualnie pocieszony przez zespół kuratorski ahistorycznym wprowadzeniem interpretacyjnej kategorii kampu. Zabieg to w mojej ocenie błyskotliwy jak sam brokat, a nabierający nawet głębszego sensu w spokrewnionym z nokturnami cyklu Sławni ludzie z lat 30., gdzie brokaty weszły na szaty proroków nauki i sztuki. Nagłówek kuratorski okrzyknął tę modę „szatami profety”. Nie ma w mojej głowie wątpliwości, że galaktyczni dandysi tacy, jak przedstawieni w tym cyklu Oscar Wilde czy Charles Baudelaire, jako prorocy kampu byliby tą stylówką zachwyceni. 

Kuratorzy puszczają tu oko w stronę dandyzmu samego Biegasa – jego starannie wykreowanego wizerunku fizycznego (spójrzcie tylko na ten wąs) i intelektualnego, ale też mitów autokreacyjnych, które artysta podsycał skandalami, wyolbrzymieniami i niedopowiedzeniami. Romantyzowanie trudnego dzieciństwa, słynne wyrzucenie z ASP, usunięcie jego obrazu z Salonu Niezależnych czy romans z barwną hinduską rewolucjonistką Perin Naoroji – kuratorzy nie przepuszczają żadnej okazji, by pokazać prywatną mitologię Biegasa, a przy okazji do już złożonej galaktyki artysty dołożyć kolejny wymiar. 

Pozostając przy temacie interpretacyjnego turyzmu, nie tylko kamp, ale i klucz feministyczny znajdziemy w kuratorskiej propozycji spojrzenia na Biegasa z perspektywy międzygalaktycznego podróżnika w czasie. Kuratorzy naświetlają fakt, że monstra z Biegasowskiej demonologii – w szczególności wampiry i sfinksy – mają cechy przeważająco kobiece i występują w charakterystycznej dla symbolizmu podwójnej roli destrukcyjno-erotycznej femme fatale. Zestawienie męskie-żeńskie produkuje szczególnie ciekawe wnioski tam, gdzie spotyka parę pojęć natura-kultura, czyli tam, gdzie potwory Biegasa służą do przedstawienia tematyki wojennej. W cyklu Wampiry wojny powstałym w ostatnich latach I wojny światowej wampirka walczy z męsko zakodowanym elementem ludzkim. Kuratorzy proponują spojrzenie na monstra Biegasa jako na katalog podświadomych lęków. 

Poruszając się dalej pozostajemy w kręgu interpretacji freudowskiej i to w dwójnasób. Bliżej centrum wystawy widzimy dialog nowszych pokoleń artystów z Biegasem: znajdziemy tu obrazy m. in. Jana Lebensteina, wspomnianej już Aleksandry Waliszewskiej czy Poli Dwurnik. Jednocześnie – jako że zwiedzamy wystawę nietypowo od końca – dochodzimy do początków drogi artystycznej Biegasa. Tu, wśród inspiracji, wpływów i źródeł, znajdziemy m. in. buwowskie grafiki Edvarda Muncha. Prezentowany jest jego autoportret oraz grafika Śmierć i dziewczyna łącząca średniowieczny motyw danse macabre ze wspomnianą modernistyczną femme fatale

Główny akcent tej części wystawy został położony na freudowskie ojcobójstwo – bunt wobec mistrzów i akademickich tradycji oraz poszukiwania własnej drogi twórczej. Ojcami są tu Auguste Rodin, postać-symbol dla rzeźby XX-wiecznej oraz Konstanty Laszczka, w którego pracowni Biegas się kształcił i którą, w atmosferze skandalu, opuścił. To w tej części wystawy nabierają formy kluczowe mitotwórcze wątki biografii artysty i wszystkie wersje Biegasa składające się na jego multiwersum: tragiczne dzieciństwo, młodociany geniusz, cudowne odkrycie, zawrotna kariera prowincjusza na europejskich salonach, skandale, dziwactwa i antyakademicka emancypacja. Tę ideę wyraża chętnie cytowana w opracowaniach o Biegasie opinia Adolfa Baslera, którą przytaczam za katalogiem wystawy: „Malowniczy, zręczny, niezbyt uczony, zręczny i nawiny. Zręczny i surowy. Chory i prosty, przerażający, dziecinny. Nowy? Bardzo dawny. Nowoczesny.” Słowem: artysta wielofasetowy. 

Nasza podróż dobiegła końca, a raczej początku, gdyż galaktykę Biegasa zwiedziliśmy od tyłu. Być może taka trasa spodobałaby się artyście, któremu ruch pod prąd, w poprzek kierunków i na przekór czasom nie były obce. Nie zwiedziliśmy wszystkich światów Biegasa. Tego nie udało się dokonać nawet kuratorom wystawy, choć w tym imponującym przeglądzie jego twórczości zbliżyli się do ujęcia totalnego. Zatem lepiej powiedzieć, że nasza podróż dobiegła końca, ale Światy nierównoległe można zwiedzać dalej, a także odkrywać nowe i to we wszystkich kierunkach.

Tekst i fotografie: Agnieszka Kania, Oddział Rozwoju Zasobów Elektronicznych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.