P Język. Literatura
Natsukawa, Sōsuke, O kocie, który ratował bibliotekę, Kraków: Flow Books, 2025.
BUW Wolny Dostęp PL873.5.A87 K56165 2025
„- Ciekawe, czy wyjdziesz stąd żywa. – W następnym momencie mężczyzna powoli rozprostował dłonie.” (Natsukawa, Sōsuke, O kocie, który ratował bibliotekę, Kraków: 2025, s. 173.)
Czy potrafią sobie Państwo wyobrazić niewyobrażalne? Proszę spróbować. Widzą Państwo świat, w którym nie ma książek? Makabra niesłychana, nieprawdaż?! Historię pełną grozy czas zacząć… Otóż, ze starej biblioteki, w której rządzi pleśń, szwankuje klimatyzacja i straszą przepalone żarówki, pewnego dnia zaczynają znikać książki. I to nie byle jakie. Na przykład Ania z Zielonego Wzgórza czy też Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi nagle zapadają się pod ziemię (czy aby na pewno pod ziemię?). Najgorsze, że nikt tego nie zauważa! No, w każdym razie żaden dorosły… Bo jest jednak ktoś, kto widzi więcej. Obserwacji znikania bibliotecznych książek dokonuje mała dziewczynka o imieniu Nanami, która jest uczennicą drugiej klasy gimnazjalnej. Nanami zna bibliotekę na wskroś, ponieważ zagląda do niej każdego dnia w drodze ze szkoły i lubi w niej przesiadywać. Śmiem twierdzić, że swoją biblioteczną kompetencją przewyższa nawet samego kierownika biblioteki! Bo okazuje się, że stary pan Hamura może i jest bibliotecznym guru, może i pozjadał wszystkie rozumy świata, może i jest chodzącą encyklopedią, ale przede wszystkim jest gderliwym, zgorzkniałym bibliotekarzem, któremu nie zależy na książkach. A na dokładkę w poszukiwaniu zgub nie zamierza pomóc dziewczynce! Mały z niego pożytek! Nie wierzą Państwo? Oto jego słowa:
„- Co?! Giną książki? I ja mam to sprawdzić?” (Natsukawa, Sōsuke, O kocie, który ratował bibliotekę, Kraków: 2025, s. 10.)
Szybko wyrobiłam sobie zdanie o panu Hamurze. Na miejscu książek wyprowadziłabym się z tej niebezpiecznej i nieprzyjaznej biblioteki w try miga!
Czy ktoś rozwiąże zagadkę znikających książek? Nanami, rzecz jasna, nie zamierza się poddawać, a na jej detektywistycznej ścieżce pojawia się… GADAJĄCY KOCUR (wielka mi rzecz, podobno wszystkie koty potrafią mówić!).
„- Jestem kotem pręgowanym tygrysim, mam na imię Tora, czyli Tygrys, więc tak też możesz mnie nazywać, miło mi.” (Natsukawa, Sōsuke, O kocie, który ratował bibliotekę, Kraków: 2025, s. 35.)
W toku śledztwa dwójce zuchów udaje się ustalić, że za kradzież książek odpowiedzialny jest tajemniczy mężczyzna w szarym garniturze… Za nim stoją inni… Wspomniałam o Premierze? Nie. No to Premier też będzie. Dodam, że jego zdanie na temat empatii (strasznej mocy) z pewnością Państwa zaskoczy.
„Duże, małe, skromne i okazałe, rozrzucone jak śmieci.
– To wszystko książki?
– Tak. Zwożą je tutaj z całego świata i palą.
– Dlaczego?
– Pewnie myślą, że tak trzeba.” (Natsukawa, Sōsuke, O kocie, który ratował bibliotekę, Kraków: 2025, s. 44.)
C.D.N… Natsukawa, Sōsuke, O kocie, który ratował bibliotekę 🙂
AM C D-F GN700-875 Nauki historyczne
Hollingsworth, Mary, Borgiowie: kroniki z czasów zbrodni, przełożyła Paulina Maksymowicz, Warszawa, Ożarów Mazowiecki: Bellona, copyright 2024.
BUW Wolny Dostęp DG463.8.B7 H65165 2024
Borgiowie to wpływowy włoski ród o hiszpańskich korzeniach. I, jak pisze we wstępie autorka książki, legenda tego rodu od stuleci fascynuje i przeraża jednocześnie, ale też inspiruje dla twórców i artystów. Nie bez znaczenia jest fakt, że już samo słowo „Borgia” jawi się jako synonim okrucieństwa i deprawacji. Rzecz oczywista, wszystkich plotek na temat ich niemoralnego prowadzenia się nie należy traktować poważnie, ale… wiedzą Państwo, jak to jest, w każdej ploteczce da się dostrzec ziarnko prawdy.
„18 czerwca dobiegający siedemdziesiątki papież po raz kolejny został ojcem. Nieznana z imienia kochanka – mogła to być Giulia Farnese – urodziła mu syna, którego papież nazwał Janem. Miał on stać się znany pod tym imieniem, jednakże w jego włoskiej wersji – jako Giovanni. Chłopiec został oficjalnie uznany w roku 1501.” (Hollingsworth, Mary, Borgiowie: kroniki z czasów zbrodni, Warszawa, Ożarów Mazowiecki: 2024, s. 232.)
Mała dygresja, bo należy oddać sprawiedliwość Borgiom… Renesansowa historia innych słynnych dynastii papieskich, weźmy za przykład takich Medyceuszy, pokazuje, że zarówno jedni jak i drudzy przejawiali podobną brutalność i bezkompromisowość w dążeniu do władzy i tak samo byli oskarżani o liczne zbrodnie, grzechy i występki…
Pozwólcie jednak Państwo, że wrócę do przytoczonego fragmentu o ojcostwie głowy kościoła. Rodrigo Borgia, bo o nim mowa, sprawował funkcję kardynała przez 37 lat, a następnie w wieku około 60 lat zasiadł na tronie papieskim jako Aleksander VI. Jak donoszą źródła, był niezwykle uprzejmym człowiekiem, umiał się zachować w towarzystwie, tryskał energią i inteligencją. Był z niego urodzony polityk. A przy tym cechował się sprytem, przebiegłością i zuchwałością, ale był też zakłamany, nielojalny, chciwy, okrutny… I kochał swoje dzieci ponad wszystko. Bo, trzeba Państwu wiedzieć, gdy został papieżem, miał ich pięcioro. I:
„Aleksander VI ulegał niekiedy złości i innym gwałtownym uczuciom, z reguły jednak były one skutkiem nadmiaru pragnienia, by dogodzić swym dzieciom, które kochał bezgranicznie. Wielu papieży przed nim miało dzieci, na ogół jednak ukrywali swój grzech, przedstawiając je jako swych bratanków; on jako pierwszy zaprezentował je otwarcie całemu światu.
F. Guicciardini, Storia d’Italia, I, 3.” (Hollingsworth, Mary, Borgiowie: kroniki z czasów zbrodni, Warszawa, Ożarów Mazowiecki: 2024, s. 180.)
O Borgiach w telegraficznym skrócie i bez epatowania przemocą 🙂 Jestem jednak przekonana, że to wystarczy, aby zachęcić Państwa do przeczytania niezwykłej opowieści o rozsławionej i wpływowej dynastii Borgiów, która rządziła we Włoszech w epoce renesansu.
G-GF Q R-V Geografia. Nauki matematyczne, przyrodnicze i stosowane
Przylipiak, Wojciech, Kelnerki, barmani, wodzireje: jak obsługiwaliśmy klienta w PRL, Warszawa: Muza, 2024.
BUW Wolny Dostęp TX910.P6 P79 2024
Rozdział drugi: „Z mlekiem przez życie” 🙂
Bary mleczne są fenomenem na skalę PRL! Ale istniały jeszcze przed wojną, choć wtedy nazywały się mleczarniami. Zanim jednak przedstawię Państwu kilka powojennych ciekawostek z barowego życia Polaków, wypada wyjaśnić na czym polegała wyjątkowość tych barów. W Poradniku kelnera E. Pawłowskiego i S. Wcisło czytamy:
„Bary mleczne przygotowujące i sprzedające potrawy i napoje wyłącznie z mleka i przetworów mlecznych, z produktów mlecznych, zbożowych, jak owoców i ziemniaków oraz niektóre towary handlowe z wyłączeniem wszelkich napojów alkoholowych. Bar mleczny nie sprzedaje dań, w skład których wchodzi mięso, drób, dziczyzna oraz ryby.” (Przylipiak, Wojciech, Kelnerki, barmani, wodzireje: jak obsługiwaliśmy klienta w PRL, Warszawa: 2024, s. 95.)
Potrawy jarskie górą! Pierwszym powojennym barem mlecznym był krakowski Pionier. I w nim na przykład, oprócz przeróżnych napojów mlecznych, podawano w ćwierćlitrowych butelkach ze słomkami… SZAMPANA MLECZNEGO 🙂 Szampanem w społeczeństwo! Nie tylko. W tamtych czasach władze państwowe próbowały wykorzystywać bary do swojej propagandy i promocją zdrowej diety mlecznej tuszować niedobór mięsa w sklepach. Ogólnopolska akcja mleczna skutkowała tym, że bary rosły dosłownie jak grzyby po deszczu. A Polacy je lubili, bo serwowane w nich potrawy były tanie, proste i przede wszystkim smaczne. No właśnie, smaczne. Okazuje się, że i w PRL można było doszukać się standardów i dobrych praktyk. Bary dbały o komfort swoich gości i za wszelką cenę starały się być postępowe. Pewna kierowniczka baru w Zakopanem kontrolowała jakość potraw prowadząc tzw. zeszyt degustacji. Jej zadaniem było próbowanie wszystkich przyrządzanych dań zanim te trafiły do klientów. Wielkim wydarzeniem gastronomicznym na skalę krajową było też pieczenie pizzy w słupskim barze mlecznym Poranek. Ho ho, pizza w tamtych czasach to prawdziwy ewenement 🙂 Warszawa też miała swoje sukcesy. Dla wygody tych, którzy po nocach nie spali, w Domu Towarowym Wars otworzono nawet NOCNY bar mleczny! Zejdźmy deczko na ziemię. Jednak klient nie byłby klientem, gdyby nie narzekał 😉 Bez przerwy kwękano na duchotę i ciasnotę w barach. Na to, że personel zabiera konsumentom talerze i sztućce w trakcie spożywania posiłków. Ktoś doniósł, że gdy jeden z gości odmówił kupna noża z plastiku, obsługa zaproponowała mu smarowanie masła palcem. Klienci narzekali na personel, a personel na klientów. Powód? Kradzieże. W jednych barach pobierano na przykład opłaty za noże, a w innych kaucję, ponieważ… klienci przywłaszczali sobie na potęgę co się tylko dało:
„Wystarczy wspomnieć, że tylko w jednym krakowskim barze w 1958 roku miesięcznie ginęło 368 kubków, 148 łyżek, 91 widelców, a wystawione solniczki zginęły w ciągu jednego dnia.” (Przylipiak, Wojciech, Kelnerki, barmani, wodzireje: jak obsługiwaliśmy klienta w PRL, Warszawa: 2024, s. 105.)
Zapraszam Państwa serdecznie do tej wysmakowanej lektury. Z niej dowiedzą się Państwo, co też działo się ciekawego na zapleczu rodzimej socjalistycznej gastronomii i jak wyglądała obsługa klienta w Polsce Ludowej. Do wspólnej zabawy zachęcają kelnerzy, kucharze, barmani, wodzireje, a także pozostali pracownicy restauracji, lokali gastronomicznych, hoteli i klubów, którzy brylowali w komunistycznej epoce. I to wszystko w słusznej służbie obywateli 🙂
K J Prawo. Nauki polityczne
Dworkin, Ronald, Sprawiedliwość według jeży, przedmowa Jerzy Zajadło, tłumaczenie Anna Sorówka-Łach, Warszawa: Wolters Kluwer, 2025.
BUW Wolny Dostęp K230.D9 A34165 2025
Ronald Dworkin był filozofem zarówno prawa jak i polityki. Znany jest nie tylko z tego, że jest jednym z najchętniej cytowanych autorów w amerykańskich naukach prawnych, ale również i z tego, że poczucie wolności uważał za najbardziej oczywistą wartość, która nie podlega dyskusji. Tym samym nie czuł potrzeby, aby formułować na temat wolności jakiejś specjalnej, wyrafinowanej teorii. Natomiast, jeśli zerkną Państwo do książki, przekonają się szybko, że przeróżne strefy interesów potrafią nieźle namieszać i w temacie wolności, i innych wartości.
Filozofię prawa według Dworkina można byłoby zamknąć w kilku punktach: „prawo może być przedmiotem sporu”, „prawo powinno podlegać twórczej interpretacji”, „prawo tworzy integralną całość”.
O swojej pracy nad książką Sprawiedliwość według jeży mówił tak:
„Ta książka będzie dobrą okazją do zrekapitulowania tego, co napisałem w zakresie różnych problemów: równości, prawa, moralności, ludzkich wartości i znaczenia ludzkiego życia. Wszystko to będzie wymagało pokazania wzajemnych zależności pomiędzy nimi.” (Dworkin, Ronald, Sprawiedliwość według jeży, Warszawa: 2025, s. 9.)
Zapytają Państwo skąd tytuł książki? Otóż, grecki poeta Archiloch powiedział: „Lis wie wiele rzeczy, ale jeż jedną niemałą”. Mądrość aforyzmu polega na tym, że może i rudy chytrusek potrafi kluczyć, wymyślać niezliczone scenariusze działania i podstępne sztuczki, ale za to jeż w każdej sytuacji korzysta z jednej sprawdzonej i skutecznej metody – zwija się w najeżony kłębek. Kapitulacja lisa wydaje się być w tym przypadku bezsprzeczna. Bohater przypowiastki, lis, jest symbolem ludzi, którzy nie ustają w kreowaniu coraz to innych celów, pomysłów i różnych wizji świata. Jeż natomiast wybiera prostotę i symbolizuje tych, którzy nie węszą, nie szukają, a wręcz przeciwnie, sprowadzają wszystko do jednej idei, zasady bądź koncepcji. A Ronald Dworkin w swojej filozofii wybrał właśnie postawę jeża. Bo, jak pisze w przedmowie Jerzy Zajadło, wartość według Dworkina we wszystkich swoich formach jest jedną wielką rzeczą.
„Książka ta jest obroną potężnej i starej filozoficznej tezy o jedności wartości.” (Dworkin, Ronald, Sprawiedliwość według jeży, Warszawa: 2025, s. 16.)
A skoro mowa o sile tkwiącej w jedności wartości, to możemy zobaczmy jak Dworkin traktował prawo do własności… Bo przecież i ono jest nierozerwalnie połączone z wartością oczywistą i niepodważalną, czyli wolnością, o której napomknęłam na samym początku.
„Możemy powiedzieć w tym miejscu jedynie, że wolność obejmuje prawo każdego do korzystania z mienia, które posiada zgodnie z prawem, z wyjątkiem sposobów jego używania, które państwo może prawnie ograniczyć.” (Dworkin, Ronald, Sprawiedliwość według jeży, Warszawa: 202, s. 414.)
No cóż, jednak zawsze jest jakieś „ale” 😉
H GN1-673 GR-GV Nauki społeczne. Antropologia
Doughty Caitlin, Jak kompostować zwłoki: niewiarygodne rytuały pogrzebowe z całego świata, przekład Andrzej Goździkowski, Łódź: Feeria, 2024.
BUW Wolny Dostęp GT3150.D68165 2024.
„- Po co im ta folia? – spytałam Paula.
– Chroni zęby, kiedy palą.
– Ñatitas palą? – zdumiałam się.
– A dlaczego miałyby nie palić?” (Doughty Caitlin, Jak kompostować zwłoki: niewiarygodne rytuały pogrzebowe z całego świata, Łódź: 2024, s. 216.)
La Paz w Boliwii. Miasto, jakich wiele. I ulica też, jakich wiele. Dom, w którym mieszka Doña Ely, też niczym szczególnym się nie wyróżnia. Uściślę, nie wyróżnia się z zewnątrz. Bo to, co można w nim znaleźć, zupełnie nieszczególne nie jest. Sercem domu Ely jest kolekcja sześćdziesięciu siedmiu ludzkich czaszek. Przystrojone w takie same błękitne bawełniane czapeczki (co miesiąc kolor czapek jest zmieniany), na których wyszyte są ich imiona, stoją grzecznie na półkach w oczekiwaniu na swoich wiernych wyznawców. Co więcej, są zawsze gotowe spełniać ich życzenia i wysłuchiwać ich modlitw.
„Owe sześćdziesiąt siedem czaszek w domu Doñy Ely to tak zwane ñatitas. Nazwę tę dosłownie można tłumaczyć jako „płaskonose” albo „te małe o spłaszczonych nosach”, co jest pieszczotliwym określeniem czaszek. Ñatitas mają specjalne moce łączenia światów żywych i umarłych.” (Doughty Caitlin, Jak kompostować zwłoki: niewiarygodne rytuały pogrzebowe z całego świata, Łódź: 2024, s. 212.)
Czaszki, które trafiły do Ely, nie należały do osób z grona jej bliskich. Najpierw widywała je w snach, by potem odnajdować je na cmentarzach, targowiskach czy też w szkołach medycznych. Ely stała się ich opiekunką i osobą odpowiedzialną za składanie im ofiar. W zamian za to czaszki udzielają pomocy tym wszystkim, którzy jej potrzebują. Ñatitas posiadają indywidualne moce. Na przykład Cecilia pomaga studentom w nauce, a Carlitos tym, którzy chorują.
Kościół rzymskokatolicki sprzeciwiał się magii i kultowi ñatitas twierdząc, że „czaszki należy grzebać w ziemi”. Uważał też, że powinno się wprowadzić zakaz czczenia czaszek. Ostatecznie ugiął się wobec protestów rzeszy wierzących w siłę i sprawczość ñatitas.
„Dla ñatita żaden problem nie jest zbyt błahy – ani miłosny, ani rodzinny czy szkolny. Czaszki nikogo nie wykluczają.” (Caitlin, Jak kompostować zwłoki: niewiarygodne rytuały pogrzebowe z całego świata, Łódź: 2024, s. 234.)
Książka Caitlin Doughty zrywa z tabu śmierci i zabierze Państwa wszędzie tam, gdzie byt miesza się z niebytem, i gdzie odmienność rytuałów pogrzebowych nikogo nie dziwi. Wszak śmierć jest integralną częścią naszego istnienia.
„Kiedy wyjaśniłam, że pracuję ze zwłokami, w krematorium, z wrażenia aż usiadł prosto w hamaku.
– Spalasz je? Robisz grilla z ludzi?
Zastanowiłam się chwilę.
– W piecu panuje wyższa temperatura niż w grillu, osiąga ponad 1000 stopni Celsjusza. Zwłoki nawet nie mają czasu się „zgrillować”. Ale generalnie jest tak. Jak mówisz.” (Caitlin, Jak kompostować zwłoki: niewiarygodne rytuały pogrzebowe z całego świata, Łódź: 2024, s. 16.)
Informacje o książkach przygotowała:
Dorota Bocian – Oddział Opracowania Zbiorów.
Propozycje tytułów książek:
Dorota Bocian ze wsparciem Zespołu KBK – Oddział Opracowania Zbiorów.
