P Język. Literatura
Stelar, Marek, Przeprawa, Poznań: Filia, 2025.
BUW Wolny Dostęp PG7219.T45 P79 2025
„- To ty byłaś jednym z tych dzieci? – zapytał.
Pokiwała niechętnie głową.
– Czemu w tym grzebiesz? – zainteresował się.
– Z ciekawości i chęci zrozumienia.” (Stelar, Marek, Przeprawa, Poznań: 2025, s. 206.)
Aspirant Małgorzata Podrzycka została policjantką, bo… Bo? Ciekawe, czy odkryją Państwo pobudki, którymi kierowała się główna bohaterka książki Marka Stelara przy wyborze zawodu. Ja już wiem, że dzielnicowa Małgorzata nie ma chorobliwych ambicji, uważa się za dobrą policjantkę, pracę traktuje bardzo serio, od roboty się nie miga, chętnie służy pomocą, a jeśli zajdzie taka potrzeba bierze dyżury za kolegów. Ach koledzy! Koledzy, którzy mówią na nią „Margerita”… „Gerita”… Nie ma zresztą, co się o nich rozpisywać, bo koledzy policjanci to zupełnie oddzielny rozdział i trzeba sobie o nich poczytać. A niejaki komisarz Paweł Szenfeld, przystojny szatyn z wypielęgnowanym zarostem to już w ogóle czuje się bardzo zadomowiony w tym zupełnie oddzielnym rozdziale.
„Zerknęła przez ramię. To był test. Gra. Oni znali zasady i ona też. Od jej reakcji zależało teraz wszystko, cała jej przyszłość tutaj.” (Stelar, Marek, Przeprawa, Poznań: 2025, s. 21.)
Małgosia panicznie boi się morza i ma dwa światy. Praca całkowicie wypełnia jeden z nich. Drugim światem jest Krzysiek, którego kocha nad życie. Gdy po śmierci rodziców bierze brata pod swoje opiekuńcze skrzydła jej życie ulega totalnej przemianie. Niepełnosprawność Krzyśka zwiąże ich losy na zawsze.
„Po wypadku wszystko się zmieniło, świat poszarzał, trawiło ją poczucie winy, choć nikt nigdy nie dał jej do zrozumienia, że jest czemuś winna.” (Stelar, Marek, Przeprawa, Poznań: 2025, s. 27.)
Wina. Dlaczego Małgosia wzięła ją na siebie? Czy da się wymazać z pamięci traumatyczne zdarzenie z dzieciństwa? A co, jeśli prawda o tamtym tragicznym dniu jest zupełnie inna niż się Małgosi wydaje? I co się dzieje, gdy komuś bardzo zależy na zemście?…
„Podrzycka będziesz następna suko.” (Stelar, Marek, Przeprawa, Poznań: 2025, s. 30.)
Będą Państwo zaskoczeni fabułą książki, która przenosi Czytelników do mroźnego Świnoujścia i nad skuty lodem Bałtyk…
Ach! I zapomniałabym zapytać, czy byli Państwo poddani kiedykolwiek hipnozie?
„- Jestem Gosia, jestem z tobą. To tylko wspomnienia, leżysz na łóżku w moim gabinecie i rozmawiam. Opowiadasz mi, co się wtedy działo. Wszystko jest w porządku, to się nie dzieje naprawdę, to wydarzyło się dawno temu.” (Stelar, Marek, Przeprawa, Poznań: 2025, s. 181.)
AM C D-F GN700-875 Nauki historyczne
Branca, Éric, Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny: wywiady z Hitlerem, tłumaczenie Agnieszka Dywan, Kraków: Znak Litera Nova, 2026.
BUW Wolny Dostęp DD247.H5 A5 2026
To jest książka o manipulacji i propagandzie w najgorszej z najgorszych postaci. A zatem to książka o Adolfie Hilterze, bo jak wszystkim wiadomo, to właśnie on sam był niezrównanym krzewicielem działań polegających na szerzeniu dezinformacji. Ten człowiek z ludu, żołnierz, specjalista od marketingu, znawca mediów, zanim jeszcze doszło do wybuchu II wojny światowej dokonał wręcz niemożliwego… wziął na smycz zarówno niemiecką jak i międzynarodową prasę, obiecywał gruszki na wierzbie i wykorzystał do cna medialny potencjał.
„Jak powiedziałem, nie ma ani jednego Niemca, który pragnąłby wojny. Ostatnia zabiła dwa miliony naszych mężczyzn i pozostawiła siedem i pół miliona kalek i chorych.” (Branca, Éric, Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny: wywiady z Hitlerem, Kraków: 2026, s. 213.)
Mamił dziennikarzy zapewnieniami, że kto, jak kto, ale akurat on nie zamierza wywoływać żadnej wojny! Pozer i obłudnik, który przechytrzył media i odniósł spektakularny sukces.
„PRICE: Co sądzi pan o napięciach międzynarodowych, z którymi mamy do czynienia?
Jeśli chodzi o Niemcy, nie będzie nowej wojny. Niemcy lepiej niż jakikolwiek inny kraj znają straszne konsekwencje wojny. Prawie wszyscy członkowie rządu znają jej okropności. Wiedzą, że nie jest to żadna romantyczna przygoda, ale raczej okrutna katastrofa.” (Branca, Éric, Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny: wywiady z Hitlerem, Kraków: 2026, s. 195.)
Odsyłam Państwa na stronę 191 – „Moim priorytetem, bardziej niż kiedykolwiek jest położyć kres psychozie wojny”. To tam znajdą Państwo treść jednego z szesnastu zaprezentowanych w książce wywiadów z przywódcą III Rzeszy, który został przeprowadzony dla „The Daily Mail” przez Warda Price’a dokładnie 6 sierpnia 1934 roku…
Gdy Adolf Hitler stawał na mównicy i rozpoczynał wystąpienie publicznie od pierwszych chwil bił od niego przerażający i bardzo przekonywujący magnetyzm. Na gruncie prywatnym potrafił sprawnie uwodzić słowami i był uważany za niezwykle uprzejmego człowieka. I jeszcze te jego niewinnie błękitne jak u dziecka oczy, którymi zachwycał się ceniony w branży dziennikarz Robert Chenevier. Zbawiciel pragnący powrotu wielkich Niemiec, zjednywał sobie ludzi bez najmniejszego trudu. Słynny psychoanalityk Carl Gustav Jung był natomiast twardego zdania, że bez narodu niemieckiego Führer nic by nie znaczył. W gruncie rzeczy, jego opinia nie była znacząca, ponieważ niemieccy obywatele tak czy siak byli gotowi na każde poświęcenie i naiwną podległość wobec dyktatora z wybujałym ego… Lata mijały, a Adolf Hitler nieprzerwanie zaświadczał o swoich pokojowych zamiarach i kłamstwami usypiał czujność opinii publicznej… Aż nadszedł rok 1938…
10 listopada 1938 roku doszło w Monachium do pierwszego bezpośredniego spotkania Adolfa Hitlera z właścicielami i redaktorami naczelnymi niemieckiej prasy, a także i przedstawicielami raczkującej telewizji.
„Każdy z czterystu zaproszonych został osobiście ostrzeżony przez gestapo, że najmniejszy przejaw niedyskrecji nie będzie tolerowany.
Przekaz brzmi poważnie: od teraz, oznajmia im „szef”, priorytetem niemieckich gazet nie jest wychwalanie korzyści płynących z pokoju, lecz przygotowanie narodu do wojny.” (Branca, Éric, Obrażają mnie, mówiąc, że chcę wojny: wywiady z Hitlerem, Kraków: 2026, s. 35.)
Zło wyszło z cienia i obnażyło swoje prawdziwe oblicze… Niespełna rok później 1 września 1939 roku Niemcy przekraczają granicę Polski i rozpętują jeden z najstraszliwszych konfliktów zbrojnych XX wieku.
G-GF Q R-V Geografia. Nauki matematyczne, przyrodnicze i stosowane
Stachowicz, Katarzyna, Neuronawyki: jak dzięki neuroplastyczności zmienić swój mózg, Kraków: EmocjePlusMinus, 2025.
BUW Wolny Dostęp QP388.S73 2025
Centralnym organem ludzkiego ciała jest mózg. Mózg jest dynamiczną strukturą, która pod wpływem przeróżnych czynników (np. zdobywania doświadczeń, bogactwa emocji, snu, aktywności fizycznej, nauki) ulega ciągłym przemianom. Mózg jest zatem neuroplastyczny. Jest jak plastelina. To bardzo istotne! Bowiem, nawet uszkodzony nie poddaje się, uczy na nowo, bo… potrafi tworzyć nowe połączenia nerwowe. Przeprowadzone badania dowodzą, że na przykład mózg po udarze ma zdolność do „przeorganizowania się”. To oznacza, że jego plastyczność neuronalna (neurony = komórki nerwowe) umożliwia pacjentom wykorzystywanie własnych myśli do komunikowania się z otoczeniem. Nasze głowy wypełnione są magią 🙂
„Ludzki mózg zbudowany jest z około stu miliardów neuronów (dokładnie 86,1 miliarda), co stanowi połowę gwiazd naszej galaktyki (około 40%) i tysiąc dwieście pięćdziesiąt procent liczby ludności na świecie. Powstaje zatem pytanie: w jaki sposób tak ogromna liczba komórek potrafi komunikować się ze sobą i podejmować spójne decyzje?” (Stachowicz, Katarzyna, Neuronawyki: jak dzięki neuroplastyczności zmienić swój mózg, Kraków: 2025, s. 15.)
Neurobiolog Katarzyna Stachowicz zna odpowiedź na to pytanie. Zapewniam, że Państwo znajdą ją w książce. Ba! Z książki dowiedzą się Państwo jak wypracowywać w sobie zbawienne neuronawyki i jak nauczyć się dogadywać ze swoim mózgiem. A co to w ogóle są te neuronawyki? Autorka książki opisuje taką sytuację: Alicja miała swój sposób na stres. Zajadała go słodyczami. Weszło jej to w nawyk, którego nie potrafiła się pozbyć. Stosowała przeróżne strategie, aby to zmienić. Zero sukcesów. A objadanie się słodyczami nie dawało jej poczucia błogości i spokoju, wręcz przeciwnie dostarczało jedynie frustracji. Na nic były wszelkie próby wyeliminowania słodkości z jadłospisu… Aż nagle. Alicja postanowiła zmienić taktykę i zaczęła w świadomy sposób dostarczać swojemu mózgowi totalnie nowe bodźce i o niebo zdrowsze. Po jakimś czasie, okazało się, że lekiem na poranny stres wywoływany nerwową sytuacją w pracy nie musi być wcale batonik, po który się odruchowo sięga, a jabłko… Takie odruchy to ja lubię.
„Neuronawyki to trwałe przyzwyczajenia ukształtowane za pomocą bodźców i działań, które świadomie dostarczamy naszemu mózgowi, aby tworzył nowe połączenia neuronalne i wspierał zachowania ukierunkowane na cel. To nawyki, które wzmacniają plastyczność mózgu i pozwalają działać skuteczniej.” (Stachowicz, Katarzyna, Neuronawyki: jak dzięki neuroplastyczności zmienić swój mózg, Kraków: 2025, s. 28.)
Od czego by zacząć to budowanie pożytecznych neuronawyków?… Zdradzę Państwu na koniec, że w ich kształtowaniu pomoże Państwu życiodajny sen. Nasz sprzymierzeniec m.in. wspiera neuroplastyczność mózgu, konsoliduje pamięć, wspiera procesy poznawcze, obniża poziom stresu itd. itd. Jednym słowem nasze prawidłowe funkcjonowanie i sprawnie działający mózg zależy w pierwszej kolejności od dobrego snu. Wyspani zdziałamy więcej 🙂
A jak się już Państwo porządnie wyśpią to zapraszam do BUW na lekturę o neuronawykach 🙂
H GN1-673 GR-GV Nauki społeczne. Antropologia
Kopeć, Magdalena, Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki: jak zmuszano dzieci do pracy, Warszawa: Wielka Litera, copyright 2025.
BUW Wolny Dostęp HD6250.P62 K67 2025
„Uśnijże mi uśnij, albo mi urośnij
Możesz mi się przydać
w pole gąski wygnać.
Wyżeniesz gąsiątka,
przyjdziesz po cielątka.
Cóż to za pociecha
z małego dzieciątka.” (Kopeć, Magdalena, Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki: jak zmuszano dzieci do pracy, Warszawa: 2025, s.83.)
Kołysanka dla dzieci… Znamienna… Wystarczyło poczekać dosłownie parę krótkich lat, aby z bezbronnego i kompletnie nieprzydatnego niemowlęcia wyrósł wreszcie berbeć stojący ledwo na własnych nogach, ale już gotowy do wykonywania surowych poleceń wydawanych przez dorosłych. Nikogo nie zdziwi fakt, że jeszcze nie tak dawno pozycja dziecka w rodzinie zależała od tego, czy było ono przydatne do pracy. Dzieci miały być posłuszne, uległe i pracowite. Niech posłuży nam za przykład gazeta „Głos Polski” z 17 lutego 1928 roku. W niej znajdziemy przerażającą informację o tym, że Olga Rafałówna (lat 6) spłonęła żywcem w fabryce mebli w Orzawie, bo zajęła się na niej sukienka. Malutka dziewczynka w fabryce? Jak to tak? Wykorzystywanie dzieci do pracy nikogo nie dziwiło i było to traktowane jak zwyczajny proceder. Dzieci miały się podporządkować i miały być pożyteczne. Tyle? Aż tyle! Obrońcy praw dzieci musieli się więc nieźle natrudzić, aby ich działania zmierzające do poprawy warunków życia maluchów zostały wreszcie uregulowane przepisami prawa i były nade wszystko respektowane. W 1833 roku uchwalono w Wielkiej Brytanii tzw. Factory Acts. Ustawa, jak na tamte czasy była „bardzo postępowa”… Powiem krótko: zabraniała zatrudniać w fabrykach dzieci poniżej dziewiątego roku życia. A dzieciaczki pomiędzy dziewiątym, a dwunastym rokiem życia miały ograniczony czas pracy do dziewięciu godzin dziennie… Przepisy przepisami, a i tak rodzice dopuszczali się fałszowania metryk urodzenia własnych dzieci i zawyżali ich wiek. Tylko po to, aby można je było jak najszybciej wysłać do roboty w fabryce. Spójrzmy na polskie dane. Są zatrważające: Na początku XX wieku w Królestwie Polskim pracowało w przemyśle 3326 dzieci w wieku od 12 do 15 lat…
„Małym dorosłym często coś się nie udawało. Dziecięce dłonie i dziecięcy umysł nie działały jak u matki czy ojca. Moment nieuwagi, odrobina niezdarności – i już. Będzie heca! A właściwie lanie, bo każde przewinienie dziecka zasługiwało na karę fizyczną. (Kopeć, Magdalena, Pastuszkowie, gazeciarze, tkaczki: jak zmuszano dzieci do pracy, Warszawa: 2025, s. 61.)
O utraconym dzieciństwie, harówce ponad siły, braku opieki, wyzysku… Zapraszam do książki poświęconej dzieciom, których pozbawiano troski i czułości… Tej lektury o małych dorosłych zmuszanych do katorżniczej pracy nie mogą Państwo przegapić!
A swoją drogą, nie da się nie zauważyć, że pomimo ogromnej pozytywnej zmiany jaka nastąpiła na przestrzeni lat w międzynarodowych i krajowych przepisach z zakresu ochrony praw dzieci, dzieci nadal cierpią, a ich prawa są nagminnie łamane… Winę za taki stan rzeczy ponoszą dorośli.
M N Muzyka. Architektura. Sztuki piękne
Dubrow, Jehanne, Smak: zapiski o kulturze i zmysłach, tłumaczenie Aleksander Gomola, Kraków: Bo.wiem, 2025.
BUW Wolny Dostęp NX650.T36 D83165 2025
Mniam. W taki sposób można byłoby określić książkę autorki, która najpierw pokusiła się napisać o zapachach, a teraz zabrała się za smaki. I znalazła na nie niezwykły sposób… Obfitości smaków szukała bowiem gdzie się tylko dało, w tekstach literackich, muzyce, malarstwie, sztuce. Barbara Carnevali napisała, że ta książka jest poetyckim hołdem składanym potędze i tajemnicy smaku.
Znamy pięć smaków: słodki, kwaśny, słony, gorzki i umami (umami pochodzi od japońskiego słowa umai, czyli pyszny).
„Spośród wszystkich zmysłów właśnie smak wymaga od nas najbardziej aktywnego uczestnictwa. Zapachy wdzierają się nam do nosa przez cały dzień bez naszej zgody. Często widzimy i słyszymy to, czego wolelibyśmy nie widzieć ani nie słyszeć. Cały czas pobudzany jest nasz zmysł dotyku, chociaż zupełnie nie zwracamy na to uwagi: nasza skóra ma kontakt z powietrzem, stopy z podłogą, dłonie z kierownicą samochodu.” (Dubrow, Jehanne, Smak: zapiski o kulturze i zmysłach, Kraków: 2025, s.9.)
A smak? A smak to nie tylko fizjologia, to także nasze emocje i nasz wybór. To my stoimy za decyzją, co znajdzie się na naszym języku. Oglądali sobie Państwo własny język w lustrze? Już na pierwszy rzut oka widać jak ciasno jest pokryty maleńkimi brodawkami. Ale dopiero pod mikroskopem cała tajemnica brodawek wychodzi na jaw. Każda brodawka zaopatrzona jest w kubki smakowe. Te zaś składają się ze specjalnych porów. To dzięki nim komórki i nerwy smakowe mają możliwość odczuwania całego bogactwa smaków. Rzecz jasna, cały proces spożywania pokarmów i przede wszystkim smakowania ich jest bardziej skomplikowany. Są Państwo ciekawi jak przebiega? O tym w rozdziale „Aperitif, czyli powiem ci, kim jesteś”.
„Moja ulubiona scena literacka dotycząca sera pojawia się w Brzuchu Paryża Emila Zoli, powieści, w której czytelnikowi serwuje się stosy jedzenia. Czasami literaturoznawcy nazywają tę scenę „symfonią serową”, ponieważ francuski pisarz, wykorzystując synestezję, odwołuje się do wrażeń dźwiękowych, gdy pisze o kakofonii zapachów unoszących się nad stoiskami z serami. Rozciągnięty na kilka stronic opis przedstawia dziesiątki serów wystawionych na targu, których wonie nakładają się na siebie, konkurując we wspaniałym koncercie smrodu.” (Dubrow, Jehanne, Smak: zapiski o kulturze i zmysłach, Kraków: 2025, s. 117.)
Joy Harjo twierdzi, że główną scenerią naszego życia jest kuchenny stół. A Kate Christensen zapewnia, że „Smakować w pełni to w pełni żyć”. A może swoje życie zaczną Państwo smakować od książki: „Smak: zapiski o kulturze i zmysłach.”? Ja tak, proszę Państwa, zrobiłam siadając z książką przy kuchennym stole. Pójdą Państwo w moje ślady?
Informacje o książkach przygotowała:
Dorota Bocian – Oddział Opracowania Zbiorów.
Propozycje tytułów książek:
Dorota Bocian ze wsparciem Zespołu KBK – Oddział Opracowania Zbiorów.
