P Język. Literatura
Purnomo, Dian, Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli, z indonezyjskiego przełożyła Marianna Lis, Katowice: Yumeka, copyright 2025.
BUW Wolny Dostęp PL5089.P87 P47165 2025
„W głowie każdego z nich pojawiła się ta sama myśl. Yappa. Porwanie!” (Purnomo, Dian, Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli, Katowice: 2025, s. 20.)
Dian Purnomo zajmująca się m.in. prawami kobiet i dzieci napisała książkę o małżeństwach zawieranych przez porwanie, czyli tak zwanych Kawin tangkap, Yappa mawine lub Pala nigidi. Ta szczególna tradycja jest pieczołowicie kultywowana na wyspie Sumba położonej we wschodniej części Indonezji. I od niepamiętnych czasów przekazywana z pokolenia na pokolenie. Na czym dokładnie ten zwyczaj polega? Najpierw kiełkuje uczucie między dwojgiem młodych ludzi, a potem rodzina mężczyzny, który zamierza poślubić swoją wybrankę, wyznacza specjalnego i koniecznie wygadanego rodzinnego rzecznika. Ten zaś jest odpowiedzialny za reprezentowanie kawalera w domu przyszłej panny młodej. Praktyka ta nazywa się „pukaniem do drzwi”. Widzą Państwo podobieństwo do naszego swatania? Bo ja tak. I tutaj kończą się podobieństwa… Podczas spotkań z rzecznikiem rodzina kobiety określa wysokość posagu, czyli tzw. belis. Na belis składają się krowy, bawoły i konie. Jeśli rodzina chłopca uzna, że żądania rodziny dziewczyny są zbyt wygórowane, spotkania negocjacyjne są kontynuowane. Natomiast brak porozumienia w sprawie posagu to zapowiedź Kawin tangkap. Co oznacza, że rodzina mężczyzny uprzedza rodzinę kobiety o tzw. „przejściu przez tylne drzwi”. W takiej sytuacji obowiązkiem ojca jest postępować zgodnie z tradycją, czyli przygotować córkę do tego, aby dała się pojmać i uprowadzić. Aby dopomóc losowi i zakochanym, ojciec wysyła córkę w miejsce publiczne (np. na targ lub nad rzekę). Show must go on! Odświętnie ubrana panna cierpliwe czeka na moment, w którym zostanie porwana (zalecane są teatralne krzyki przerażenia i zaskoczenia, gdy już do tego dojdzie). Co ważne, aktu uprowadzenia dokonuje zakochany kawaler zupełnie samodzielnie, rzecznik mu w tym nie pomaga 😉 Niestety, inscenizowany od początku do końca zwyczaj uległ diametralnej zmianie w latach osiemdziesiątych XX w.
„Kawin tangkap stał się formą demonstracji siły – tradycyjny porządek rytuału przestał być przestrzegany. Nie było już „pukania do drzwi”, żadnych rozmów między rodzinami, żadnych negocjacji dotyczących belis. Zamiast tego mężczyźni po prostu porywali kobiety, które im się podobały, i zabierali je do domu.” (Purnomo, Dian, Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli, Katowice: 2025, s. 7.)
Historia brutalnie schwytanej i przymuszonej do małżeństwa Magi poruszy Państwa serca…
„- Nie chcę wychodzić za tego dziwkarza, Ama… – powiedziała Magi. – Wolę umrzeć.
Magi zaniosła się cichym łkaniem, które stopniowo przerodziło się w zawodzenie. Przestała powstrzymywać łzy. Lamentowała coraz głośniej, aż w końcu zaczęła szarpać igłę wbitą w prawą dłoń, próbując ją wyciągnąć.” (Purnomo, Dian, Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli, Katowice: 2025, s. 37.)
AM C D-F GN700-875 Nauki historyczne
Górny, Maciej, Matka wynalazków: jak Wielka Wojna urządza nam życie, Warszawa: Wydawnictwo Agora, 2024.
BUW Wolny Dostęp D523.G67 2024
Kalorie. Nikt ich nie widział, za to większość przyznaje się do ich liczenia… Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że światowa moda na stosowanie diet wszelakich trwa w najlepsze. A zaskoczę Państwa uwagą, że kalorie zawdzięczają swoją popularność I wojnie światowej? Historyk Maciej Górny udowadnia w swojej książce, że właśnie w wojennym okresie znalazło się szczególne miejsce na śmiałe eksperymenty w dziedzinie zwanej dietetyką. Powód? Paradoksalny. Powszechnie panujący głód. Na terenach objętych wojną najpierw pojawiły się problemy z zaopatrzeniem, a potem nagle ceny produktów spożywczych poszybowały w górę. Towary znikały ze sklepów i… pojawiały się jakimś diabelskim cudem na czarnym rynku. I to jeszcze droższe. Wprawdzie wprowadzenie kartek żywnościowych miało ustabilizować rynek konsumencki i napełnić puste brzuchy obywateli, ale żywność sprzedawana na kartki była zazwyczaj podłej jakości. Wręcz niezjadliwa. Dlaczego? Spekulanci łasi na szybki zysk wpadli na pomysł fałszowania produktów. Znane były przypadki dodawania do pieprzu mielonego popiołu i piasku…
„W ręce milicji wpadały całe fabryczki wędlin z padliny, opakowań herbaty tak spreparowanych, że były cięższe od swojej cennej zawartości, papierosów z suchych liści klonu i kasztanowca, mąki z dodatkiem gipsu i tak dalej.” (Górny, Maciej, Matka wynalazków: jak Wielka Wojna urządza nam życie, Warszawa: 2024, s. 85.)
Planiści odpowiedzialni za politykę żywnościową w krajach owładniętych wojenną zawieruchą zachodzili w głowę jak zapobiec wciąż pogłębiającej się nędzy społeczeństwa i jak utrzymać je przy życiu. Liczyli więc kalorie i prześcigali się w spekulacjach ileż to trzeba tych kalorii dostarczyć organizmowi, aby ten czuł się świetnie i zdrowo. Na przykład w Austrii osobie niebędącej głównym żywicielem rodziny przysługiwały kartki żywnościowe na 1300 kilokalorii. A pod koniec wojny racja żywnościowa została zmniejszona do 831 kilokalorii! Uczeni zaś uspokajali i przekonywali, że zaciskanie pasa to nic innego jak racjonalne odżywianie… Nieobca była również szalona wizja wykarmienia narodu cukrem… Wszak cukier stanowił według niektórych eksperymentatorów zbawienne źródło kalorii… No i miał wysoką wartość odżywczą. Przy takim obrocie sprawy można było w ogóle zrezygnować z diety opartej na białku i tłuszczach. I bez ryzyka utraty zdrowia i sił fizycznych przerzucić się na cukier… Na szczęście w całym tym chaosie nie brakowało myślących racjonalnie naukowców, którzy sprzeciwiali się opieraniu jadłospisu na wyrobach cukrowych. Węgierski chemik Joachim Leimdörfer uważał, i słusznie, że bilans energetyczny organizmu nie opiera się jedynie na liczbie kalorii, bo gdyby tak było, to wystarczyłoby wszędzie uprawiać same buraki cukrowe!…
Co się wydarzyło potem? Potem nadszedł kres wojny, rynek żywnościowy się ustabilizował, a w 1922 r. lekarka Lulu Hunt Peters napisała artykuł zatytułowany Calories, w którym opisała jak unikać… nadwagi. I wywołała nim burzę. O tym i całej reszcie frapujących tematów przeczytają Państwo w książce o Wielkiej Wojnie, która urządziła nam życie.
G-GF Q R-V Geografia. Nauki matematyczne, przyrodnicze i stosowane
Whiteman, Noah, Przepyszne trucizny: od przypraw do narkotyków, przekład: Aleksandra Paszkowska, Łódź: Feeria Science, 2024.
BUW Wolny Dostęp QP631.W45165 2024
„Najstarsze dowody na korzystanie z koki przez ludzi liczą sobie ponad 8 tysięcy lat i pochodzą z zachodnich zboczy Andów na północnym zachodzie Peru. Przeżute liście koki z tego stanowiska archeologicznego datuje się radiowęglowo na około 6000 rok p.n.e.” (Whiteman, Noah, Przepyszne trucizny: od przypraw do narkotyków, Łódź: 2024, s. 246.)
Natura jest zaskakująca i… trująca. Można uznać, że wszystkie organizmy ziemskie bardzo śmiało poczynają sobie z przeróżnymi związkami chemicznymi zwanymi truciznami lub toksynami. Takie związki, od których przyroda aż kipi, mogą być na przykład skuteczną bronią w walce o przetrwanie. Żywe organizmy mające na wyposażeniu substancje toksyczne mają przewagę nad swoimi wrogami. Któż by próbował podskakiwać jadowitym wężom, skorpionom, czy pająkom… Uściślając, niektóre zwierzęta, grzyby, rośliny, drobnoustroje są producentami toksyn dzięki którym mogą się czuć w miarę bezpieczne i żaden agresor nie jest im straszny. Toksyny mogą być skuteczną bronią, ale i źródłem przyjemności. Nie inaczej! Ludzie na drodze ewolucji nauczyli się wykorzystywać naturę do swoich celów i traktować trucizny jak leki na całe zło. Oto kilka dowodów. Warunkiem dobrego dnia jest kofeina lub kapsaicyna. To one pobudzają umysł i kubki smakowe.
„Wielu ludzi lubi kofeinę, a większość owadów jej unika, ale substancja ta wabi nie tylko nas. Zaskakujące jest to, że niektóre rośliny stosują ten alkaloid do przyciągania owadów.” (Whiteman, Noah, Przepyszne trucizny: od przypraw do narkotyków, Łódź: 2024, s. 216.)
Etanol potrafi uatrakcyjnić niejedną imprezę, a kannabinol ukoić niejedne skołatane nerwy. Penicylina skutecznie pokonuje infekcję, a morfina wspomaga zbolałego pacjenta. No i jest jeszcze digoksyna lecząca arytmię i mirystycyna, dzięki której napoje i potrawy smakują lepiej. No cóż. Odpowiednio dawkowane toksyny w służbie ziemian! To może jeszcze jedno kluczowe zdanie o nietoksycznych dawkach toksyn 🙂 Jak przekonuje autor książki, który jest biologiem ewolucyjnym, już w nasionku gałki muszkatołowej, ziarnku kawy, a nawet w drożdżach piwnych da się odnaleźć pewne dawki trucizny. Zresztą tlen w nieodpowiedniej dawce przecież także jest toksyczny. Nie wspomnę o papierosach i e-papierosach, które akurat są szkodliwe w każdej dawce, bo oprócz trującej nikotyny zawierają inne toksyczne substancje takie jak aldehydy, akroleinę i metale!
„Z badań prowadzonych w Stanach Zjednoczonych wynika, że wdychanie oparu z e-papierosów znacznie zwiększa ryzyko astmy, przewlekłego zapalenia oskrzeli, rozedmy płuc i przewlekłej obturacyjnej choroby płuc.” (Whiteman, Noah, Przepyszne trucizny: od przypraw do narkotyków, Łódź: 2024, s. 227.)
A gdy już sięgną Państwo po tę książkę, to zapewniam, że zobaczą Państwo świat w toksycznych kolorach. I żadne tam zakładanie różowych okularów nie pomoże.
K J Prawo. Nauki polityczne
Jońca, Maciej, Historia prawa w przezroczach, Gdańsk, Sopot: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, 2025.
BUW Wolny Dostęp K155.P6 J66 2025
Opowiem Państwu o pięknej i cnotliwej mężatce Zuzannie, w której zakochało się dwóch starców. Ale po kolei.
„Opisane w Księdze Daniela wydarzenie przypadło na czasy dla narodu żydowskiego wyjątkowo trudne (Dan. 13.1-63). Lud został przymusowo przesiedlony przez babilońskiego okupanta z ziemi ojczystej do kraju obcego i nieprzyjaznego. W efekcie na wygnaniu w Babilonie ukonstytuowała się znacznych rozmiarów żydowska diaspora.” (Jońca, Maciej, Historia prawa w przezroczach, Gdańsk, Sopot: 2025, s. 21.)
W tamtych starożytnych czasach społeczność żydowska z jednej strony podlegała prawu państwowemu stanowionemu przez babilońskiego monarchę, a z drugiej strony miała swoje własne sądy. Stanowiska sędziowskie były obsadzane starszymi mężczyznami, którzy z racji wieku i życiowego doświadczenia cieszyli się dużym autorytetem… My skupimy się na dwóch leciwych i zepsutych sędziach, którzy zapałali żądzą do tej samej, wspomnianej już Zuzanny. Marzenia o zdobyciu ślicznej mężatki rozpalały ich siwe głowy i odbierały im zmysły. Przewrotne w tej historii jest, że starsi panowie zupełnie o sobie nie wiedzieli i nie mieli pojęcia, że fantazjują o tej samej damie. Aż pewnego dnia przez zupełny przypadek spotkali się w tym samym czasie i tym samym ogrodzie… Ukryci w krzakach podziwiali wdzięki umiłowanej, gdy ta brała kąpiel w przydomowej sadzawce. A gdy spojrzenia obu lubieżników się spotkały, w ich głowach pojawił się niecny plan. Zepsuci podglądacze postanowili zjednoczyć siły. Wspólny cel bardzo ich do siebie zbliżył. Jak starzy znajomi wyszli z chaszczy i przedstawili Zuzannie swoje brudne żądania. Zuzanna miała się im oddać bez oporu i bez reszty, a gdyby próbowała się sprzeciwiać, zagrozili, że oskarżą ją o popełnienie cudzołóstwa z nieznanym młodym człowiekiem. Młoda kobieta o nieposzlakowanej opinii nie uległa groźbie i wydała się z siebie rozdzierający krzyk… Z zemsty starcy postanowili dotrzymać słowa i zniszczyć cnotliwą niewiastę. Przekonanie o potędze sędziowskiego autorytetu odebrało im resztę rozsądku. Proces Zuzanny stał się więc faktem. I tak jak przypuszczali, wszystko poszło gładko i bez przeszkód. O ich zwycięstwie zadecydowała sędziowska pycha i skrojone na miarę obrzydliwe matactwa. Lud dał wiarę sędziom i wydał wyrok. Zepsuta według nich do cna Zuzanna miała zostać ukamienowana i to niezwłocznie… I nagle cud! Pojawienie się Daniela odmieniło los dziewczyny. Rezolutny młodzieniec w pierwszej kolejności uzyskał odroczenie egzekucji, a następnie z zapałem zabrał się do ratowania życia pięknogłowy.
„Daniel zastosował modus operandi znany dziś wszystkim policjom świata. Rzekomych świadków przestępstwa najpierw rozdzielił, po czym przesłuchał na osobności.” (Jońca, Maciej, Historia prawa w przezroczach, Gdańsk, Sopot: 2025, s. 24.)
Test był prosty. Złoczyńcom zadał to samo pytanie: „pod jakim drzewem doszło do występnego spółkowania kobiety i nieznanego młodzieńca?” Jeden z nich twierdził, że czynu cudzołóstwa dokonano pod dębem, drugi twierdził, że pod lentyszkiem… Domyślają się Państwo zakończenia tej historii? „Oko za oko, ząb za ząb”. Nikczemni oskarżyciele zostali zmieceni z powierzchni ziemi… Sprawiedliwości stało się zadość.
Bardzo gorąco zapraszam Państwa do przeczytania niezwykłego zbioru o historii prawa.
H GN1-673 GR-GV Nauki społeczne. Antropologia
Fisher, Aaron, Droga herbaty: zdrowie, harmonia i wewnętrzny spokój, tłumaczenie: Barbara Gutowska-Nowak, Kraków: Bo.wiem, 2024.
BUW Wolny Dostęp GT2905.F57165 2024
Kurtuazyjnie powinnam zapytać Państwa: „Kawa czy herbata?” Ale nie dzisiaj. Nie mają Państwo wyboru, a mi z tego powodu wcale nie jest przykro, bo mam dla Państwa niespodziankę. Nie pytam więc, czego się Państwo napiją. Za to gorąco zapraszam na herbatkę 🙂
„Najgłębsze prawdy i zmiany w naszym życiu nie dają się ująć w słowa, najważniejsze nauki i najwięksi nauczyciele przemawiają do nas poprzez żywe przykłady. Najwspanialsze herbaty trzeba pić, a nie przechowywać w szklanych słojach albo czytać o nich w książkach i czasopismach.” (Fisher, Aaron, Droga herbaty: zdrowie, harmonia i wewnętrzny spokój, Kraków: 2024, s. 271.)
A jednak będę namawiać Państwa do przeczytania tej lektury, która od pierwszej do ostatniej strony traktuje o wybornym naparze przyrządzanym z listków i pączków roślin należących do rodzaju kamelia. Jest o czym pisać! Związana z Chinami historia herbaty jest przecież stara jak świat. Na przykład chińska medycyna tradycyjna, która opiera się m.in. na ziołowych preparatach, poświęca herbacie bardzo dużo uwagi. Łączy ją w piękny sposób z duchowością, praktykami medytacji, przypisuje jej nawet właściwości lecznicze, a także zdolności otulające naszą wewnętrzną harmonię. Aaron Fisher napisał swoją książkę nie po to, aby wzbogacać wiedzę naukową o herbacie, ale po to, by spojrzeć na nią nie rozumem, a sercem. Bądźcie więc Państwo pewni, że o marnej herbacie uwięzionej w torebkach ekspresowych nie znajdzie się tutaj ani jedno dobre słowo! Brr! Herbaciana profanacja. Za to autor zabierze Państwa do metafizycznego świata rytuałów herbacianych i sprawi, że codzienne parzenie prawdziwej herbaty stanie się dla Państwa czymś naprawdę wyjątkowym. Skupienie uwagi na herbacie, na jej zapachu, na tańcu liści zalanych wodą jest niezwykle pomocne w osiągnięciu stanu odprężenia, wyciszenia, pełni. Potrzebują Państwo wytchnienia? Proszę odwiedzić magiczną Herbaciarnię Same Fusy na Starym Mieście w Warszawie lub samodzielnie zaparzyć filiżankę herbaty… Przekonają się Państwo, że herbata jest królową wszystkich ziół. To celebracja życia. To ceremonia.
„Herbaciane liście, woda, stare czarki i imbryki łączą się ze sobą na swoich własnych zasadach. A kiedy już stworzą harmonijną całość i wszystko nieruchomieje, powstaje pewien rodzaj magicznej doskonałości, ceremonia.” (Fisher, Aaron, Droga herbaty: zdrowie, harmonia i wewnętrzny spokój, Kraków: 2024, s. 235.)
Ale herbata to przecież nie tylko Chiny… To także Japonia! Nie mogę nie wspomnieć o niebłahej sprawie. Mieli Państwo okazję obejrzeć Pawilon Herbaciany (chashitsu), który znajduje się w BUW na drugim poziomie? 🙂 Pawilon herbaciany Kaian otworzony w 2004 r. został zbudowany z oryginalnych japońskich materiałów (drewno, bambus, glina, papier). Pawilon tworzą dwa pokoje ceremonialne (hiroma i koma), zaplecze (mizuya) i otaczający pawilon niewielki ogród (roji), podzielony na część zewnętrzną (soto roji) i wewnętrzną (uchiroji). W pawilonie, który służy nauce kultywowania drogi herbaty, odbywają się zajęcia uniwersyteckie poświęcone kulturze Japonii, a także warsztaty drogi herbaty.
UWAGA! Pawilon Herbaciany do obejrzenia w naszej Bibliotece, niestety tylko z zewnątrz. Ale książka Fishera Aaarona o drodze herbaty, która jest źródłem zdrowia, harmonii i wewnętrznego spokoju, jest jak najbardziej gotowa do zgłębiania 🙂
Informacje o książkach przygotowała:
Dorota Bocian – Oddział Opracowania Zbiorów.
Propozycje tytułów książek:
Dorota Bocian ze wsparciem Zespołu KBK – Oddział Opracowania Zbiorów.
