BuwLOG

Pasja zbierania. Wzory, kropki, desenie, paski i inne maziaje na pogodę w niepogodę

Zdjęcie różnokolorowych tkanin poskładanych w kostkę.

Foto: Dorota Bocian, Oddział Opracowania Zbiorów 

*

Historię, która się nie wydarzyła charakteryzują nieograniczone możliwości. Takiej historii może towarzyszyć szum parkowych dębów, albo łoskot fabrycznych maszyn. Taka historia może mieć szary kolor deszczowych kropel na szybie lub mienić się muralami w centrum miasta. Taką historię można posadzić na wyściełanym krześle w kuchni, może nawet i przy ciepłym piecu, albo kazać jej maszerować niewygodną asfaltową drogą. Taka historia może zachowywać się jak leniwy gbur, albo jak zmęczony psotami wesoły kotek. I taka historia, która się nie wydarzyła jest świadoma swojego bezkresu. Wie, że nie pasuje do żadnej ramy, ramki, rameczki… Za to jej początek zmienia wszystko. Początek historii jest obietnicą…

**

Poznajcie Błażenę… Nie, to nie jest żadna pomyłka. Poznajcie Błażenę, która owszem, miała być wyczekiwanym Błażejem, ale w wyniku tajemniczego galimatiasu w pionie decyzyjnym tak się nie stało. I zamiast słodkiego męskiego bobaska przyszła na świat równie słodka, co niechciana Błażena. Ojciec zrozpaczony takim brakiem kompetencji (bez wytykania komukolwiek tej niekompetencji) rzucił się w bezdenną otchłań napojów wysokoprocentowych. To w trunkach szukał wyjaśnienia zaistniałego i jakże niewygodnego dla niego faktu. Co więcej, wymagał od nich zwyczajnego pocieszenia. I znalazł. Niestety, jedynie pocieszenie z krótkim terminem ważności. No, ale akurat tego można się było spodziewać. Bowiem kapryśna rzeczywistość nie jest żadnym koncertem życzeń. Bynajmniej. Dlatego też, zdradziecko upomniała się o sponiewieranego ojca szybciej niż by sobie tego życzył. I nie dość tego. Zmusiła jeszcze do załatwienia priorytetowej sprawy związanej z narodzinami pierworodnej. Wściekły na cały świat, a najbardziej na córkę, stawił się zdruzgotany w USC i wykrzyczał pracownikowi urzędu, że to jakaś żenada, bo urodziła mu się BŁAŻENADA!… Urzędnik skierował na petenta wzrok wyrażający godne politowanie, zaskrzypiał moszcząc się na obrotowym krześle, westchnął w sobie tylko znanym języku i wpisał w odpowiednią rubryczkę imię żeńskie: Błażena…

… Dosyć! Pozwolą Państwo, że się wtrącę i szturchnę nieco tę historię przywołując ją do porządku!:

– Co ty wyprawiasz? Tak nie można! Naprawdę chcesz być zgorzkniałą historią? Zapomniałaś? To ma być przecież tekst o pasji. A pasje to czarodzieje pogody, radości i błogości. Postaraj się bardziej. Wiem, że potrafisz…

***

Jeszcze tylko kontrolno-oceniające spojrzenie w lustro i była gotowa do wyjścia. Błażena z namaszczeniem dotknęła smukłej szyi i wygładziła niewidzialne zagniecenie na fantazyjnie wywiązanej apaszce. Ponadczasowe chusty były dla niej jak dowód osobisty, który potwierdza tożsamość. Ale na spotkanie z nimi nie musiała czekać do ukończenia pełnoletności. Towarzyszyły jej od dzieciństwa…

Jej tata był krawieckim tuzem. Wirtuoz dyrygujący nożycami, nićmi, igłami i tkaninami wzbudzał jej podziw odkąd pierwszy raz usiadła w swoim łóżeczku (zresztą ku radości obojga rodziców) i z ciekawością rozejrzała się po pokoju. A było na co popatrzeć. Ogromny pokój, w którym mieszkała z tatą i mamą, pełnił rolę pracowni krawieckiej po sufit wypełnionej skarbami, o których zwykły śmiertelnik kupujący ubrania w zwykłych sklepach nie mógł mieć pojęcia. W takim oto właśnie królestwie przyszło dorastać Błażenie. Tata nazywał ją swoją Królewną i szył dla niej sukienki rodem z bajki. A, że był dobrym człowiekiem, dbał również i o to, aby przyjaciółki Błażeny nie mdlały z zazdrości. I dlatego też, szył dla nich równie szykowne stroje. Ale było coś jeszcze. Przeznaczone tylko dla Błażeny. Apaszki. Szył je na specjalne okazje tylko dla niej. Z materiałów lekkich jak mgła, miękkich jak mech i kolorowych jak tęcza. A Błażena siedząc na malutkim zydelku przypatrywała się temu wszystkiemu w zachwycie. Mama opowiadała jej jak to pewnego dnia Błażena wzięła do ręki nożyczki i z połyskującej tkaniny w słoneczniki wycięła w miarę koślawy kwadrat i poprosiła tatę, aby posadził ją przy maszynie. I tak oto rozpoczęła się jej przygoda z szyciem chust, szali i apaszek. Miała wtedy 5 lat… Dziś ma za sobą kilometry zużytych nici i jeszcze więcej wspomnień tkanych miłością rodziców…

****

Tymczasem skulona postać siedziała na krawężniku, a jej purpurowy od płaczu nos zlewał się z feerią barw spadających z drzew liści. Jesień rozpieszczała kolorami. A park o tej porze roku był wyjątkowo wystrojony. Błażena miała nawet podejrzenie, że pani jesień mieszka właśnie tutaj, w ich parku i urządza go sobie po swojemu i dla siebie. Trzeba przyznać, że wyborna z niej była dekoratorka wnętrz. Jesień z pasją.

Błażena spojrzała na dziewczę w wieku szkolnym o rozdzierająco smutnym wyrazie twarzy i natychmiast zamknęła oczy, aby jej nie widzieć.

– Nie patrz na nią! Kto powiedział, że jest prawdziwa? To pewnie ta parkowa zjawa, która ukazuje się śmiałkom spacerującym po nocy. No i co z tego, że jest dzień… Nocne mamidła też miewają pasje. Jak my wszyscy. A ona postanowiła dla odmiany pospać w nocy i z pasją powydzierać się w dzień. Zjawy słyną i z tego…

Była spóźniona (idealne wiązanie apaszki przedłużało się w nieskończoność ) i nie zamierzała marnować cennego czasu na problemy innych. Minęła więc pannę mokrą od łez, przyspieszyła kroku i skupiła myśli na sprawach, które miały zrewolucjonizować jej codzienność…

– Będę ćwiczyć… Od jutra. Może nawet i od pojutrza, bo muszę kupić przecież odpowiedni strój. No i dieta. Zero słodyczy! Wypada ją jednak wprowadzać stopniowo, rzecz jasna. Szok dla organizmu nie jest zdrowy. Od czego by tu zacząć? Na początek odstawię kakao…

Wewnętrzny głos parsknął śmiechem.

– Serio? I to mają być te twoje życiowe przewroty? Co się dziwić. Nawet przewrotu w tył z przysiadu podpartego nie potrafiłaś nigdy zrobić. Rebelii to z tego nie będzie. Oj nie. – I znów ta jałowa gadka z samą sobą. – To może jednak zamiast tego wszystkiego uszyję sobie nową chustę. To umiem robić bezbłędnie.

I nagle do jej uszu dobiegło żałośnie rozdzierające siorbnięcie nosem. A potem zadudniło od lawiny siorbnięć. Jak widać, nastolatka z planem utonięcia we łzach, poważnie traktowała swoją rozpacz.

– No, nie! Co z tobą? Ona naprawdę gotowa jest się utopić. – skarciła się uczciwie. – To, że jesteś Błażeną, nie oznacza, że masz być żenującą Błażeną. – To mówiąc odwróciła się gwałtownie i podreptała ku rozszlochanej kupki nieszczęścia. Usiadła obok niej. I gdy już zamierzała zadać dziewczynie pytanie, usłyszała:

– Zgubiłam nos…

– Nos? Nos, powiadasz… Wszystko wskazuje na to, że masz go na swoim miejscu… Zresztą trudno go nie zauważyć… Jest barwy obranego buraka… A to nosom rzadko się przytrafia.

Dziewczynka odruchowo dotknęła swojego nosa i nowy strumień łez zalał jej śliczną twarzyczkę. Wszystko wskazywało na to, że jej zasoby cieczy łzowej nie zamierzają się wyczerpać. Już nigdy.

– Dosyć mazgajstwa! Potrzebuję szczegółów. Co się tak naprawdę stało? I o jakim zaginionym nosie jest mowa?! Bez tej wiedzy będziemy siedzieć na tym krawężniku w towarzystwie tej kupki parkowych liści bez końca albo co najmniej do pierwszych mrozów. No więc?

Buczenie dziewczęcia przybrało na sile.

– Buu… Mamy taki projekt w szkole… Buu… Pod hasłem: „Co się dzieje poza czubkiem mojego nosa.”… Buu… No i ja sobie wymyśliłam, że będę wolontariuszem… Buu… Wie pani, w tym dziecięcym szpitalu niedaleko parku… Buu… I na dziś byłam umówiona z doktorem Michałem. Miałam mu się zaprezentować w zabawnym czerwonym nosie clowna i pokazać historie, które będę czytać dzieciom… Buu… Bo ja je piszę sama, proszę pani. To moja pasja. I zostanę kiedyś bajkopisarką… Buu… Ale jeszcze nie teraz… Buu… Bo przecież muszę najpierw znaleźć ten nos… Ale jak?… Niby go zgubiłam, ale to chyba kaczka mi go ukradła… Buu… Karmiłam rano stadko nad stawem… Buuuu… I musiał mi wypaść z torebki… Buuu… I wtedy to się stało…

Błażena uśmiechnęła się z ulgą.

– Nie mam chusteczki… Ale mam wyborną radę. A nawet dwie wyborne rady. – Błażena zdjęła z szyi apaszkę i podała ją dziewczynce. Ta wzięła ją z ociąganiem, by po chwili nie móc oderwać od niej wzroku. Gawroszka mieniła się kolorami i tętniącym na niej życiem. Jak to możliwe, żeby na takim malutkim skrawku materiału zmieścił się cały ocean i jego mieszkańcy?

– Po pierwsze, wytrzyj nos. Nie patrz tak! Apaszki są wielofunkcyjne. Kowboje znali się na nich jak nikt. Żołnierze także. A dawniej służyły robotnikom do ocierania potu z czoła. Starożytni Rzymianie też to robili.  W niektórych filmach, zdarza się, że używa się ich zamiast kajdanek… Yyy… Ale to akurat mogłam przemilczeć… O! Ale na przykład kobiety potrafią je nosić na głowach…

– A moja mama zapisała się na kurs tańca brzucha i nosi taką chustę na biodrach.- wtrąciła dziewczynka pomiędzy jednym siorbnięciem a drugim.

– Sama widzisz, że apaszki są częścią naszej historii. Niektóre apaszki, gdy zajdzie taka potrzeba, sprawdzają się w roli chusteczki do nosa, inne w roli temblaka, a jeszcze inne można upuszczać na ziemię z nadzieją, że podniesie je przystojny dżentelmen. Ale, na takie historie to jeszcze musisz poczekać młoda damo. Natomiast apaszki są dozwolone w każdym wieku… Co to ja chciałam?

Oczy Błażeny rozbłysły na samą myśl o tym, co zamierzała teraz powiedzieć.

– Aaa! A po drugie, tak się świetnie złożyło, że znam kogoś kto nam pomoże… Nie słyszałaś z pewnością o tym, że w naszym szpitalu jest magazyn kolorowych i mięciutkich nosków? A na jego straży stoi właśnie doktor Michał…

I nieopatrznie wyznała:

– To ten sam doktor Michał, który jakiś czas temu podniósł z ziemi moją apaszkę… I zamierzał mi ją zwrócić tylko pod jednym warunkiem…

– O! Gotowy temat na romantyczną bajkę! Mogłabym o tym napisać! – Dziewczynka zerwała się nagle z krawężnika i opromieniona jesiennym słońcem wykonała w powietrzu jakże zgrabny piruet.

– Gotowy nie gotowy, chodź, bo szkoda czasu. – Błażena próbowała ukryć swoje zmieszanie. – Wiesz, że dzieci przepadają za bajkopisarkami? Nie daj im na siebie czekać. A twoje historie niech mają szansę z pasją wędrować po świecie…

Zdjęcie zwiniętych różnych rodzajów tkanin, w różnych kolorach.

Foto: Dorota Bocian, Oddział Opracowania Zbiorów 

*****

Ta historia mi się nie przydarzyła. Ale od wielu, wielu lat przydarzają mi się… apaszki. I bez wyszukanej definicji wiadomo, że apaszka to rodzaj chusty, a także synonim wygrywającej z czasem elegancji. Aż nie chce się wierzyć, że początkowo stanowiła widoczny element stroju apasza, ulicznego chuligana. Znana jest również jako gawroszka od Gavroche’a, ulicznika z Nędzników Victora Hugo. Wiemy również, że znajdowała swoich sympatyków wśród wielkich tego świata. Zarówno Królowa Wiktoria jak i inne władczynie odnajdywały w chustach ten sam blask, którego szukały w swoich drogocennych klejnotach. Egipska Królowa Nefertiti zakładała ją pod hełm. Sam Ludwig van Beethoven nie mógł się wyprzeć upodobania do apaszek. Całymi dekadami nosił je na szyi. A Audrey Hepburn nie czuła się w żadnej sytuacji tak bardzo kobietą, jak właśnie wtedy, gdy zakładała jedwabną chustę…

A teraz czas na moje zbieractwo, czyli o apaszkach pokrótce. Osobista gromadka jesienno-zimowych szali i szalików jest zmuszona pogodzić się z tym, że nie o nich tu będzie mowa. Mam dokładnie 244 apaszki. Oblubienica Napoleona Bonaparte Josephine de Beauharnais w pewnym okresie swojego życia miała ich podobno aż 400. Mogę stwierdzić ze swadą, że z wiadomych powodów, mam jeszcze szansę pobić jej rekord. Apaszki są moim dowodem tożsamości, pełnią również rolę biżuterii. Za nimi się chowam i dzięki nim się otwieram. Po prostu są na każdą moją pogodę i niepogodę. I choć nie mam w swojej kolekcji ani jednej rozsławionej apaszki od Hermesa (ponoć światowa sprzedaż ich apaszek odbywa się co 25 sekund) to i tak uważam je za mój bezcenny skarb. I są dla mnie niczym peleryna dla superbohatera. Moi Bliscy znają tę moją praktyczną pasję i traktują ją niezwykle poważnie. Jednym słowem, mogę stwierdzić z uśmiechem, że moje kolekcjonerstwo rozwiązuje ich odwieczny problem z prezentami na przeróżne okazje.

A, i jeszcze jedno… Oglądali Państwo film „Ave, Cezar” braci Coenów? W jednej ze scen, szczególnie dramatycznej, gwiazda Frances McDormand wypowiada znamienne zdanie:

„- Daruję sobie apaszki.”

Otóż… Akurat mnie to zupełnie nie grozi 🙂 Tym bardziej, że kolejną mam już upatrzoną w takim jednym sklepie. Podaruję ją sobie w zwykły dzień tygodnia. Bo pogoda jest mi potrzebna od zaraz.

Zresztą moim apaszkom, w przeciwieństwie do tej pechowej ze wspomnianego filmu nie przydarzają się żadne historie. Bo dbam o nie przesadnie. Nie porywa ich wiatr, ani rwący nurt rzeki. Nie gubią się nawet w odmętach pralki, co skarpetkom, jak donosi Internet, zdarza się to nagminnie. Moje chusty poukładane kolorami w komfortowych pudłach, zwyczajnie i spokojnie, czekają na swoją kolej, czyli na dzień, w którym staną się częścią mojej codzienności.

Dorota Bocian (Boci@n) Oddział Opracowania Zbiorów

7 comments for “Pasja zbierania. Wzory, kropki, desenie, paski i inne maziaje na pogodę w niepogodę

  1. Agata
    30 marca 2022 at 07:24

    Dziekuję za historię,” która z pasją powędruje po świecie”.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem niesamowitej i bardzo kobiecej kolekcji.

    • Dorota Bocian
      10 kwietnia 2022 at 09:57

      A ja dziękuję za zerknięcie do mojego tekstu 🙂 Zdarza się w obecnych czasach, że apaszki uważane są za staromodne. Mnie nikt do tego nie przekona, tym bardziej, że jestem kobietą z ubiegłego wieku 🙂 Pozdrawiam serdecznie, Dorota Bocian (Boci@n)

  2. ABC
    31 marca 2022 at 11:06

    Bardzo ciekawy,barwny i kobiecy tekst.Z przyjemnością się go czyta.Dziękuję za odrobinę magii w tym niespokojnym czasie.

    • Dorota Bocian
      10 kwietnia 2022 at 10:03

      Dziękuję prześlicznie 🙂 Magia barw czterech pór roku, a nawet apaszkowych kolorów potrafi być choć chwilową odskocznią od smutku tego świata 🙂 Przesyłam pozdrowienia, Dorota Bocian (Boci@n)

  3. BCH
    7 kwietnia 2022 at 11:49

    We wpisie wyczytałam, że apaszki są policzone. Ale czy są też ponumerowane? Skatalogowane?
    🙂 I ja dziękuję za śliczny, pełen eufonii wpis!

    • Dorota Bocian
      10 kwietnia 2022 at 10:10

      Dzień dobry 🙂 Dziękuję za pełen urody i radości komentarz 🙂 🙂 Przypuszczam, że moje apaszki cierpią wystarczająco z powodu przymusowej segregacji i więzienia ich w pudłach 🙂 Obawiam się, że nie zniosłyby dodatkowej ewidencji 🙂 Pozdrawiam cieplutko 🙂 Dorota Bocian (Boci@n)

  4. Ma_Ko
    7 maja 2022 at 17:43

    Błażena – jak Jonyk z pewnej książki 🙂
    A wieść gminna niesie, że apaszki nadal będą do Ciebie, Dorotko, wędrować, z różnych zakątków… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.