BuwLOG

Zwyczaje bożonarodzeniowe w pismach Michała Federowskiego

Zbliżają się Wigilia i Boże Narodzenie. Mogą to być po prostu kolejne święta, kilka dni wolnych od pracy, o których szybko zapomnimy. Możemy jednak przeżyć je głęboko i w łączności z przodkami. Oprócz praktyk religijnych, pomocne w tym mogą okazać się również piękne, świąteczne tradycje: zarówno te nieznane lub dawno zapomniane, jak i znane, które przeżywać możemy z większym zrozumieniem. Wiedzę o historii, tradycji i symbolice najpiękniejszych świąt w roku możemy czerpać z powszechnie dostępnych dziś źródeł. Jednym z nich jest Gabinet Rękopisów BUW i złożona w nim spuścizna rękopiśmienna Michała Federowskiego, etnografa i folklorysty-amatora, porównywanego z Zygmuntem Glogerem i Oskarem Kolbergiem.

Urodził się 1 września 1853 r. w Warszawie, w rodzinie o tradycjach szlachecko-ziemiańskich. W szkicu autobiograficznym napisał o sobie:

Polak, katolik, z rodziny kaszubskiej, osiadłej w pierwszej ćwierci w. XIX w Księstwie Warszawskim, a z biegiem lat i na Litwie.

Michał Federowski, Lud białoruski na Rusi Litewskiej. Materiały do etnografii słowiańskiej zgromadzone w latach 1877-1905, t. IV, Warszawa 1935. BUW Magazyn sygn. 53687 [4]

Zafascynowany kulturą ludową, pomimo braku formalnego wykształcenia w tej dziedzinie, rozpoczął w 1875 r. badania etnograficzne we Włodowicach (obecnie woj. śląskie). Choć jego postać bardziej znana jest badaczom białoruskiej kultury ludowej, to pozostawione przez niego materiały docenić mogą również językoznawcy i literaturoznawcy, geografowie, krajoznawcy, etnolodzy i etnografowie swoim zainteresowaniem obejmujący obszar całej Europy. Jego licząca siedem tomów praca „Lud białoruski na Rusi Litewskiej” oraz dwutomowa monografia Lud okolic Żarek, Siewierza i Pilicy, jego zwyczaje, sposób życia, obrzędy, podania, gusła, zabobony, pieśni, zabawy, przysłowia, zagadki i właściwości mowy, są uznawane za pierwsze opracowania naukowe poświęcone kulturze duchowej ziemi z pogranicza kieleckiego, krakowskiego i Śląska. Sam autor ściśle definiuje obszar swoich badań:

Miejscowości, z których czerpałem źródła do dziełka niniejszego, leżą w północnej stronie powiatu będzińskiego, guberni piotrkowskiej i na północnym krańcu powiatu olkuskiego, gubernji kieleckiej, granicząc od zachodu ze Szląskiem pruskim, od północy zaś i wschodu przytykają do powiatów: częstochowskiego, włoszczowskiego i jędrzejowskiego. Okolica ta obejmuje następujące miasteczka, w ostatnich czasach na osady zmienione: Siewierz, Koziegłowy, Mrzygłód, Żarki, Włodowice (pow. będziński), Kromołów, Ogrodzieniec i Pilicę (pow. olkuski) oraz rzeki: Pilicę, Czarną Przemszę i Wartę.

Michał Federowski, Lud okolic Żarek, Siewierza i Pilicy, jego zwyczaje, sposób życia, obrzędy, podania, gusła, zabobony, pieśni, zabawy, przysłowia, zagadki i właściwości mowy. T. 1, Warszawa 1888. BUW Magazyn sygn. 9.41.10.41. [1]

Uzbrojony w najprostszą metodę badawczą, przejętą od swoich mistrzów i nauczycieli etnografów Glogera, Kolberga i Karłowicza, Federowski zdobywał informacje bezpośrednio u źródła, czyli od mieszkańców wsi, pracowników dworów i spolonizowanej szlachty, zamieszkującej dwory, zaścianki i miasteczka. Helena Kozerska (1903-1995), twórczyni i organizatorka Gabinetu Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, autorka opracowania „Michał Federowski i jego spuścizna rękopiśmienna” pisze, że podczas swych wędrówek badawczych

Federowski zapisywał wszystko: klechdy, bajki, zabobony, żarty i teksty pieśni. Nie przeprowadzał segregacji, ani nie zaopatrywał zapisów w daty. Natomiast z reguły zapisywał okolicę, ale już nie zawsze informatorów.

Lud białoruski. T. 7, Suplement do tomu V i VI, [kom. red. Antonina Obrębska-Jabłońska (przewodn.), Warszawa 1969, BUW Magazyn sygn. BUW 153687 [7]

W pracach Federowskiego można więc znaleźć zarówno elementy kultury materialnej (opis chat, sprzętów, naczyń, pożywienia, ubioru, cech zewnętrznych i zajęć miejscowej ludności), jak i kultury duchowej (obrzędy i zwyczaje doroczne oraz rodzinne, pieśni, przyśpiewki, wierzenia, praktyki magiczne, podania, przysłowia, zagadki i właściwości mowy). Materiał dokumentacyjny, liczący dziesiątki tysięcy obiektów archeologicznych, etnograficznych, przyrodniczych oraz grafik, M. Fedorowski przekazywał do tymczasowego depozytu Z. Glogerowi. Zarazem, co godne podkreślenia, takie same egzemplarze tych obiektów rozsyłał do muzeów, bibliotek i towarzystw naukowych Królestwa Polskiego, a także na tereny zaborów – m.in. do Krakowa, Lwowa i Wilna.

W 1921 r. rozpoczął pracę w Zakładzie Etnologii Instytutu Nauk Antropologicznych jako pracownik naukowy. Było to wyrazem najwyższego uznania dla jego zasług i wiedzy w dziedzinie etnografii i zbieractwa, biorąc pod uwagę ukończenie edukacji na czwartej klasie gimnazjum. Krótko przed swoją śmiercią zdecydował, że prawie wszystkie swoje zbiory, a więc księgozbiór, gromadzone przez lata wycinki z czasopism, mapy, druki ulotne, część zbiorów graficznych i większość rękopisów przekaże Towarzystwu Naukowemu Warszawskiemu, natomiast materiały bibliograficzne do swoich prac zapisał znanemu bibliofilowi i pierwszemu dyrektorowi Biblioteki Narodowej, Stefanowi Dembemu. Materiały te prawdopodobnie zostały zniszczone podczas II wojny światowej. Ocalał jedynie duży fragment kolekcji TNW, który jako depozyt wieczysty został przekazany w 1945 r. Bibliotece Uniwersyteckiej w  Warszawie. Początkowo obawiano się problemów z uporządkowaniem materiałów, gdyż na skutek uszkodzenia pomieszczeń zajmowanych przez TNW w Pałacu Staszica znajdowały się w tzw. rozsypie, szybko jednak stwierdzono, że większość tek została prawidłowo oznaczona przez kierownika Zakładu Etnologii, Stanisława Potockiego. Spuścizna Michała Federowskiego została szczegółowo opracowana na początku lat 50. przez Helenę Kozerską i Wandę Stummer. Efekt tych prac opublikowano w drugim tomie Katalogu Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.

Kłosy 1872, tom XV, nr 388

Kłosy nr. 388 (XV), 1872 – winieta. Źródło: Spuścizna Michała Federowskiego, rkp BUW 447

Obszerną część kolekcji stanowi wybór wycinków (teksty i ilustracje) z różnych gazet i czasopism krajowych i obcych z lat 1821-1916, których tematyka skupia się na zagadnieniach etnograficznych i ogólnokulturowych. Zbiór ten, posegregowany przez samego Federowskiego i złożony w 19 tekach, jest dziś dla nas prawdziwą skarbnicą wiedzy o najdawniejszych obrzędach, zwyczajach i obyczajach, głęboko zakorzenionych w naszej tradycji. Najwięcej wycinków pochodzi z „Kłosów”, jednego z najpoczytniejszych warszawskich tygodników ilustrowanych drugiej połowy XIX w. Na łamach publikowali swoje utwory tacy pisarze, jak Józef Ignacy Kraszewski, Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Adolf Dygasiński, Adam Asnyk czy Maria Konopnicka, regularnie współpracowali także wybitni uczeni tamtych czasów: Tadeusz Korzon, Oskar Kolberg i Zygmunt Gloger, którzy utrwalali i popularyzowali wybitne osiągnięcia sztuki i kultury narodowej.

W numerze 434 (XVII) z roku 1873 znalazła się notatka mówiąca o tym, że zachowanie dawnych tradycji i obrzędów zawdzięczamy też gorliwości „niewiast sielskich”:

Od początku grubej jesieni, przez całą zimę, aż do pierwszych dni wiosny, gdy wszelka robota w polu ustaje, po wsiach zbierają się niewiasty i dziewoje do blizkiej krewnej, kmotry, albo tylko sąsiadki, gdzie większa izba, do przędzenia lnu i konopi. Ażeby sobie uprzyjemnić prace, koleją opowiadają dawne podania i „bajki”, które w żywem słowie tradycyi przechodzą z pokolenia na pokolenie. Tym to sposobem przechowały się najdawniejsze zabytki podań narodowych, które nieraz rzucają niemałe światło na dziejowe badania.
Wiejskim kobietom zawdzięczamy też ocalenie od zagłady nie tylko pieśni ludowych i ich melodyj, ale wielu zwyczajów i obyczajów wiejskich.

„Kłosy” nr 434 (XVII), 1873, spuścizna Michała Federowskiego, sygn. rkp BUW 447.

Prządki. Autor nieznany. Kłosy nr 434 (XVIII), 1873.
Źródło: Spuścizna Michała Federowskiego, rkp BUW 447

Boże Narodzenie, po staropolsku zwane Godami lub Godnimi Wielkimi Świętami, to jedno z najważniejszych świąt chrześcijańskich. Z materiałów Michała Federowskiego dowiadujemy się, że z biegiem czasu w większych miastach wiele szczegółowych zwyczajów związanych z tymi świętami zanikło, w przeciwieństwie do dworów ziemskich i wsi polskich, gdzie po zakończeniu jesiennych prac rolnych i żniwach było więcej czasu na kultywowanie dawnych tradycji.

Teraz, gdy każdy z gospodarzy już na polu nie ma co robić, bo święta ziemia pod kobiercem śniegowym, i przemarzła leży w śnie letargicznym, zamyka się w swoim dworze, czy w chacie i spożywa dary Boże, jakie zgromadził przez lato i jesień. Ogniska domowe zgromadzają rodziny w około siebie – i w te swięta przypominają rocznicę wielką narodzin Zbawiciela świata.

„Kłosy” nr 388 (XV), 1872, spuścizna Michała Federowskiego, sygn. rkp BUW 447

Jak pisze biskup Józef Wysocki w poświęconej chrześcijańskim tradycjom książce „Rytuał rodzinny” (sygn. BUW 804354), dawniej przed pojawieniem się na niebie pierwszej gwiazdki nie spożywano żadnego posiłku. Wigilia była dniem ciężkiej pracy. Przygotowywano zwierzętom karmę na dwa świąteczne dni, sprzątano oborę. Kobiety sprzątały dom, prały i trzepały ubrania – uważano, że w brudnej bieliźnie i przędzy surowej pozostawionej na święta przyciągnięty nieporządkiem zamieszkiwał diabeł. Po zachodzie słońca z kolei nie wolno było wykonywać wielu czynności, jak np. związanych z pleceniem czy motaniem, gdyż zaplatało to przyszły los człowieka, trzęsieniem czegoś, gdyż powodowało to trzęsienie się zwierząt, które miały narodzić się w przyszłym roku, nie wolno też było również przynosić drewna, bo z drewnem przychodziły i myszy niszcząc zbiory przechowywane w spiżarni. Rankiem następnego dnia dbano, by pierwszym, który przekroczy próg, był mężczyzna. Przekroczenie progu przez kobietę oznaczało choroby. Uważano, że w tym dniu nie należy niczego pożyczać sąsiadom ani przyjaciołom gdyż wierzono, że w ten sposób można sprawić, że szczęście będzie opuszczało dom. W dobrym guście była natomiast kradzież, w tym jednym dniu uważana za wróżbę szczęścia. Ogólnie wierzono, że to, co wydarzy się w tym dniu, będzie się powtarzało przez kolejną część nowego roku. „Kłosy” wspominają też o innych tradycjach:

Oto mówiono zarówno pod strzechami chat, jak u rodziców moich we dworze, że kto rano wstanie w wigilią Bożego Narodzenia, ten przez cały rok nie będzie ospałym. Która dziewka mak tarła na wilię, ta niechybnie wyjdzie za mąż, za wójta dworskiego. (…) Myśliwy, który w dniu tym upoluje zwierzynę (…) będzie miał szczęście przez cały rok. Kto dzień ten spędzi w lenistwie lub swarach, będzie próżnował i kłócił się w roku przyszłym, bo jakiś w wilię, takiś cały rok. Kto ilu potraw wigilijnych jeść nie będzie, tyle go radości w roku następnym ominie.

Zygmunt Gloger: Rok polski w życiu, tradycyi i pieśni. Warszawa 1986. BUW Wolny Dostęp GT4871.P6 G56 1986

Kłosy 1876, tom XXIII, nr 599 Gwiazdka

Gwiazdka Bożego Narodzenia. Rysunek J. Maszyńskiego. Kłosy nr 599 (XXIII), 1876.
Źródło: Spuścizna Michała Federowskiego, rkp BUW 447

Głównym „obrzędem domowym” Bożego Narodzenia była od XVII w. wigilijna wieczerza postna, do której siadano z pierwszą gwiazdą na niebie. Domownicy do tego momentu nic nie jedli, z wyjątkiem ciężko pracujących mężczyzn, którzy mogli spożyć w południe groch z żurem. Liczba potraw na stole zależała niekiedy od stanu społecznego. Wedle niektórych źródeł chłopi jedli siedem potraw, szlachcice – dziewięć, a panowie jedenaście. Wbrew powszechnym dziś mniemaniom liczba dań nie powinna być parzysta (nie ma w dawnych źródłach wzmianki o 12 potrawach, co miało odpowiadać liczbie apostołów).

Inaczej powinno być z gośćmi: Liczba osób przy stole wigilijnym musi być parzysta, bo nieparzysta jest wróżbą, że jedna z osób obecnych nie dożyje następnej wilii – tłumaczył Gloger. Za złowieszczą uważana jest liczba 13, jaka była przy wieczerzy w Ogrójcu, gdzie Chrystus siadł do stołu z 12-tu apostołami. Jeżeli w gronie rodziny i siadających razem domowników liczba osób jest nieparzystą, to w domach obywatelskich starym a pięknym zwyczajem zapraszają zaraz do stołu kogoś ze służby czy czeladzi. Chłopi i mieszczanie zaś zapraszają chętnie do wilii żebraków na pamiątkę, że Chrystus jadał społem z ubogimi.

Zygmunt Gloger: Rok polski w życiu, tradycyi i pieśni. Warszawa 1986. BUW Wolny Dostęp GT4871.P6 G56 1986

Nie jedzono potraw pochodzących z wody ponieważ wierzono, że woda to siedlisko złych mocy, demonów, które mogą zagrażać człowiekowi. Popularne współcześnie ryby dawniej nie były znane jako potrawa wigilijna. Spożywano jedynie produkty z lasu, ogrodu i pola, czyli orzechy laskowe, miód, grzyby, warzywa, owoce, płody rolne. Jedną z obowiązkowych potraw wigilijnych była kutia, zwana czasem kucją. Zygmunt Gloger podaje, że

bez kucji nie było w Polsce uczty wigilijnej, ani u kmiecia, ani u magnata, lubo nazwa powyższa była powszechna tylko na Litwie, Rusi i Podlasiu…

„Kłosy” nr. 599 (XXIII), 1876, spuścizna Michała Federowskiego, sygn. rkp BUW 447

Na stole wigilijnym nie mogło zabraknąć chleba, któremu przypisywano magiczne właściwości. Jest symbolem życia, darem Bożym, ale był też pożywieniem dla duszy podczas jej wędrówki, podarunkiem dla zmarłych i tych, co się za zmarłych mieli modlić. Dzielenie się chlebem traktowano jako symbol zawarcia lub odnowienia pobratymstwa i w tym upatruje się korzeni wyjątkowo silnej w naszym kraju tradycji dzielenia się opłatkiem. Wierzono, że kto go spożył w Wigilię, cały rok nie zazna głodu, a jego okruchy miały moc uzdatniania wody w zatrutych studniach. Opłatki podawano również zwierzętom, by mogły żywić biesiadników przez cały następny rok. Niektórzy księża w XIX w. bardzo pomstowali na ten zwyczaj. Radzili, by raczej karmić zwierzęta resztkami wigilijnej wieczerzy.

Stół wigilijny przygotowywano ze szczególną starannością. Wszystkie potrawy musiały znaleźć się na stole razem, by nikt nie musiał od niego odchodzić w trakcie świętowania. Odejście od stołu wskazywało, że człowiek ten w najbliższym roku odejdzie w zaświaty – ta wróżba zastąpiła pierwotniejszą obawę o skrzywdzenie ducha, który podczas nieobecności zajął miejsce na ławie. Tradycja nakazywała skosztować każdej wigilijnej potrawy. Miało to by gwarancją dostatku i szczęścia w kolejnym roku. W dodatku w dawnej Polsce po skończonej wieczerzy nie sprzątano stołu; całą noc pozostawiano na nim naczynia, resztki potraw, chleb i opłatek, aby dusze bliskich zmarłych mogły posilić się wigilijnym jadłem.

Pierwotne znaczenie przypisywane temu wieczorowi wiązało się z wiarą, że w ów początek Godów dusze zmarłych mogą zstępować na ziemię, by zasiąść z bliskimi do wieczerzy. Nic więc dziwnego, że w Wigilię pozostawiano uchylone furtki i drzwi wejściowe. To dla duchów pierwotnie przeznaczone było wolne miejsce przy stole, a że jest ono dla „zbłąkanego wędrowca”, zaczęto mówić dopiero w połowie XIX w.

Zapomnianym już zwyczajem podczas Wigilii było trzymanie w dłoni łyżki przez cały czas trwania wieczerzy i nieodkładanie jej na stół. Złą wróżbą było upuszczenie łyżki na podłogę. Wierzono, że osoba, która ją upuściła, prawdopodobnie nie doczeka następnej Wigilii. Pastuszkowie zajmujący się bydłem zbierali po wieczerzy wszystkie łyżki i wiązali razem, aby bydło się nie rozpraszało.

Po skończonej wieczerzy, gospodarz zbiera skrzętnie siano ze stołu i rozdziela pomiędzy dobytek, aby, jak mówią: każde bydlątko dostało garstkę sianka z wieczerzy Pańskiej. Ze snopu żyta, w rogu izby stojącego, robią później powrósła, któremi w dzień świętego Szczepana lub Trzech Króli, owiązują w sadach drzewa owocowe, aby obficie obrodziły. Niekiedy także zboże to oddają do spożycia bydłu, które wedle starej powieści ludu, otrzymuje od Boga w uroczystej nocy świątecznej dar mowy ludzkiej.

„Kłosy” nr. 599 (XXIII), 1876, spuścizna Michała Federowskiego, sygn. rkp BUW 447

Siano pod obrusem przypominało kiedyś nie tylko miejsce narodzin Jezusa, lecz również pozwalało „poznać” swoją przyszłość. Dotyczyło to głównie panien, które na podstawie wyciągniętego spod obrusa źdźbła siana dowiadywały się, kiedy znajdą męża. I tak krótkie i zielone źdźbło oznaczało rychłe zamążpójście, natomiast pojawiające się na sianie odcienie szarości oznaczały trudności w znalezieniu męża. Gdy siano wyciągał spod obrusa gospodarz, z jego długości wnioskował urodzaj lnu na nadchodzący rok. Innym rodzajem wigilijnego zaklęcia było ciskanie ziarnem o powałę, co czyniono, by w następnym roku przywołać urodzaj.

Strojenie choinki jest w Polsce bardzo późnym zwyczajem. Główną ozdobą świątecznych izb od dawien dawna były przede wszystkim snopy zbóż, słoma, czy siano (dziś pozostała po tym zwyczaju tylko symboliczna ilość sianka pod obrusem). Na ścianach wieszano też słomiane gwiazdy oraz krzyże, co miało zapewnić urodzaj w nadchodzących plonach i oczywiście upamiętniać narodziny Jezusa na sianie w twardym żłobie. Jednym z zapomnianych zwyczajów było umieszczanie żelaza np.: pługa, czy kosy pod stołem – aby krety roli nie psuły. Sznurami i łańcuchami obwiązywano natomiast nogi stołu – aby chleb trzymał się domu.

Kłosy 1873, tom XVIII, nr 443 Choinki

Choinki. Rysunek Michała Elwiro Andriollego. Kłosy nr 443 (XVIII), 1873.
Źródło: Spuścizna Michała Federowskiego, rkp BUW 447

Zwyczaj ubierania choinki wywodzi się z Bawarii i jak podaje Gloger w swej Encyklopedii Staropolskiej, pojawił się on u nas dopiero za czasów pruskich, czyli w latach 1783-1806 najpierw w Warszawie, później rozprzestrzenił się na inne tereny. Kościół początkowo zwalczał ten zwyczaj, później jednak nadał mu symbolikę biblijnego drzewa wiadomości dobrego i złego. Od tego czasu dzieci znajdowały prezenty pod choinką, a nie jak jeszcze w XVIII w. – pod obrusem przykrywającym wigilijny stół. Obdarowywano je zabawkami lub słodyczami w momencie pojawienia się na niebie pierwszej gwiazdki, stąd wywodzi się nazwa tych prezentów jako „gwiazdkowych prezentów”. Młodym pannom i chłopcom kładziono zaś pięknie zdobione karteczki z dowcipnymi frazami odnoszącymi się do małżeństwa.

Po wieczerzy wigilijnej nie mogło zabraknąć wspólnego śpiewania kolęd. Ten piękny zwyczaj do Polski przynieśli prawdopodobnie franciszkanie razem z tradycją budowania szopek. Pierwsza polska kolęda pochodzi z roku 1424 – mowa tutaj o „Zdrów bądź królu anielski”. Z XV w. pochodzi również popularna „Anioł pasterzom mówił”. Zbiory kolęd i pastorałek publikowano w książeczkach, zwanych kantyczkami. Najwięcej bożonarodzeniowych pieśni powstało na przełomie XVII i XVIII w.

Kłosy 1876, tom XXIII, nr 599 Kolędnicy

Kolędnicy. Rysunek Michała Elwiro Andriollego. Kłosy nr 599, (XXIII), 1876.
Źródło: Spuścizna Michała Federowskiego, rkp BUW 447

Równie ważne jak sama wieczerza było to, co robiło się po niej. Tak jak wigilia miała wpłynąć na nasze życie, tak dni od Bożego Narodzenia do Trzech Króli stanowiły prognozę pogody na nadchodzący rok. Każdy z 12 dni odpowiadał kolejnemu miesiącowi. Duże sople, spokój na dworze oraz szron były zaś przepowiednią roku urodzajnego. Ważne było także wigilijne niebo – np. pełne gwiazd oznaczało, że kury będą się dobrze niosły, a dobrze widoczny Wielki Wóz zapowiadał dużą liczbę wesel. Wigilijna noc charakteryzowała się również tym, że wyśnione tej nocy sny miały się całkowicie spełnić. Wierzono także, że w noc wigilijną otwiera się ziemia i pokazuje ukryte w niej skarby, że w lesie zakwitają paprocie, drzewa wydają owoce, budzą się zwierzęta leśne i pszczoły – a wszystko, by uczcić narodzenie Jezusa.

Ten czas tak opisuje Zygmunt Gloger:

Od Bożego Narodzenia do Trzech króli świętowano wieczory, które dotąd lud w wielu okolicach »świętymi« nazywa. Przez całe te wieczory śpiewano kolędy o narodzeniu Chrystusa Pana, proste, naiwne, piękne. Chodzono z szopką, czyli jasełkami, z gwiazdą itd. Dotąd w wielu stronach młodzież, przebrana za Heroda, jego hetmana, żołnierzy, śmierć i djabła, przedstawia scenę z podań Pisma świętego.

Zygmunt Gloger, Encyklopedja staropolska ilustrowana. T. 3, Warszawa 1902 BUW Magazyn sygn. 4g.25.2.31. [3]

Po świętach rozpoczynało się oczekiwanie na Nowy Rok lub Objawienie Pańskie, obchodzone 6 stycznia. Daty te rozpoczynały zapusty, czyli czas hucznego biesiadowania, trwający aż do środy popielcowej. Wyprawiano wówczas bale i organizowano kuligi oraz polowania.

Dziś Boże Narodzenie to czas rodzinny, czas przebaczenia i miłości. I choć większość barwnych obrzędów związanych z tymi dniami nie jest już dziś praktykowana, to jednak pamięć o nich jest wciąż żywa w przekazach i wspomnieniach. Jak choćby tych, które do naszych czasów przetrwały w zbiorach Michała Federowskiego, złożonych w Gabinecie Rękopisów BUW.

Łukasz Ratajczak, Gabinet Rękopisów

Wybrana bibliografia:

Borejszo Maria: Boże Narodzenie w polskiej kulturze. Wydawnictwo W drodze. Poznań, 1996.

Naumowicz Józef: Narodziny Bożego Narodzenia. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Kraków, 2016
BUW wolny dostęp: BV45 .N377 2016

Ogrodowska Barbara: Boże Narodzenie w tradycji polskiej. Centrum Animacji Kultury. Warszawa, 2000
BUW magazyn sygn. 788150

Ogrodowska Barbara: Radość wszelkiego stworzenia : rzecz o Adwencie i Bożym Narodzeniu: historia, tradycja, obyczaj polski. Verbinum – Wydawnictwo Księży Werbistów . Warszawa, 2008
BUW wolny dostęp sygn. GT4987.68.P7 O37 2008

Pruszak Tomasz Adam: O ziemiańskim świętowaniu: tradycje świąt Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy w kręgu ziemiaństwa polskiego w drugiej połowie XIX i pierwszej połowie XX wieku. Neriton. Warszawa, 2006
BUW wolny dostęp sygn. GT4871.P6 P78 2006

Skoczek Tadeusz: Z kolędą przez stulecia. Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego. Warszawa, 2017
BUW magazyn sygn. 1266605

Smosarski Józef: Oblicza świąt. Biblioteka Więzi. Warszawa, 1990
BUW magazyn sygn. BV43 .S65 2005

Smyk Katarzyna: Choinka w kulturze polskiej: symbolika drzewka i ozdób. Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas. Kraków, 2009
BUW wolny dostęp sygn. GT4989 .S58 2009

Szymanderska Hanna: Polskie tradycje świąteczne. Świat Książki. Warszawa, 2003
BUW wolny dostęp sygn. GT4871.P6 S98 2003

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *