
7. A gdyby tak do Gdyni? Przystanek siódmy: Wilkowyje
Z wakacyjnych czy innych podróży często przywożę do domu coś na pamiątkę. Jakąś drobnostkę, błahostkę – zakładkę do książki, naklejki, magnes na lodówkę. Mam już całkiem sporą kolekcję. Pośród magnesów są też takie stylizowane na herby miast: Przemyśl, Pułtusk, Berlin, Supraśl… Przydałoby się dorzucić do kolekcji magnes z herbem Gdyni. Dwie żółte rybki nadziane na rożen na czerwonym tle ładnie by dopełniły całości. Ej, weź przestań! Jak tak można mówić o herbie! To są dwa złote dorsze przebite mieczem na czerwonym polu… Dobrze, niech będzie, że dorsze. Lubię dorsze. Najlepsze, wędzone, można było kupić przy Marszałkowskiej w sklepie „Pod Dwójką”. Ale to było ze czterdzieści lat temu. Dziś ryby, mrożone, wędzone, w konserwie, w zalewie, można kupić prawie w każdym sklepie opatrzonym logo owada lub płaza. Zresztą w innych też. Myślę więc, że amatorzy dań z ryb ucieszą się dziś szczególnie, gdy zobaczą, co wybrał dla nas z Crispy Gabinet Dokumentów Życia Społecznego.


Firma „Polska Ryba”, założona przez Józefa Konkela i W. Matkowskiego (nazwisko Konkel widnieje na druku ulotnym) nie istniała długo na rynku. Powstała w 1932 i już w 1935 udało się jej zdobyć srebrny medal w Gdyni za postęp w rzemiośle, po wojnie nie została reaktywowana. Prezentowany w dzisiejszym wpisie obiekt świadczy jednak niezbicie o szerokich horyzontach i śmiałych planach założycieli. A także, co tchnie z każdego prawie zdania ulotki, o patriotyzmie, nie tylko gospodarczym. Niektóre sformułowania pachną prawdziwym liryzmem:
Wybrzeże polskiego Bałtyku składa się w większości z nieurodzajnych piasków, a wielka część ludności kaszubskiej utrzymuje się przeważnie z połowów ryb morskich. Jeżeli w całym narodzie polskim będzie należyte zrozumienie wartości ryby, wówczas byt Kaszubów będzie całkiem zabezpieczony, dzięki czemu umocni się tę bezcenną dla Rzeczypospolitej straż polskiego morza.
Gdy przeczytałam tę ulotkę, to od razu przypomniała mi się scena z serialu „Ranczo”, gdy młody i niedoświadczony wikary, ksiądz Robert, namawia czterech rycerzy zakonu Mamrota na abstynencję. I słyszy w odpowiedzi, że jeśli ci, co palą i piją, przestaną palić i pić, to przecież ten „chłopina, co tytoń zakontraktował” straci pracę. I jak wtedy, biedny, wyżywi gromadkę dzieci? Może niedobre skojarzenie, a może trafne? Zawsze przecież trzeba wybierać, konsumpcją jakiego produktu chcemy wspierać krajową gospodarkę. Zostawmy każdemu tę decyzję. A my, przy okazji, możemy zajrzeć do Głównego Urzędu Statystycznego i zobaczyć, czy ulotka z lat trzydziestych ubiegłego wieku zostawiła jakikolwiek ślad po sobie w postaci systematycznego wzrostu spożycia ryb i przetworów rybnych.
Wśród urzędowych publikacji można znaleźć „Rocznik Statystyczny Gospodarki Morskiej”. Ależ to kopalnia wiedzy! Zwłaszcza lingwistycznej. Do wymienionych w naszej ulotce piętnastu gatunków ryb można dołożyć kolejne trzydzieści osiem, wśród których są barakudy, dobijaki, motelnice, rozpióry, mołwy niebieskie i talizmany. Nie znajduję tam, niestety, informacji o spożyciu ryby przez Polaków. A nie można też raczej wnioskować z ciekawych, skądinąd, informacji o tym, że połowy z łowisk bałtyckich zmalały, bo wyższe były z kolei połowy dalekomorskie:
Według stanu na koniec 2025 r. polska flota rybacka liczyła 663 statki i łodzie (o 8,0% mniej
w porównaniu z 2024 r.) o łącznej pojemności brutto (GT) 33,1 tys. (o 2,6% mniejszej w porównaniu
z rokiem poprzednim) oraz o mocy 72,1 tys. kW (o 5,5% mniejszej).
W skład polskiej floty rybackiej wchodziły 2 trawlery, 102 kutry oraz 559 łodzi. Dla trawlerów
portem macierzystym pozostała Gdynia. Większość kutrów (74,5%) stacjonowała w wojewódz-
twie pomorskim, a pozostałe – w zachodniopomorskim.
Łodzie rybackie natomiast stacjonowały we wszystkich województwach nadbałtyckich:
pomorskim (47,2% łącznej liczby polskich łodzi rybackich), zachodniopomorskim (39,9%)
oraz warmińsko-mazurskim (12,9%).
W 2025 r. z łowisk bałtyckich pozyskano 71,6 tys. ton ryb (stanowiących 48,3% łącznej masy
połowów), czyli o 5,1% mniej w porównaniu z 2024 r. Poza Morzem Bałtyckim polscy rybacy
prowadzili działalność połowową na akwenach Atlantyku północno-wschodniego oraz Pacyfiku
południowego. Połowy dalekomorskie były o 38,3% wyższe niż przed rokiem i osiągnęły poziom
76,5 tys. ton. W strukturze gatunkowej połowów na łowiskach bałtyckich utrzymała się dominacja szprota. W 2025 r. jego połowy wyniosły 41,0 tys. ton, co stanowiło 60,4% łącznej masy połowów ryb
morskich.
Ta ostatnia informacja generuje dwa kluczowe pytania: po pierwsze, jaka jest zależność słowotwórcza między nazwami lokalnymi gatunków zwierząt, w tym przypadku ryb, a nazwami skodyfikowanymi, którym początek dała klasyfikacja Karola Linneusza? Tzn. ile nazw wziął Linneusz z tego, co już było nazwane, a ile zostało nazwane po tym, jak sam ponazywał. Według pomysłodawcy nazewnictwa, którym posługujemy się do dziś, „wiedza o rzeczach jest bezwartościowa, jeśli nie zna się ich nazw”. Historia Gdyni, choć może nie pomyślelibyśmy o tym w pierwszej kolejności, przyczyniła się także do rozwoju terminologii z zakresu rybołówstwa. W przedmowie do Atlasu ryb Północnego Atlantyku czytamy:
W naszym piśmiennictwie przyrodniczym już od osiemnastego stulecia pojawiają się opisy gatunków i nazw ryb słodkowodnych, pomijane są natomiast – z małymi wyjątkami – ryby morskie. Taki stan rzeczy tłumaczyć należy brakiem dostępu do morza i nieistnieniem rybołówstwa morskiego. W okresie międzywojennym, po odzyskaniu niewielkiego skrawka wybrzeża bałtyckiego, rybołówstwo morskie rozwijało się powoli i z wieloma trudnościami. Rybacy polscy poławiali w tym okresie ryby bałtyckie oraz w niewielkim zakresie niektóre ryby północnomorskie. Znaczna część poławianych gatunków nie była im znana i nie miała początkowo nazw polskich.
Atlas wydany w roku 1970 przedstawia 400 gatunków ryb, z czego jedynie około 120 miało nazwy polskie przed wydaniem atlasu! Dlatego w celu nazwania pozostałych 280 gatunków powołano w Morskim Instytucie Badawczym specjalny zespół.
W pracy swej zespół kierował się zasadami, które przyświecały prof. Michałowi Siedleckiemu przy kolektywnym tworzeniu nazewnictwa ryb w latach 1936-38. Starano się więc tworzyć dla poszczególnych gatunków nazwy jednowyrazowe. Tylko w nielicznych przypadkach, i to głównie dla ryb o mniejszym znaczeniu użytkowym, zastosowano nazwę podwójną (…) Wszystkie nowe nazwy ryb, opracowane przez zespół naukowy Morskiego Instytutu Rybackiego, uważać należy za propozycje. O tym, czy nazwy te są słuszne i trafne, przyjmą się w praktyce i wejdą na stałe w użycie – zadecyduje przyszłość.
Po drugie, czy jest na świecie miasto, które ma szprota w herbie? Życzliwego znalazcę prosimy o uprzejmy kontakt z Redakcją BUWloga.
Tekst: Barbara Chmielewska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy
Grafika: Marianna Wichowska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy
Bibliografia:
[1.] „Rocznik Statystyczny Gospodarki Morskiej 2025”. Źródło: https://new.stat.gov.pl/
[2.] Ludwik Frey, Karol Linneusz. Książę botaników, Profesor Profesorów, Kraków 2010, BUW Magazyn
[3.] Atlas ryb Północnego Atlantyku, red. Franciszek Staff, Gdynia 1970, BUW Wolny Dostęp QL621.2 K55 1970
