
Klnę się na wszystkie ateistyczne świętości literatury, że jest na co czekać: Löwenherz nie ustępuje siłą swoim dwóm poprzedniczkom, pozwala również zrozumieć, w jakim sensie trylogia Helfer stanowi nieoczywistą, ale spójną całość. Ostrzegam też jednak, że będzie płakane: to, jak mi się zdaje, najsmutniejsza część cyklu.

