
3. A gdyby tak do Gdyni? Przystanek trzeci: Gliwice
14 grudnia 2014 r. na polskie szyny wyjechał po raz pierwszy pociąg typu Pendolino. To był prawdziwy kamień milowy w historii kolejnictwa w Polsce. Pociąg, oprócz tego, że jechał szybciej niż inne i miał (prawie) zawsze pierwszeństwo na torach, oferował przestronne wagony 1 i 2 klasy, z czego w drugiej klasie dodatkowo – w siódmym wagonie – wprowadzono strefę ciszy. To wspaniałe udogodnienie dla spragnionych spokoju podróżnych reklamował ludzik o imieniu Stefan, który lubi podróżować tylko ze swoimi myślami. Ciekawe, czy pomysłodawców natchnął Batory, czy Żeromski? Dla nas byłoby fajniej, gdyby ten drugi :). W każdym razie w strefie ciszy nie można rozmawiać, używać telefonów komórkowych, a muzyki słucha się tylko w słuchawkach, oprócz tego, że na każdej stacji – w momencie postoju na peronie – z głośników leci nagranie nokturnu Es-dur Fryderyka Chopina. Strefa ciszy tak się przyjęła, że do akcji promującej PKP chciało się włączyć miasto Gdańsk zmieniając nazwę stacji na „Gdańsk nie Wrzeszcz”, ale ten pomysł nie wypalił. Taki żart. Gdańsk-Wrzeszcz jest dziś czwartą stacją na trasie z Gdyni Głównej do Gliwic. To jedna z dłuższych tras kolejowych: liczy 673 kilometry, czas przejazdu: 5 godzin i 57 minut.
W ten sposób przeszliśmy gładko do obiektu, który chcemy pokazać w dzisiejszym odcinku. Jest to pocztówka ze zbiorów Gabinetu Dokumentów Życia Społecznego wydana w Glasgow nakładem Książnicy Polskiej. Przedstawia przeładunek wagonu kolei elektrycznej z okrętu na pociąg w Gdyni. Zanim produkcja taboru kolejowego ruszyła w Polsce, lokomotywy i wagony sprowadzano z zagranicy: w dwudziestoleciu międzywojennym ze Stanów Zjednoczonych, z Austrii i z Niemiec, a po wojnie również ze Stanów Zjednoczonych, w ramach UNRR-y, z demobilu.

W to, że przeładunek jest z okrętu, musimy uwierzyć, bo okrętu nie widać. Może i lepiej, bo będzie szansa napisać parę słów o tym, co na nim widać. O urządzeniach przeładunkowych. W reportażu Jana Hołowińskiego o polsko-skandynawskim towarzystwie okrętowym „Polskarob” można znaleźć ciekawe zapisy:
Najpoważniejszym zadaniem, bo połączonym z największym kosztem finansowym była sprawa urządzeń przeładunkowych. Koncepcje ich wyboru były oparte częściowo na wzorach gdańskich, częściowo na literaturze, a w znacznej części na wypowiedziach agentów czy 'werbefachmanów’, którzy się tłumnie zjechali na wiadomość, że ma się coś instalować w porcie. (…) Zdecydowano się na chwytakowe żurawie siedmiotonowe: dlatego siedmiotonowe, że lżejsze były za mało wydajne, a cięższe często uszkadzały wagony kolejowe. Inny rodzaj maszyn przeładunkowych, taśmowce, wydawał się niedostatecznie wypróbowany. Dyrektor Korzon*, jako kolejarz, kład wielki nacisk na szybką wymianę wagonów i na możliwie najmniejsze przerwy przy zabieraniu wagonów próżnych, a podstawianiu pełnych. (…) W czerwcu roku 1928 wybraliśmy się z dyrektorem Korzonem do Duisburga w celu przedyskutowania z firmą 'Demag’ dalszych inwestycji maszynowych na naszym placu przeładunkowym w Gdyni. (…) U 'Demaga’ zaprowadzono nas między innymi do biura konstrukcyjnego (Abteilung fur schwere Umschlagmaschinen) i przedstawiono projekt wywrotnicy wagonowej (Wagen-Kipper-Katzenbrucke). Szef konstruktor Bottcher twierdził, że żuraw z chwytakiem to prymityw, naśladujący małpę wybierającą kokosy, że chwytak niszczy węgiel gruby (…), a przez niego skonstruowana maszyna podnosi do góry cały wagon i lekko wysypuje jego zawartość do ładowni okrętowej.
Jeśli żuraw z chwytakiem mógł być porównany do małpy, to maszyna podnosząca do góry cały wagon mogła zainspirować twórców King Konga. Tego się nie dowiemy. Możemy się jednak domyślać, że transport kolejowy w odradzającej się Polsce rozwijał się tak sprawnie i szybko, że zainspirowało to Juliana Tuwima do napisania Lokomotywy. Wiersz ukazał się drukiem w 1936 r., w pewnym sensie jest naszym towarem eksportowym i do dzisiaj ma się dobrze, choć Pendolino nie stuka już tak miarowo, do taktu jak tuwimowska lokomotywa. Gdyby wiersz zmodyfikować lekko, brzmiałby mniej więcej tak:
W siódmym wagonie jest strefa ciszy. Każdy pasażer wśród swoich myśli.
albo
W wagonie siódmym jest ciszy strefa. Siedzi w niej często myśliciel Stefan.
I choćby przyszło tysiąc pakerów, i każdy zjadłby tysiąc burgerów,
i każdy nie wiem jak się napinał, to nie udźwigną. Ot, pendolino!
Jednak Gdynię z Gliwicami łączy nie tylko połączenie kolejowe. Mają także wspólny epizod sportowy. Klub Sportowy Flota Gdynia rywalizował z Klubem Sportowym Piast Gliwice w… pływaniu! Szło im całkiem nieźle, bo jeden z zawodników, a także inicjator budowy basenu w Gdyni na Polance Redłowskiej, Marian Niemierkiewicz, wspomina, że gdyński klub bił się o drugie miejsce z Gliwicami. Po prostu Ślązacy mieli więcej czasu na treningi, bo pierwszy basen w Gliwicach powstał już w 1902 roku…
Tekst: Barbara Chmielewska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy
Grafika: Marianna Wichowska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy
* Napoleon Bronisław Korzon, w latach 1927-1939 dyrektor naczelny zarządu przedsiębiorstwa żeglugi, maklerstwa i spedycji SA „Polskarob” w Gdyni
Bibliografia:
[1.] Brama na świat. Gdynia 1918-1939. Wybór, wstęp i opracowanie Maciej Rdesiński, Gdańsk 1976. BUW Wolny Dostęp: DK 4800.G4 B73 1967
[2.] Julian Tuwim, Lokomotywa w 50 językach; rysunki Lewitt & Him. BUW Magazyn 1496002
[3.] Aleksandra Boćkowska, Gdynia. Pierwsza w Polsce, Wołowiec 2025, BUW Wolny Dostęp: DK 4800.G4 B63 2025, egz. 1
