BuwLOG

Nowości książkowe w BUW – wrzesień 2026

Okładki-Wrzesień-2026-Intymne-życie-polskich-poetówP         Język. Literatura   

Czapczyńska, Małgorzata, Intymne życie polskich poetów: o miłości z wzajemnością i pomimo, Bielsko-Biała: Pascal, 2026.

BUW Wolny Dostęp PG7028.C9 2026

„A jednak to, co zostało po ich małżeństwie – listy, wiersze, opowieści o czułości – wskazuje, że miłość nie zawsze jest idealna, ale może być gorąca i prawdziwa.” (Czapczyńska, Małgorzata, Intymne życie polskich poetów: o miłości z wzajemnością i pomimo, Bielsko-Biała: 2026, s. 185.)

Liczę na Państwa dyskrecję, bo tym razem sięgniemy po temat intymności wymagający poufnej atmosfery. I to jakiej! Poplotkujemy dziś sobie troszeczkę o sekretnym życiu miłosnym Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Natalii Awałowej. Młodzi poznali się w 1929 roku w warszawskiej kawiarni Ziemiańska. Gdy tylko Konstanty ujrzał Natalię  zachwycił się nią bez miary i natychmiast przystąpił do wyznania: „Ma pani taką małą twarz i takie duże oczy. A białka – niebieskie jak z emalii.” I jak tu się nie zakochać po takim oświadczeniu? Powiem nawet więcej, prawie że oświadczeniu się 🙂 Ciąg dalszy tej znajomości był więc z góry do przewidzenia. Do ślubu wybrali się tramwajem, a niezbyt huczne, bo dwuosobowe wesele urządzili sobie w wesołym miasteczku. Wydaje się, że Konstanty urodził się po to by być poetą, a Natalia po to by kochać Konstantego pomimo wszystko… Dlaczego pomimo wszystko? Bo życie z genialnym autorem wierszy dalekie było od ideału. Pił za dużo, za dużo włóczył się po nocach, za dużo skupiał wokół siebie kobiet, za dużo błaznował, za dużo było w nim rozchwiania i wręcz niestabilności emocjonalnej… Wszystkiego było za dużo. A czasem i od przybytku głowa może rozboleć. Zwłaszcza od takiego. Ale dla Natalii to nie miało znaczenia. Liczyła się jedynie bezwarunkowa miłość do niego i do jego przepięknych słów zamkniętych w poezji. Jej serce biło dla niego i to dla niego biło do samej śmierci… A on? Odwzajemniał uczucie. A jakże. Piękna Natalia była miłością jego życia, opiekunką, sekretarką, podporą i przecież mamą jego córki, a także filarem bez którego jego świat by się niechybnie zawalił. Błyskotliwy, pełen wdzięku z nietuzinkowym poczuciem humoru kochał swoją Natalię w wyjątkowo artystyczny sposób.

„Pracę w konsulacie stracił dość szybko za niefrasobliwość i kompletne lekceważenie obowiązków; dokumenty opatrywał np. sentencjami w stylu „spinacz jest podstawą aktu, nic nie zmieni tego faktu.”” (Czapczyńska, Małgorzata, Intymne życie polskich poetów: o miłości z wzajemnością i pomimo, Bielsko-Biała: 2026, s. 178.)

Wiedzieli Państwo, że Konstanty był bigamistą?

„Z Lucyną miał syna, który otrzymał imię ojca: Konstanty Ildefons. Związek z Wolanowską był na tyle silny, że w kwietniu 1945 roku, w mieście Blomberg, Gałczyński stanął z nią na ślubnym kobiercu. Dokumenty niemieckich archiwów potwierdzają, że ceremonia odbyła się w czasie, kiedy poeta był wciąż związany małżeństwem z Natalią.” (Czapczyńska, Małgorzata, Intymne życie polskich poetów: o miłości z wzajemnością i pomimo, Bielsko-Biała: 2026, s.179.)

Dość o Konstantym! Bo muszą Państwo wiedzieć, że w książce znalazło się miejsce i dla Bolesława Leśmiana i Wisławy Szymborskiej i Edwarda Stachury i wielu innych utalentowanych dusz.

 


 

Okładki-Wrzesień-2026-Człowiek-i-wilkG-GF Q R-V  Geografia. Nauki matematyczne, przyrodnicze i stosowane      

Potaczała, Krzysztof, Człowiek i wilk: historia splamiona krwią, Kraków: Znak Horyzont, 2026.

BUW Wolny Dostęp SF810.7.W65 P68 2026

Wilk, bezpośredni przodek psa, to piękno w każdym calu i majestat. Ma świetny węch, słuch, ale przy tym gorszy wzrok. Jest niezwykle rodzinnym ssakiem i jak pisze Krzysztof Potaczała nie uznaje „rozwodów”. Wierność partnerów zawsze i wszędzie. Wilk ma na swoim wyposażeniu czterdzieści dwa zęby, które są jego jedyną bronią. Przemierza swoje leśne drogi z dumnie podniesioną głową. Jego bajecznie puszysty ogon, skośnie ustawione oczy, idealnie sterczące uszka i długie zwinne nogi zachwycają. Jest drapieżnikiem i boi się ludzi.

„-To żadna różnica – odpowiadają dzisiaj obrońcy wilków. – Zabijanie to zabijanie. Nie ma co szukać usprawiedliwienia i robić z siebie tych mniej bezwzględnych.” (Potaczała, Krzysztof, Człowiek i wilk: historia splamiona krwią, Kraków: 2026, s. 207.)

W niezgodzie z naturą…

Status prawny wilka w Polsce:

W 1927 roku ogłoszono wilka gatunkiem łownym, a to oznaczało, że przylgnęła do niego łata: SZKODNIK! W efekcie można go było tępić bez opamiętania.

W 1955 roku uruchomiono program kontroli liczebności wilków, a to oznaczało zabijanie, odstrzeliwanie, trucie, łapanie w potrzaski. Pomysłów na unicestwienie gatunku nie brakowało.

W 1975 roku wilka ponownie ogłoszono gatunkiem łownym.

W 1992 roku objęto wilka ochroną na terenie województwa poznańskiego.

W 1995 roku zadecydowano o ochronie wilka na terenie niemalże całej Polski z wyłączeniem województwa suwalskiego, przemyskiego i krośnieńskiego.

Wilk jest pod ścisłą ochroną. Nie wolno wilków zabijać, znęcać się nad nimi, torturować, więzić, niszczyć ich nor i kraść im szczeniąt. Natomiast nie jest tajemnicą, że nagonka na Canis lupus trwa w najlepsze…

„Wilk jest dla mieszkańców Polski dumą i wstydem, radością i smutkiem, przeszkodą i potrzebą. Jest niezachwianym symbolem dzikości i wolności, niezbędnym do promocji regionów o wybitnych walorach przyrodniczych – ale też utrapieniem. Jest drapieżnikiem podziwianym za inteligencję, siły witalne, piękno samo w sobie, lecz pogardzanym przez wielu jako – w ich przekonaniu – zwierz nienasycony i nieobliczalny.

Wilk nie zazna spokoju. Człowiek mu nie pozwoli.” (Potaczała, Krzysztof, Człowiek i wilk: historia splamiona krwią, Kraków: 2026, s. 350.)

Ze smutkiem podpisuję się pod tymi słowami autora książki. Człowiek nie odstąpi od prześladowania wilka.

Warto przeczytać ten obnażający prawdę dokument. To historia splamiona krwią. Ciekawe, czy zadadzą sobie Państwo pytanie: Kto tu jest drapieżcą?

 


 

 

Okładki-Wrzesień-2026-Historia-ludzkości-na-hajuH GN1-673 GR-GV Nauki społeczne. Antropologia

Kelly, Sam, Historia ludzkości na haju: skandaliczne, ale prawdziwe spojrzenie na historię „pod wpływem”, przełożył Michał Strąkow, Kraków: Insignis, 2025.

BUW Wolny Dostęp HV5801.K45165 2025

Historie intrygujące. Historie kuluarowe. Historie prawdziwe, których nie znajdą Państwo w szkolnych podręcznikach do historii. Pijak Aleksander Wielki. Fan trawki William Szekspir. Narkoman Adolf Hitler…

„Oczywiście, to wszystko dowodzi jedynie, że była entuzjastyczną użytkowniczką narkotyków, a nie ich dilerką. Zażywała narkotyki w ogromnych ilościach, ale z pewnością nie na tyle dużych, by mogła konkurować z Pablem Escobarem czy El Chapo o tytuł największego barona narkotykowego w historii.” (Kelly, Sam, Historia ludzkości na haju: skandaliczne, ale prawdziwe spojrzenie na historię „pod wpływem”, Kraków: 2025, s. 126.)

O kim mowa? W pokłonie, specjalnie dla Państwa nikt inny, jak Królowa Wiktoria! Trudno w to uwierzyć? A jednak, nie mają Państwo wyjścia. Potężna władczyni była rozkochana w opium. W tamtych czasach jednym z najmodniejszych sposobów przyjmowania opium było mieszanie narkotyku z alkoholem. Taka nalewka nosiła nazwę laudanum. Monarchini imperium brytyjskiego poznała, wyborny jej zdaniem, sposób na dobry dzień… Konkretny łyk laudanum był jej panaceum na każdy ból, był także gwarantem błogości. To nie wszystko. Głowa państwa z rozkoszą sięgała również po kokainę, która zresztą w Wielkiej Brytanii w XIX wieku była jak najbardziej legalna. Żucie gumy kokainowej i spożywanie wina kokainowego (zwanego Vin Mariani) dodawało jej animuszu i pewności siebie. Podczas przykrych menstruacji ratowała się drinkiem z wyciągu z marihuany. A jej remedium na bóle porodowe był chloroform. Akurat to doświadczenie określiła jako „rozkoszne ponad miarę”. Jak Państwo widzą, rola narkotyków w życiu królowej była całkiem spora, by nie powiedzieć w pewnych sytuacjach kluczowa. Nie dosyć tego. To właśnie dzięki narkotykom odniosła sukces pomnażając państwowy majątek i wznosząc handel zagraniczny na wyżyny niemożliwego. Słyszeli Państwo o wojnie opiumowej? Hmm. Od czego by tu zacząć? Ano przewrotnie, od niezwykle popularnego energetycznego naparu. Okazało się bowiem, że poddani brytyjscy za bardzo umiłowali sobie picie herbaty, którą sprowadzano z dalekich Chin i która była bardzo droga. Chińczycy chętnie herbatę Brytyjczykom sprzedawali, ale zupełnie nie gustowali w towarach oferowanych przez rząd brytyjski. W efekcie Wielka Brytania była zmuszona za herbatę płacić cennym srebrem, a nie towarami produkowanymi u siebie lokalnie. Chiny bogaciły się więc ponad miarę, a królowa Wiktoria traciła… I wtedy właśnie powstał pomysł sprzedawania Chinom opium… Herbata za opium. Jakież to proste! Interes narkotykowy ruszył z kopyta i tym samym nastąpił przełom w kontaktach handlowych między dwoma mocarstwami. Do czasu. Chińczycy zorientowali się w końcu, że imperium brytyjskie płaci im… trucizną. Rzecz jasna, próbowali negocjować i tłumaczyć, że szanowanej władczyni to nie przystoi, ale szybko przekonali się, że butna królowa nastawiona na zysk jest mistrzynią w ignorowaniu partnerów handlowych. Ostatecznie, podjęli więc kroki desperackie, drastyczne i totalnie niedyplomatyczne… Przy sprzyjających warunkach, najzwyczajniej w świecie utopili w morzu brytyjskie opium, warte 2,5 miliona funtów! A co na to ignorantka monarchini? No cóż. Od ignorowania do działania. Jak na dumną imperialistkę przystało, po prostu, wypowiedziała Chinom wojnę… Chcą Państwo więcej informacji? Książka jest już dostępna w BUW. Proponuję Państwu lot ku historii ludzkości na haju. Co za odlot!

 


 

Okładki-Wrzesień-2026-Orkiestra-szaleńcaM N     Muzyka. Architektura. Sztuki piękne  

Brooke-Hitching, Edward, Orkiestra szaleńca: największe kurioza w historii muzyki, przełożył Janusz Szczepański, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2025.

BUW Wolny Dostęp ML65.B76165 2025

Na samą myśl o tym instrumencie robi mi się niedobrze… I nie zamierzam się nad nim zbytnio rozwodzić, natomiast Państwo mogą go sobie obejrzeć na stronie 64 książki…  Katzenorgel („kocie organy”) lub Katzenklavier („kocie pianino”). Projekt instrumentu zakładał umieszczenie żywych kotów różnej wielkości w pudełkach ze specjalnie wyciętymi otworami na ich ogony. Młoteczki wprawione w ruch za pomocą klawiatury miały opadać na puchate ogonki znajdujące się na zewnątrz pudełek. A uderzenie młoteczkiem w wystającą część kociego ciałka miało wywołać reakcję (wiadomo, że bolesną!!!) u zwierzęcia. Według wynalazcy, odgłosy wydobyte z gardziołek tą absurdalną metodą mogłyby rozwiewać u ludzi melancholię… Chodzą słuchy, że na szczęście ten okrutny instrument nigdy nie został zbudowany. Stał się jednak dziwaczną inspiracją dla innych. Niejaki Johann Christian Reil (1759-1813), teoretyk medycyny, uważał, że „kocie pianina” byłyby w stanie spełniać terapeutyczną rolę w leczeniu pacjentów z zaburzeniami umysłowymi.

„Koty miały być ustawione w szeregu z wyciągniętymi ogonami, nad którymi wisiałyby ostre gwoździe poruszane klawiszami. Ukłuty kot wydawałby dźwięk. Pacjenta sadowiłoby się twarzą w twarz ze zwierzętami, aby widział ich mimikę i zachowanie.” (Brooke-Hitching, Edward, Orkiestra szaleńca: największe kurioza w historii muzyki, Poznań: 2025, s. 65.)

Makabra! Pozwolą Państwo, że na tym poprzestanę. Proponuję, by o piganinie, czyli „świńskiej fisharmonii” przeczytali sobie już Państwo sami… Brr. Pomijając ten koszmarny wątek, książka „Orkiestra szaleńca” dostarczy Państwu mnóstwo uśmiechu, rozrywki i zabierze Państwa w podróż muzyczną naszpikowaną niewiarygodnymi opowieściami z serii „człowiek muzycznie utalentowany potrafi wszystko” 😉 Zresztą, autor już we wstępie startuje z „wysokiego C”: Mamy rok 1964. Ray Stanton King wpada na pomysł stworzenia „Symfonii Umywalkowej”. W tym celu, zarywa noce i siedząc w hotelowych łazienkach przez cztery miesiące nagrywa bulgotania w rurach. Symfonia hotelowej hydrauliki, która trwa dokładnie pięć minut i trzy sekundy przynosi mu nagrodę Brytyjskiej Taśmy Roku i grand prix na Międzynarodowym Turnieju Nagrań w szwajcarskiej Lozannie. Brawa!

A na koniec zdrowy, witaminowy smaczek 😉 Otóż, istnieje dziesięcioosobowa Wiedeńska Orkiestra Warzywna, która gra na marchwiach, selerach, dyniach, paprykach i innych cukiniach 🙂 Mniam.

„Do repertuaru włączają ponad 150 rodzajów instrumentów, w tym marchewkowe ksylofony, flety basowe z rzodkwi, dyniowe bębny, skrzypce z pora i marakasy z cebuli.” (Brooke-Hitching, Edward, Orkiestra szaleńca: największe kurioza w historii muzyki, Poznań: 2025, s. 55.)

Po koncercie, wszystkie instrumenty lądują w zupie, którą częstowana jest publiczność! Instrumentalna zupa i radość od ucha do ucha 🙂 

 


 

Okładki-Wrzesień-2026-Najciekawsza-książka-na-świecieA Z      Dzieła treści ogólnej. Bibliotekoznawstwo

Brooke-Hitching, Edward, Najciekawsza książka na świecie: niewiarygodne, a jednak prawdziwe, z angielskiego przełożyła Edyta Stępkowska, Warszawa: Wielka Litera, © 2025.

BUW Wolny Dostęp AG244.B76165 2025

„Najciekawsza książka na świecie” jest… najciekawszą książką na świecie 🙂 Autor, który jest synem handlarza antykami wspomina, że najciekawsza książka na świecie zaczęła się… od niepozornego pudełka. Owo pudełko przyjęło pewnego dnia nazwę „ciekawostki” i powolutku zaczęło wypełniać się wszelkiej maści notatkami, nowinkami, zeszytami, wycinkami z gazet, teczkami, kserokopiami, a nawet twardymi dyskami. Zresztą, w  pewnym momencie skrzyneczka pełna skarbów zaczęła pękać w szwach od tych wszystkich najbardziej fascynujących informacji ze świata i stała się ostatecznie inspiracją do napisania książki. Niejednej. Zachęcić Państwa do przeczytania tej księgi rozmaitości? Proszę! Oto kilka fascynujących faktów, które przekonają Państwa o niezwykłości tej lektury:

  1. Znają Państwo historię okularów słonecznych? Otóż, w XII-wiecznych Chinach znane były okulary zwane ai tai, czyli ciemne chmury. Ich szkła były wykonane z przydymionego kryształu górskiego. Nigdy Państwo nie zgadną na czyich nosach miały zwyczaj się pojawiać… Czyżby na nosach tych, którzy przeklinali palące promienie słoneczne? Skucha! Ai tai nosili sędziowie na sali rozpraw. Bo dzięki temu wynalazkowi stawali się wręcz niewidzialni 😉 i mogli bezkarnie ukrywać pod okularami sędziowską mimikę twarzy, a może nawet i brzydkie miny.  
  2. „W marcu 2018 roku dwie kobiety z Fort Myers na Florydzie poślubiły ogromne drzewo figowe w parku rodzinnym Snell, licząc, że w ten sposób zapobiegną realizacji planów miejskich włodarzy, aby drzewo ściąć. „Jeśli zetną ten figowiec, to owdowiejemy” – tłumaczyły. Ich plan się powiódł.” (Brooke-Hitching, Edward, Najciekawsza książka na świecie: niewiarygodne, a jednak prawdziwe, Warszawa: © 2025, s. 157.)
  3. XVI wiek. Wtedy to, burmistrzem w mieście Braunau am Inn był niejaki Hans Staininger. Do historii przeszedł fakt, że oficjel był posiadaczem bardzo, ale to bardzo długiej brody. Ta, bardzo skutecznie przeszkadzała mu w codziennym poruszaniu się, ba! w życiu! Była kłopotliwa do tego stopnia, że zanim brodacz zdecydował się na spacer musiał ją najpierw upychać w przepastnej kieszeni. Tamtego feralnego dnia, dokładnie w 1567 roku, w jego mieście wybuchł pożar… Przerażony burmistrz, zapewne podczas próby ucieczki, zaplątał się w swoją osobistą brodę, zleciał ze schodów i skręcił sobie kark… Mało tego, tamtejsze muzeum regionalne zaprasza na oglądanie tej historycznej brody – prawdziwej sprawczyni śmiertelnego zajścia, a może raczej zejścia…

Mogą być Państwo pewni, że książka w całości spełnia obietnicę zawartą w tytule 🙂

 


Informacje o książkach przygotowała:

Dorota Bocian – Oddział Opracowania Zbiorów.

Propozycje tytułów książek:

Dorota Bocian ze wsparciem Zespołu KBK – Oddział Opracowania Zbiorów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.