Baile Átha Cliath, wym. [bˠaʲlə a:hə klʲiəh] – miasto w Irlandii, położone w prowincji Leinster, wschodnim wybrzeżu Irlandii, nad Morzem Irlandzkim, u ujścia rzeki Liffey (irl. An Life). Rzeka dzieli miasto na dwie części o zdecydowanie odmiennym charakterze: Northside oraz nowocześniejszą i bardziej zamożną Southside. Miasto jest głównym ośrodkiem administracyjnym, kulturalnym, ekonomicznym i przemysłowym kraju. Posiada port morski połączony kanałami z rzeką Shannon oraz lotnisko. Jest też znanym ośrodkiem turystycznym.
Dublin, bo o nim mowa, był moim wyborem na wyjazd w ramach programu Erasmus w 2025 roku. Konsorcjum CONUL Consortium of National and University Libraries in Ireland zorganizowało po raz szósty staż dla specjalistów informacji, bibliotekarzy i archiwistów, podczas którego miałam okazję zobaczyć biblioteki akademickie, publiczne i narodową oraz to, co jest chyba największym magnesem przyciągającym miłośników książek i bibliotekarzy do Trinity College – Book of Kells, nie bez powodu nazwaną The Book of Kells Experience.


Sama księga to tylko część całego doświadczenia irlandzkiej historii oraz (a może i przede wszystkim) prawdziwego ducha dawnej biblioteki zlokalizowanej w zabytkowych wnętrzach starej czytelni. Jest to rzeczywiście „once in a lifetime experience“. Od samego wejścia wrażenie robi imponujących rozmiarów biblioteczny hol i niepodrabialny zapach – mieszanka drewna, kurzu i druku oraz drewniana podłoga, trochę skrzypiąca, ale nadal w świetnej formie.


Przy wszystkich regałach, niemal aż po samo sklepienie dachowe ustawiono wysokie drabiny, sięgające do najwyższych półek. Spacerując mija się popiersia pisarzy i postaci istotnych dla Trinity College. I chociaż to ekspozycja właściwie muzealna, to zamiast zimnego światła lampek ledowych i ekranów dotykowych, panuje tu lekki półmrok, jest jakby ciszej i czas zwalnia.


Wszystkie te elementy czynią niespieszny spacer pośród książek zupełnie nowym doświadczeniem, nawet dla bibliotekarza. Nad ekspozycją, na przecięciu korytarzy, wielka (naprawdę imponująco duża, zdjęcia tego nie oddają) kula ziemska obraca się równie niespiesznie jak tłum zwiedzających.
Kontrasty, ale same ładne
Biblioteki akademickie i inne, które zobaczyłam podczas tego intensywnego tygodnia, bardzo różniły się od siebie – jak wspomniana wyżej zabytkowa The Old Library w Trinity College i kameralne czytelnie wyłożone czerwonymi dywanami w National Library. Były też minimalistyczne wnętrza Instytutu Książki, wyglądające właściwie jak galeria sztuki z niedużym, ale pełnym kwiatów ogrodem i pierwszym wydaniem „Ulissesa” Jamesa Joyce’a.






Z drugiej strony nowoczesne, przestronne czytelnie Dublin City University (DCU), imponująca udanym połączeniem nowoczesności i przytulnego charakteru James Joyce Library UCD (bardzo polecam zajrzeć na ten wirtualny spacer, naprawdę dobra aranżacja przestrzeni bibliotecznej) i Royal College of Surgeons (biblioteka medyczna).






Future proofing libraries
Program stażu od początku, właściwie już na etapie aplikacji, wydawał się równie interesujący, co wymagający. Kandydaci musieli wypełnić dość szczegółowy formularz zgłoszeniowy prezentujący ich doświadczenie i profil zainteresowań zawodowych, by w następnym etapie zaprezentować swoje i/lub instytucjonalne osiągnięcia w tematyce szeroko rozumianego hasła przewodniego stażu na ten rok: Future proofing libraries. To był ciekawy temat, bo wszyscy uczestnicy mieli okazję pokazać nad czym właśnie pracują, albo co z sukcesem zrealizowali, by ich biblioteka nadążała za zmianami, oczekiwaniami użytkowników i trendami.
Udało mi się zakwalifikować z tematem Library transformation. How do we manage it and why do we (even) like it?, w którym opowiedziałam przekrojowo o zmianach, które w ostatnich latach w BUW wspólnie tworzyliśmy, zarówno w kontekście obsługi czytelnika, szkoleń, jak też w naszym bibliotecznym warsztacie pracy. Skupiłam się na trzech obszarach dotyczących Daily Experience in the Library, Resources & Services i oczywiście naszym zupełnie nowym systemie Alma, czyli System & Workflow, gdzie przedstawiłam głównie swoje doświadczenia związane z zasobami elektronicznymi i interfejsami, w których dotychczas pracowałam oraz kilka innych udogodnień, które daje nam nowy system.
Całość wystąpienia wzbogaciły migawki z naszego okazałego gmachu – tego nigdy za wiele, wraz z niewątpliwą atrakcją – ogrodem na dachu, który ostatecznie chyba zachęcił kilka osób do odwiedzenia nas podczas naszego BUW Staff Week’u w przyszłości. Jedna osoba nawet już dotrzymała słowa i zupełnie prywatnie przyjechała do Warszawy późną jesienią. Z pierwszej ręki wiem, że doceniła nasz ogród, który mimo niesprzyjającej aury obronił dumnie swój letni wizerunek z moich obrazków 🙂
Biblioteki przyjazne użytkownikom
Widać, że biblioteki w Dublinie stawiają na użytkownika i jego komfort pracy – można to przyjąć jako ogólny wniosek z odwiedzonych przeze mnie miejsc. Biblioteki akademickie są przestronne, dobrze wyposażone, jasne i po prostu wygodne. Na zdjęciach nie widać ludzi, ale proszę mi wierzyć, sporo gimnastyki kosztowało mnie znalezienie pustych zakamarków. Mimo okresu prawie wakacyjnego, widziało się wielu studentów, którzy spotykali się na uniwersyteckich kampusach i naturalnie spędzali czas również w bibliotekach. To trochę jak w BUW – biblioteka jako miejsce spotkań.



W bibliotekach typowo akademickich, jak UCD University College Dublin i DCU Dublin City University stworzono pomieszczenia i warunki do wypoczynku, spokoju i zmniejszenia ilości bodźców. Z drugiej strony jest też pomieszczenie działające wprost przeciwnie – sensorycznie różnorodne, gdzie można nie tylko zająć pozycję w fantazyjnie wygiętym fotelu/leżance lub na niestabilnym stołku, który udaje, że chce nas przewrócić, ale też dotknąć bardzo szorstkiej lub przyjemnie miękkiej ściany.


Ba, spróbowano nawet pójść o krok dalej – w jednym z pomieszczeń znajduje się kapsuła, w której dosłownie można się zamknąć i zupełnie odizolować od reszty świata. To odpowiedź biblioteki na potrzeby osób pragnących chwili wypoczynku na osobności, w totalnej ciszy. Nie jest to bardzo oblegany element wyposażenia czytelni, ale podobno ma swoich stałych bywalców.
Pokoje pracy indywidualnej we wszystkich odwiedzonych bibliotekach zwykle wyposażone są we wszystkie potrzebne sprzęty (które można też wypożyczyć, jeśli nie ma ich tam domyślnie), posiadają liczne gniazda sieciowe, Internet bezprzewodowy oraz zostały tak wyciszone, by praca przebiegała bez zakłóceń.


W wyremontowanej czytelni James Joyce w UCD udostępniane są również zamykane szafy i płaskie boxy, w których można bezpiecznie zamknąć swoje urządzenia na czas ładowania i wyjść z czytelni, np. na kawę.
Inna ciekawostka pochodzi z Biblioteki RCSI Royal College of Surgeons in Ireland, która mimo pokaźnego gmachu, w trakcie roku akademickiego bywa pełna. W związku z tym, we wszystkich ogólnodostępnych pomieszczeniach i stanowiskach obowiązują specjalne wielorazowe zakładki.
Gdy ktoś zdecyduje się zrobić sobie przerwę i opuścić stanowisko, zobowiązany jest zostawić zakładkę z informacją o godzinie wyjścia. Długość przerwy jest z góry określona i nie podlega dyskusji – 45 min. Po tym czasie rzeczy mogą zostać przesunięte (właściwie to zabrane, odłożone na bok), by kolejna osoba mogła skorzystać z wyznaczonego miejsca i pracować wygodnie przy stoliku. To rozwiązanie sprawdza się tam dobrze, zwłaszcza że nikt nie limituje liczby wyjść w ciągu dnia (zakładkę można wypełniać z dwóch stron, a to już całkiem sporo przerw).
Wspomniałam na początku, że Dublin przyciąga turystów z całego świata, jednak przyznaję, że podczas stażu nie do końca miałam okazję poczuć się jednym z nich – z prozaicznego powodu: braku czasu. Ale zupełnie nie szkodzi, bo ten staż był naprawdę wart zachodu i kilkunastu (niekiedy kilkudziesięciu) tysięcy kroków zrobionych dziennie. Przemieszczanie się miedzy dwiema, a nawet trzema bibliotekami w ciągu dnia, raczej rzadko z pomocą komunikacji miejskiej (bo powiedzieć, że była niepunktualna – to jak nic nie powiedzieć 😀), było niekiedy wyzwaniem. Wróciłam z lekkim niedosytem, mam tam jeszcze sporo do zobaczenia, bez pośpiechu i bez ryzyka, że nie zdążę. Dublin szybko dał się polubić.
Było to zdecydowanie ciekawe zawodowe doświadczenie. Zostawiło mnie też z budującym wrażeniem, że w BUW robimy wiele rzeczy podobnie, podobnie dobrze, i te same rozwiązania, znane nam z naszego podwórka, sprawdzają się na wielu gruntach, również w odległym Dublinie.
P.S. Jedną z pierwszych lekcji w nowym miejscu odebrałam od lokalnej fauny tuż po przylocie. Mewy w tym mieście są wyjątkowo duże, szybkie i wyczulone na dźwięk szeleszczących torebek z jedzeniem. Na całe szczęście dla mojej głowy polują też celnie. Następną kanapkę zjadłam już kawiarni, unikając kolejnych ataków z powietrza.
Tekst i fotografie: Anna B-B, Oddział Usług Informacyjnych i Szkoleń






