BuwLOG

A gdyby tak do Gdyni? Stacja 9

O tym, że Maria Dąbrowska pisała o pobycie na brzegu Polski, wspominałam już w pierwszym wakacyjnym wpisie. Ona w ogóle dużo pisała, w końcu była pisarką 🙂 Pisała dzienniki, powieści, reportaże, pisała listy i pocztówki. W Gabinecie Rękopisów BUW znajduje się duża część jej pisanego dziedzictwa. Dlatego gdy w 1936 roku wybrała się na morską wycieczkę statkiem s.s. „Kościuszko” to nie zapomniała o tym, żeby pisać. Głównie do Stanisława Stempowskiego. Może w tym miejscu rozszyfrujmy dla laików (którym zresztą też byłam jeszcze parę sekund temu), co oznacza s.s. przed nazwą statku. „Steam Ship” – to statek parowy, czyli parowiec. Czyli parostatkiem w piękny rejs!

Z kolei w Gabinecie Dokumentów Życia Społecznego, a rejs parowcem na pewno jest jakąś formą tego życia, mamy folder reklamowy wycieczki morskiej „na Atlantyk”. Na tę 26-dniową wycieczkę składał się rejs sam w sobie oraz kilka mniejszych wycieczek lądowych, z portu w głąb lądu. Jakże urocze są nazwy miejscowości pisane wielkimi literami w jakiejś przedziwnej mieszance języków polskiego i lokalnego! LISBONA, CASCAES, KASBA (prawie jak Kaszëbë) DES OUDAIAS…  

Wycieczka morska "Na Atlantyk" s.s. "Kościuszko" 1937
Wycieczka morska „Na Atlantyk” s.s. „Kościuszko” 12 sierpnia – 6 września 1937 r.: program wycieczek lądowych, Gabinet Dokumentów Życia Społecznego BUW. Źródło: Crispa.

Autorka Nocy i dni tak pisze o naszej międzywojennej jednostce pływającej:

Statek „Kościuszko” jest to stary wysłużony grat rosyjski, w gruncie rzeczy straszne pudło, teraz dopiero odnowione, przebudowane, 'przypudrowane’, jak mówi kapitan [Eustazy – BCH] Borkowski. Statek jest mały, p. Appenszlakowa nazywa go 'Kopciuszko’ albo 'Tremolino’, ponieważ stale z lekka dygocze. co widać nawet po moim niepewnym piśmie. Pokłady środkowy i szalupowy są dobrze urządzone, mają salony, bary i fumoiry, kajuty są znacznie wytworniej urządzone. Na tych też tylko pokładach mają pewną rację poprzywożone przez damy stroje, bez których jednak można się tu świetnie obejść, bo na pokładzie potrzebuje się głównie chustek do owinięcia głowy, swetrów i koców. Dużo pań pobrało futra, i te miały najwyższą rację, jest bowiem zimno. Ja jednak dzięki wziętym ciepłym majtkom i płaszczowi nie marznę”. (Z listu Marii Dąbrowskiej do Stanisława Stempowskiego)   

Wszystkie listy można przeczytać albo w tomie albo w artykule Ewy Głębickiej, o tutaj. Lektura pozwala odnieść wrażenie, że Dąbrowska była podekscytowana podróżą jedynie na jej początku i na końcu. A w środku była tylko zmęczona. Niczym dziecko na koloniach. Trochę pisze o towarzyszach podróży, trochę o miejscach i trochę o zwyczajach panujących na statku, także swoich. Pisze np. że o 7:30 jada  (świetne!) śniadanie, ale nie pisze, co jada. I tu się zgodzę z Jarosławem Iwaszkiewiczem i jego córką Marią, że taka proza, gdzie bohaterowie jedzą śniadanie, ale nie wiadomo, co jedzą na nie, nadaje się do poprawki, a już na pewno pozostawia w czytelniku ogromny niedosyt. Chyba, że w Gabinecie DŻS-ów mamy gdzieś menu z s.s. Kościuszko? A po co to wiedzieć?! – zawoła ktoś z czytelników. Przecież znakomita część pasażerów i tak – wedle relacji Dąbrowskiej – cierpiała na chorobę morską: „Aż żal pomyśleć, że tyle zapłacili, aby rzygać”. Wybór z korespondencji został wydany drukiem w „Wiadomościach Literackich” 1935 (nr 47), a po wojnie przedrukowany w Pismach rozproszonych. Na potrzeby szerokiego grona czytelników „rzygać” zostało zamienione na „chorować”, a „grat” w odniesieniu do s.s. Kościuszko opuszczono. Jedyne wzmianki o jedzeniu to moment, gdy w śluzie w Holtenau mijają się trzy statki. I do tych statków, łódkami przypływają przekupnie podając koszyki z papierosami, woda kolońską i konserwami w puszkach. A drugi moment to spotkanie Dąbrowskiej z hiszpańskim robotnikiem w Kadyksie, który częstuje ją białym winem i uczy, jak skręcać papierosa.

Zaprzyjaźniłam się z robotnikiem, który poczęstował mnie szklanką białego wina i nauczył skręcać hiszpańskie papierosy. Sam jadł drugie śniadanie z koszyczka, w którym miał noż, widelec, talerzyk, serwetkę, biały chleb, zimne mięso, szklankę i pół butelki wina.    

Zostanie więc w czytelnikach żądnych kulinarnych szczegółów podwójny niedosyt. Raz, że nie dowiedzieli się, co jedli pasażerowie „Kościuszki”, dwa, że sami nie będą mieli okazji się o tym przekonać. Pozostaje nadzieja, że jakiś inny współpasażer coś gdzieś opisał i kiedyś to ujrzy światło dzienne. 

Nim to jednak nastąpi, oraz zanim statek łagodnie przytuli się do portowych odbijaczy jeszcze dwa słowa o nazwie miejscowości „Pireusy” – ostatniej stacji w naszej podróży z BUW do Gdyni. Pireus, najsłynniejsze miasto portowe starożytnych Aten, o te parę lat starsze od Gdyni, był ostatnim przystankiem na trasie wycieczki morskiej, w czasie której Pisarka zaprzestała prowadzenia dziennika. Czy tak kiwało, że  nie chciała go zachlapać kawą? A może z tęsknoty za domem? W myśl powiedzenia „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” postanowiłam z Pireusu zrobić „Pireusy”. Są Otrębusy pod Warszawą, dlaczego więc nie miałoby być Pireusów pod Gdynią na znak, że do domu już blisko.

 

Tekst: Barbara Chmielewska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy

Grafika: Marianna Wichowska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy.   

 

Bibliografia:

[1.] Listy, T. 2, 1931-1944 / Maria Dąbrowska, Stanisław Stempowski ; opracowała, wstępem i przypisami opatrzyła Ewa Głębicka ; redakcja naukowa Andrzej Piotr Lesiakowski, BUW Wolny Dostęp PG7158.D222 A469 2021 t.2

[2.] Maria Dąbrowska, Pisma rozproszone, pod redakcją Ewy Korzeniewskiej, T. 1, Kraków 1964, BUW Magazyn 269516[1] 

[3.] Maria Iwaszkiewicz, Z moim ojcem o jedzeniu, Kraków 1980, BUW Wolny Dostęp ; PG7158.I82 I9 1980 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.