BuwLOG

Biblioteczko, powiedz przecie…

No właśnie, co? Co może nam powiedzieć biblioteka? Zwłaszcza o nas samych? Jedni powiedzą, że wszystko, drudzy, że nic. A jeszcze inni, że to zależy, co chcemy wiedzieć. Czy w księgozbiorze można się przejrzeć jak w lustrze? W tysiącach czy milionach tytułów i formatów, które nie tworzą gładkiej, lśniącej powierzchni lecz wielokolorową i nierówną mozaikę. A jednak…

Gdy trzy lata temu rozpoczynałam pracę w Bibliotece Wydziału Psychologii UW, wiedziałam, że czeka mnie niełatwe zadanie. Na horyzoncie widać było zbliżającą się przeprowadzkę do nowego gmachu na kampusie Ochota. Między Wydziałem Biologii, Geologii, CeNTem i CNBC. Projektant, biorąc pod uwagę potrzeby społeczności wydziałowej, przewidział dla biblioteki przestrzeń mieszczącą się na trzech poziomach: na poziomie -2 magazyn biblioteczny, na poziomie 4 wypożyczalnię i na poziomie 5 czytelnię, te dwie ostatnie części połączone ze sobą wewnętrznymi kręconymi schodami. Jak jest w tym nowym gmachu? Przede wszystkim mamy piękny widok na Warszawę, od strony północno-zachodniej, przez co światło dzienne jest równomierne i pozwala spokojnie pracować nie męcząc oczu. To jeden z większych plusów. A czy są minusy? Oczywiście, lecz jak to ujął klasyk, nie przesłaniają nam one plusów, a po drugie, dziś nie o tym będzie mowa.

Do rzeczy. W magazynie podziemnym projektant umieścił 65 regałów bibliotecznych, a na poziomie wypożyczalni 67 regałów. Przed przeprowadzką trzeba więc było podzielić księgozbiór na mniej więcej równe połowy i zająć się selekcją, żeby nie zabierać ze sobą zbędnego bagażu. Selekcja w bibliotece trwała już od paru lat, tak że w zasadzie nie tyle została zaczęta, co kontynuowana. Wspólnie z kierownikiem obiektu podjęliśmy też decyzję, że księgozbiór powinien zostać poddany fumigacji, zanim trafi do nowej lokalizacji. To wymagało rozpoczęcia procedury przetargowej. A ponieważ czas przeprowadzki był w dalszym ciągu bliżej nieokreślony, w umowie znalazł się stosowny zapis-wytrych, że akcja zacznie się wtedy i wtedy od momentu uzyskania konkretnej daty.

W czerwcu 2025 roku w końcu klamka zapadła. Przeprowadzka została wyznaczona na sierpień tegoż roku. Niezwłocznie przystąpiliśmy do akcji pakowania, żeby mieć ją już za sobą, gdy przyjdzie sezon urlopowy. Na czas pakowania i przeprowadzki biblioteka została zamknięta. Został też wyłączony z użytkowania korytarz na pierwszym piętrze budynku przy Stawki 5/7, gdzie mieściła się dawniej biblioteka oraz Laboratorium Technik Diagnostycznych, które przenosiło swoje zbiory razem z nami.

Związana z przeprowadzką biblioteki konieczność spakowania wszystkich książek i czasopism do kartonowych pudeł (było ich równo 713: 559 bibliotecznych i 154 kartony LTD) wymagała, ma się rozumieć, dobrego zaplanowania działań, przede wszystkim mądrego ustawienia kartonów tak, żeby ich nie dźwigać i żeby można było się między nimi poruszać. Po drugie, trzeba je było ustawić w grupach po 500, bo tyle pudeł na raz zabierała firma wykonująca dla naszego księgozbioru usługę fumigacji – dezynfekcji gazem. Pakowaliśmy księgozbiór własnoręcznie, we czworo, w dwóch zespołach: trzyosobowym i jednoosobowym. Zaczynając jednocześnie od pierwszej i ostatniej sygnatury, z nadzieją, że się spotkamy gdzieś w okolicach sygnatury 29 999. Taki bowiem przyjęliśmy podział, podejmując decyzję o tym, które książki mają trafić w nowym gmachu do wolnego dostępu, czyli na poziom IV, a które do magazynu, czyli na poziom -2. W terminologii bibliotecznej istnieje pojęcie numerus currens. Jest to sposób rejestracji książek w inwentarzu, w kolejności wpływu. W naszym księgozbiorze, który w chwili obecnej liczy 29 925 woluminów wydawnictw zwartych, numerus currens, z niewielkimi zaburzeniami, odpowiada wydawniczej chronologii. Im wyższa sygnatura tym nowsza książka, mówiąc w uproszczeniu. Dlatego, po namyśle, zdecydowaliśmy podzielić księgozbiór na dwie części. I starszą część skierować do magazynu, a młodszą (w tym także gros wieloegzemplarzowych podręczników) do wolnego dostępu i w ten sposób scalić część księgozbioru, który stał w czytelni z częścią z wypożyczalni. Podziału trzeba było dokonać przed przeprowadzką, żeby książki po powrocie z komory fumigacyjnej, mogły od razu zostać dostarczone do właściwej lokalizacji: “MAG” – magazyn i “WD” – wolny dostęp. Ponumerowaliśmy półki, numery półek – na nalepkach – przenieśliśmy na pudła, dodając nalepki z numerami pomieszczeń w nowym gmachu. Każde pudło było w ten sposób oblepione minimum trzema, a maksimum sześcioma nalepkami. WD lub MAG, numer półki/półek i numer pomieszczenia docelowego. W pudle mieścił się przeciętnie zakres jednej lub dwóch, czasem trzech półek. W zależności od formatu książek. Przeważał format A5.

Wielkie mecyje, pomyśli może ktoś, gdy będzie to czytał. Na szczęście ten, kto choć raz w życiu przeprowadzał bibliotekę, wcale tak nie pomyśli. I tego się trzymajmy. I jedźmy dalej. 

W tym miejscu może kilka słów osobistych obserwacji z pakowania księgozbioru. Tak się złożyło, że przypadło mi w udziale pakować zakres sygnatur od 29 999 wzwyż. A że zaczęłam od najnowszych, miałam okazję zaobserwować jedną prawidłowość i jedną ciekawostkę. Choć do dnia dzisiejszego nie wygasł trwający od lat wśród czytelników spór, czy należy oceniać książkę po okładce współczesne wydania książek to jedna wielka feeria barw i wzorów, zazwyczaj w lśniących okładkach. Im więcej książka ma lat, tym jest mniej widoczna, skromna, w szarych, stonowanych barwach i z prostą ornamentyką okładki. To ogólnoświatowy trend, widoczny może najbardziej w gazetach codziennych i innych periodykach, gdzie ubywa tekstu, a przybywa ilustracji. W Polsce dodatkowo związany z brakiem dobrej jakości papieru, zwłaszcza tuż po wojnie jak i na przełomie lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Mniej więcej w tym samym czasie, bo pod koniec ubiegłego wieku, daje się zauważyć właśnie owa wspomniana już wcześniej ciekawostka. Ogromny procent ówczesnej produkcji wydawniczej, przyporządkowanej – słusznie lub nie, nie mnie to oceniać – do dziedziny “psychologia” to różnego rodzaju poradniki, leksykony, samouczki w stylu Jak mówić nie i budować udane związki (Gdańsk : Atext, 1994) albo Psychologia pomaga urodzie (Warszawa : Watra, 1984). Tłumaczę to sobie, jako niefachowiec, że wraz ze zmianą ustroju w Polsce trzeba było zapełnić czymś lukę po odrzuconej programowej i systemowej nauce. Z pewnością także niektórzy autorzy, lub niektóre teorie, musiały odczekać, zanim mogły – legalnie – ujrzeć światło dzienne. W każdym razie temat, na moje oko, bardzo ciekawy. Być może do głębszych studiów nad jakimś aspektem historii psychologii, a na pewno dla tych, którzy zajmują się sztuką okładki. Co tam, tzn na okładkach, się bowiem w tych latach działo, to się nie śniło ani filozofom, ani psychologom!     

Wróćmy jednak do księgozbioru i do jego lustrzanych właściwości. Wychodząc naprzeciw studentom, czyli najliczniejszemu gronu naszych czytelników, postanowiliśmy księgozbiór w wolnym dostępie ustawić według Klasyfikacji Biblioteki Kongresu (pol. KBK/ang. LCC). Taka klasyfikacja jest w BUW-ie, więc chcieliśmy z tego skorzystać, żeby studentom się nie myliło, że w każdej bibliotece jest inaczej. Ówczesna prodziekan d.s. naukowych, prof. Emilia Łojek, słysząc o tym pomyśle, zareagowała natychmiast stwierdzeniem: „To świetnie! Będziemy mogli zobaczyć, co taka klasyfikacja powie nam o naszej pracy naukowej i dydaktycznej!”. W końcu księgozbiór biblioteki wydziałowej w dużej mierze składa się z materiałów potrzebnych do zajęć i z publikacji pracowników naukowych, zatrudnionych w danej jednostce. Z tamtej rozmowy wziął się tytuł dzisiejszego wpisu.

Znowu więc oklejanie, tym razem grzbietów książek, nalepkami w kolorze żółtym – do skorzystania na miejscu – i białym – do wypożyczenia. A przedtem szkolenia z zasad klasyfikacji, wpisywanie utworzonych numerów do książki, zamawianie próbek folii i nalepek, żeby się dobrze trzymały na możliwie wszystkich rodzajach okładek, w końcu zakup najlepszego produktu… Takie drobne, ulotne czynności.  

W końcu, gdy książki stanęły na półkach, można było je objąć całościowym spojrzeniem. Gdyby trzeba wyznaczyć “Top 10” pośród dziedzin i poddziedzin ujętych w klasyfikacji kongresu i odzwierciedlonych w naszym wydziałowym księgozbiorze, to ranking przedstawiałby się następująco – przy założeniu, że do rankingu wchodzą tylko te dziedziny, które zajmują pięć lub więcej półek (na wspomnianych już 67 regałach): 

  1. BF – Psychologia – 66 półek;
  2. RC – Medycyna internistyczna – 37 półek;
  3. HM – Socjologia – 13 półek;
  4. B – Filozofia – 10 półek;
  5. HQ – Rodzina, małżeństwo, kobieta – 9 półek;
  6. HV – Patologia społeczna, dobrostan, kryminologia – 9 półek;
  7. HF – Handel – 7 półek;
  8. QP – Fizjologia – 7 półek;
  9. RJ – Pediatira – 7 półek;
  10. HD – Przemysł, użytkowanie gruntów, praca – 5 półek.

Inne literki alfabetu, oznaczające poszczególne szerokie dziedziny, są reprezentowane, jak mikroelementy, w postaci śladowej. Nie będę zagłębiać się w szczegóły i tajniki klasyfikacji, serdecznie zapraszam wszystkich do biblioteki, żeby zobaczyć, gdzie wylądowała ich publikacja. W tym miejscu pokażę jedynie, które książki stoją w chwili obecnej na obu krańcach trzech najszerzej reprezentowanych dziedzin i czy te swego rodzaju klamry jakoś się ze sobą spinają. 

W przypadku psychologii (BF), pierwsza w rządku jest książka Człowiek w sytuacji nie tylko z perspektywy psychologa : studia inspirowane teorią Tadeusza Tomaszewskiego, pod redakcją Barbary Bokus i Ewy Kosowskiej. Klasyfikacja: BF 20. C97 2018. Długi pochód woluminów w dziedzinie zamyka z kolei Krótka historia wszystkiego autorstwa Kena Wilbera, oznaczona klasyfikacją BF 1999 W5577165 1997. Pierwsza myśl, że są to granice bardzo nieostre dla dziedziny psychologii. Z drugiej strony, jest to nauka korzystająca z dorobku wielu innych dziedzin, więc może tak powinno być? Według podziału stworzonego przez Bibliotekę Kongresu (i na bieżąco aktualizowanego) w dziedzinie BF, w zakresie 2050-2055, przewidziano miejsce na prace traktujące o spotkaniach ludzi i kosmitów (ang. human-alien encounters). Jak widać, w naszym księgozbiorze chwilowo brak materiału na ten temat. Być może, to jedynie kwestia czasu.  

Zbiór książek poruszających zagadnienia medyczne (RC) otwiera dwutomowe wydanie podręcznika multimedialnego, opartego na zasadach EBM, Choroby wewnętrzne, pod redakcją Andrzeja Szczeklika. Klasyfikacja: RC 46. C54 2005 t.1 i – odpowiednio dla tomu drugiego – RC 46. C54 2005 t.2. Na (chwilowym) końcu w dziedzinie medycyny stoi Space Psychology and Psychiatry Nicka Kanasa i Dietricha Manzey’a. Tytuł ten mieści się w zakresie przewidzianym dla medycyny transportu, lotnictwa i medycyny kosmicznej: RC 1160. K36 2003. W tym miejscu czytelnik mógłby się złapać za głowę i wykrzyknąć: “Czy ci Amerykanie mają takiego hopla na punkcie kosmosu, że każda dziedzina kończy się u nich daleko od ziemi?!” Nie, nie. Jest jeszcze zakres RC 1200-1245, przeznaczony dla medycyny sportowej. Otwiera się zatem szerokie pole do popisu, zarówno dla bibliotekarzy jak i dla przyszłych naukowców. Miejsce na półce już czeka!

Trzecia na podium stoi u nas socjologia (HM), zajmując (+/-) jedną czwartą przestrzeni w porównaniu z psychologią i jedną trzecią tego, co sobie zajęła medycyna. Na początek weteran w dziedzinie, Elementy teorii socjologicznych : materiały do dziejów współczesnej socjologii zachodniej, pod redakcją Włodzimierza Derczyńskiego i Aleksandry Jasińskiej-Kani. Klasyfikacja: HM 447. E44 1975. Na drugim końcu, bardzo blisko “ściany” czyli końcowego zakresu w poddziedzinie (1176-1281 – wpływ społeczny, presja społeczna), stoi Przywództwo przez integrację : budowanie sprawnych organizacji dla ludzi, osiągania efektywności i zysku Autor: Emmanuele Gobillot, klasyfikacja: HM 1261. G63165 2008. Jakiś wspólny mianownik dla tych tytułów, pani bibliotekarko? Nie wiem, myślę. Może taki, że czy na Zachodzie, czy na Wschodzie, często idzie przede wszystkim o zysk. Dobrze, gdy zysku nie osiąga się kosztem ludzi.

Czyli BF, RC i HM! 

Może jeszcze słowo o dobrze znanej wszystkim publikacji, autorstwa Marii Lewickiej, Tytusa Sosnowskiego i Macieja Trojana Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Pewnie wszyscy mamy ją u siebie na regałach w gniazdach i dziuplach. Gdyby jednak ktoś jej szukał w bibliotece, to stoi na półce sklasyfikowana jako BF 80.7. P72 W375 1998 egz. 1, z grzbietem oklejonym na żółto.

Okładka książkie ze zdjęciami ludzi

Dla mnie i mojego zespołu (na przestrzeni trzech lat było nas nawet 7 osób) przeprowadzka biblioteki do nowego gmachu miała także dodatkowy sens. Obejmując funkcję kierownika biblioteki podjęłam się zadania przekształcenia biblioteki w „Learning Center” – nazwa robocza, przyjęta w projekcie nowego gmachu. Zainspirowana pobytami w różnych bibliotekach w Europie (w ramach programu Erasmus +), m.in. w bibliotece Fundacji Calouste Gulbenkian, czy w Kunsthistorisches Institut, a zwłaszcza wizytą w KIM Konstanz, zaproponowałam społeczności wydziału ideę Centrum BZIK (Centrum Badań, Zasobów, Informacji i Komunikacji), wierząc, że jest to dobry czas i miejsce na takie zmiany. W planie koncepcyjnym zostało to ujęte w ten sposób: „Centrum Badań, Zasobów, Informacji i Komunikacji (BZIK) Wydziału Psychologii UW jest miejscem, które łączy tradycyjną bibliotekę (wypożyczalnię i czytelnię), Labotekę, z nowoczesnymi zadaniami, stojącymi przed całą społecznością wydziału, obejmującymi promocję wydziału, ze szczególnym akcentem na promocję nauki”. Takie trochę, a nawet więcej, serce wydziału. Pomysł został bardzo życzliwie przyjęty, za co w tym miejscu bardzo dziękuję wszystkim, którzy się do tego pomysłu uśmiechnęli, i częściowo już  zrealizowany. W latach 2023-2025, wykonując działania potrzebne do takiego przekształcenia, podjęliśmy się pracy nad organizacją Laboteki czyli zarządzania sprzętem laboratoryjnym wykorzystywanym na wydziale do badań. Labmasterem został Wojciech Dołęgiewicz. Przejęliśmy także prace związane z napełnianiem bazy PBN (Paweł Rygiel i Wojciech Dołęgiewicz) oraz obsługą systemu Science Cloud z poziomu wydziału (Paweł Rygiel). W momencie, gdy do zespołu dołączyła Zuzanna Dziedzic, ruszyliśmy z promocją nauki. Z czasem zespół wzbogacił się o osobę Magdaleny Czerwińskiej-Strzelczyk i Adriana Urniaża, zajmujących się promocją stricte, a przez kilka miesięcy była też z nami Dominika Adamczyk, dziś szczęśliwa, mam nadzieję, doktor nauk społecznych w dziedzinie psychologia. Last but not least, koleżanka-łącznik, Bogumiła Dorociak, z najdłuższym stażem w bibliotece, z godną podziwu gotowością podejmująca BZIK-owe zadania. 

Co będzie dalej z BZIK-iem, nawet jeśli został nieco okrojony, to czas pokaże. W każdym razie, jest biblioteka, jest laboteka, są ludzie. A to najważniejsze. W ważnych chwilach dobrze jest się nimi otoczyć. Jak książkami.

Barbara Chmielewska, Biblioteka Wydziału Psychologii 

  

   

     

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.