BuwLOG

A gdyby tak do Gdyni? Stacja 4

4. A gdyby tak do Gdyni? Przystanek czwarty: Dworzec Morski

Na pierwszy rzut ucha nazwa „Dworzec Morski” brzmi jak oksymoron. Z drugiej strony, prawie zupełnie nie dziwi nas określenie „Port lotniczy”. Dlaczego? Dlatego, że częściej podróżujemy samolotem niż statkiem. A przecież język – także polski – zaczerpnął ze słownika morskiego pełną garść i przerzucił ją do słownika lotniczego: port lotniczy, statek powietrzny (to określenie, niestety, wyszło z użycia), kapitan, nawigator, pokład, steward i stewardesa, załoga, a wreszcie boarding czyli zapokładowanie. Hej, ale „dworzec” to raczej z terminologii kolejowej, co nie? Tak. I na tym przykładzie dobrze widać, w jaki sposób język radzi sobie z czymś, co musi nazwać po raz pierwszy. Bo jak się nazywa miejsce, w którym podróżni, sącząc napój, czekają na środek transportu, po uprzednim kupieniu biletu? Oberża pocztowa! No nie, bez przesady. Chodzi o dworzec.

W każdym razie, dla kogoś, kto nigdy nie podróżował statkiem, brzmi to jednak trochę egzotycznie. Paradoksalnie. Podobnie, jak pełen skrajności jest jeden z rozdziałów Wiatru od morza, który nosi tytuł „Przy nowych fundamentach”. Jak można się domyślić opowiada on o budowie gdyńskiego portu. Oddajmy słowo specjaliście:

Na widnokręgu stoją w ordynku porządnym niezliczone czarne pryzmaty torfu wydobytego już z głębi i w suche złożonego cegiełki. Lekka para wiekuistej zgnilizny nosi się nad niedosięgłym dla oczu obszarem chylońskiego pustkowia. Leżały tam drzewiej piaski denne, głęboką pracą morza złożone a wodą nasiąkłe jak gąbka. Na tym półobeschłym obszarze zagnieździł się mech, torfowiec. W ciągu długich stuleci ten to kożuch torfowy tamował bieg swobodny chylońskiego potoku. (…) Tam to właśnie, w tę prastarą kaszubską pażycę, gdzie niegdyś przelewało się morze, gdzie przez wieki królowała niema głusza, leżała pustka ziewająca, a diabeł Smętek światełka swoje, straszliwe dla ludi, po nocy obnosił – znowu na rozkaz ludzki morze ma się wrócić. (…) Tam, gdzie teraz wałęsają się w malarycznym oparze białe lub łaciate kozy uwiązane na postronkach i przytroczone na głucho do kołków wbitych w torfowisko (…) gdzie majestatycznie przechadzają się wędrowne wrony, a czasem przebiegnie bezpański pies naszczekując z odrazą w nudne rozłogi – zaświszczą sygnały i syreny setek kotłów, bić będą wniebogłosy, jak w Southampton, tysiące młotów, warczeć będą maszyny, śpiewać będą pracownicy, przygotowywać się do podróży wokół globu ziemskiego polskie okręty i młodzi polscy marynarze. 

Na mapie, którą prezentujemy na czwartej stacji naszej podróży, a którą z Crispy wybrał Gabinet Zbiorów Kartograficznych, widzimy rozkład tego świeżutkiego, nowiutkiego jak spod igły, portu – okna i bramy na świat Polaków, którzy będą chcieli (albo musieli) wyjechać z kraju.  

Port w Gdyni.
Port w Gdyni, 1928. Gabinet Zbiorów Kartograficznych BUW. Źródło: Crispa.

Nie ma na tej mapie Dworca Morskiego, a jedynie molo pasażerskie. Dworzec powstał kilka lat później, w 1933, i jego powstanie wpisuje się w ogólnoeuropejski trend budowania terminali morskich, co z kolei było rezultatem wzmożonego ruchu turystycznego. Po prostu już dłużej nie wypadało ładować kufrów z futrami, szkatułek z naszyjnikami, neseserów z dresami i walizek z krawatami bogatych dam i dżentelmenów bezpośrednio z nabrzeża. Z resztą tak, jak samych dam i dżentelmenów. Azaliż.    

Jednym z obiektów, które są już na mapie z 1928 r., a które swoją nazwą, podobnie jak Dworzec Morski, wnoszą do polskiej rzeczywistości tchnienie egzotyki, jest łuszczarnia ryżu. Pisze o niej Wacław Sieroszewski:

Mijamy ogromne składy Hangar nr 2 na nabrzeżu Rotterdamskim i skierowujemy się do jednego z największych przedsiębiorstw przemysłowych Gdyni, do Łuszczarni Ryżu. Pięciopiętrowa, biało-czerwona, pasiasta jej fasada z dala rzuca się w oczy. Był to pierwszy wielki budynek przemysłowy wzniesiony w Gdyni. Założony w 1927 roku zaczął pracować już w maju 1928. (…) Po zwiedzeniu olbrzymiego składu, gdzie spoczywa do 500 tysięcy worków – surowego i oczyszczonego ryżu, wchodzimy do pracowni, gdzie nam pokazują próbki rozmaitego rodzaju ryżu przed i po obróbce.

– Każda kucharka ma swój ulubiony ryż i one właściwie decydują o rodzaju naszej pracy. W Czechach na przykład, żądają ot, takiego drobniejszego ryżu, którego za nic nie kupi ani nasza pani, ani służąca. W Turcji wolą ten ryż z odcieniem różowawym… (…) Połowę prawie naszej produkcji wysyłamy do Anglii, Szwecji, Norwegii, Czechosłowacji, Austrii, Estonii, Łotwy, Finlandii, Turcji, Grecji… Do niedawna brały Niemcy, lecz teraz… urwało się! Rosja ma podobno swoje wielkie łuszczarnie w Turkiestanie na Kaukazie i nad Amurem. (…)

– Skąd bierzemy największą ilość?

– Z Indii, z Rangunu…   

Port w Gdyni – brama na świat pełną gębą. Budynek łuszczarni można oglądać także dziś, a w zabytkowym gmachu Dworca Morskiego w Gdyni znajduje się Muzeum Emigracji. Może tam będziecie? Dajcie znać, jakby co.

Tekst: Barbara Chmielewska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy

Grafika: Marianna Wichowska, Oddział Promocji, Wystaw i Współpracy

Bibliografia:

[1.] Stefan Żeromski, Wiatr od morza, Warszawa 1996, BUW Wolny Dostęp PG7158.Z4 W53 1996

[2.] Szymon Jocek, Dworzec Morski w Gdyni – historia i architektura na tle wybranych budynków morskich terminali pasażerskich w Europie, https://czasopisma.bg.ug.edu.pl/ 

[3.] [1.] Brama na świat. Gdynia 1918-1939. Wybór, wstęp i opracowanie Maciej Rdesiński, Gdańsk 1976. BUW Wolny Dostęp: DK 4800.G4 B73 1967

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.