Ej, a wiesz co widzę?
Holmenkollen!
Każdy, kto usłyszał, że wraz z Małgorzatą Radulską pojedziemy w tym roku do Norwegii w ramach programu Erasmus+, ostrzegał nas, że przeżyjemy szok. Koleżanki, które również odwiedziły jeden z krajów na północy, poinformowały nas, że chętnie będą stanowić dla nas grupę wsparcia emocjonalnego, bo północ Europy a Polska, to w niektórych aspektach, jak niebo a ziemia.
Dzięki lotowi o wczesnej godzinie mogłyśmy zaobserwować, jak toczy się życie w Oslo przez cały dzień. I należy przyznać, że miło było obudzić się w świecie, w którym za oknem widać rzesze biegaczy i narciarzy wędrujących w kierunku metra, które zawiezie ich do położonej znacznie wyżej części miasta, w której znajduje się też las i fantastyczne ścieżki do narciarstwa biegowego.
Zwróciłyśmy uwagę, że chociaż dla nas wizyta w tym kraju była szansą na zaznanie pełnej śniegu zimy, to z perspektywy mieszkańców nie było w pogodzie nic nadzwyczajnego. W ich wypowiedziach i wspomnieniach pojawiały się uwagi o zmieniającym się klimacie i zimie bardzo odbiegającej od tego, co zapamiętali chociażby z poprzedniego roku.
Wiele spośród muzeów, które udało nam się odwiedzić, stawiało bardzo mocny nacisk na to, co obecnie dzieje się ze środowiskiem naturalnym. W przystępny sposób, często za pomocą różnych interaktywnych instalacji, wskazywano odwiedzającym na problem zmian klimatycznych na Ziemi i ich katastrofalne konsekwencje, których należy się spodziewać o wiele szybciej niż myślimy! Był to bardzo pouczający i poruszający motyw naszych wycieczek.
Oczywiście, najważniejszym punktem naszej wyprawy była wizyta w Bibliotece Uniwersyteckiej w Oslo. Naszą gospodynią została Biblioteka nauk humanistycznych i ścisłych im. Georga Sverdrupsa (warto zwrócić uwagę, że prawie każda z bibliotek wydziałowych ma swojego patrona).

Po przekroczeniu progu budynku, mile zaskoczył nas widok kawiarni i przestronnej kantyny, która znajdowała się tuż obok (i karmiła nas klopsikami przy każdej możliwej okazji 🙂). Przyjęto nas w bibliotece bardzo ciepło i już na początku wskazano nam małe biuro, które udostępniono nam na czas pobytu oraz przygotowano karty, które miały nam umożliwić samodzielne poruszanie się po wszystkich strefach biblioteki. Zaufanie, którym nas obdarzono było bardzo sympatycznym i zaskakującym gestem.
Aktualny budynek biblioteki został oddany do użytku w 1998 roku, ale już przeszedł poważną modernizację. Kilka lat przed pandemią przeprowadzono gruntowny remont dwóch pięter, aby dostosować przestrzeń do aktualnych potrzeb użytkowników. W wyniku tego powstało prawie czterdzieści pokoi pracy grupowej. Studenci uniwersytetu mogą je zarezerwować przez stronę biblioteki i mają w nich do dyspozycji nie tylko miejsca siedzące, ale także tablice i duże wyświetlacze. Biblioteka jest dostępna dla każdej osoby, która chce z niej skorzystać, jednak część miejsc do nauki na dwóch najwyższych piętrach dostępnych jest wyłącznie dla studentów Uniwersytetu w Oslo i je również można zarezerwować z wyprzedzeniem przez stronę biblioteki.
Przestrzeń wolnego dostępu została podzielona na trzy strefy:
- strefę do pracy grupowej, gdzie jest wiele miejsc do wspólnej nauki,
- strefę czytania do indywidualnej pracy, gdzie jednak trzeba spodziewać się pewnych odgłosów w otoczeniu,
- strefy całkowitej ciszy, w której obowiązuje całkowity zakaz hałasowania (do tego stopnia, że niemile widziane jest nawet zbyt głośnie pisanie na klawiaturze).
W wielu miejscach są bardzo wygodne i czyste fotele, pufy i podnóżki[1], a wszechobecne drewno naprawdę koi wzrok, kiedy już podniesie się go znad lektury lub komputera. Przeszklone okna pozwalają na utrzymanie wewnętrznej energii, tak potrzebnej do uczenia się na kolejny trudny egzamin. Warto też zwrócić uwagę na rolety, które nie są kontrolowane przez pracowników, ale automatycznie dostosowują się do ilości promieni słonecznych wpadających do środka. Nie trzeba się więc martwić, że problemem stanie się przebywanie w zbyt jasnym pomieszczeniu.
Wybrane strefy relaksu




Biblioteka wśród wypożyczanych zbiorów posiada nie tylko książki. Jeśli ktoś nagle musi gdzieś wyjechać, przenocować na podłodze czy zrobić szybkie naprawy w domu można wypożyczyć potrzebne przybory z „biblioteki rzeczy”. Dla domowych ogrodników też się coś znajdzie – biblioteka dzieli się z użytkownikami nasionami ziół i roślin doniczkowych. Ta część niewątpliwie świadczy o mentalności Norwegów. Pracownicy zapytani o to, czy nie boją się, że te drogie przedmioty lub narzędzia mogą zostać zniszczone lub skradzione, byli szczerze zaskoczeni tą myślą. Otrzymałyśmy niepewną odpowiedź, że w ogóle nie biorą tego pod uwagę, a użytkownicy okazują szacunek przedsięwzięciu.

Ze wszystkich różnic najbardziej zaskakujące (co pewnie wielu nie zdziwi) było ogromne zaufanie, jakimi obdarzani są użytkownicy biblioteki, również w kwestii dostępu do księgozbioru. Zamówienia wybierają sami ze specjalnego regału, z książkami z wypożyczalni międzybibliotecznej mogą poruszać się po całej bibliotece, mają dostęp do części magazynu i mogą samodzielnie wyszukać sobie potrzebne pozycje. Ciężko wyobrazić sobie to w naszych realiach. Tutaj też nastąpiło niezręczne (dla nas) zdziwienie pracowników na nasze pytanie: “Nikt wam niczego nie kradnie?”.
Odwiedziłyśmy również pobliską bibliotekę Science Library, w której można zarezerwować sobie pokój do nagrań np. podcastów czy też drukarkę 3D. Dla każdego znajdzie się więc coś ciekawego, nawet jeśli nie jest zainteresowany książkami. Udało nam się również zamienić kilka słów, z obecnym w czasie naszej wizyty użytkownikiem drukarki 3D. Wyraził on zadowolenie z tego, że studenci mają dostęp do takich urządzeń. Dzięki temu jest im łatwiej (i taniej) realizować najróżniejsze projekty i rozwijać się na wielu polach.
Tydzień spędzony z pracownikami biblioteki pozwolił nam poznać ich codzienność, zadać mnóstwo pytań o ich pracę z Almą i drogę książki od zakupu do postawienia na półce. Niektóre osoby z uśmiechem patrzyły jak odruchowo (niczym surykatki) spoglądamy w stronę dźwięku otwieranego gazowanego napoju lub pojemnika z jedzeniem. Władze biblioteki pogodziły się z tym, że studenci i tak jedzą i piją między książkami i wyraziły na to zgodę (oczywiście to nie oznacza, że można tam otworzyć pojemnik z intensywnie pachnącym curry tuż nad jedynym egzemplarzem podręcznika). Z naszych obserwacji wynikało, że użytkownicy z szacunkiem podeszli do tej decyzji i problemy wynikające z obecności jedzenia w bibliotece były sporadyczne.
Miałyśmy również szansę obejrzeć zawartość pomieszczenia z najstarszymi dostępnymi pozycjami. Tutaj warto zwrócić uwagę na to, że czujka odpowiedzialna za światło reagowała nie na ruch, ale na dźwięk. To bardzo przydatne, nie trzeba co chwilę wstawać i machać rękami, gdy pracuje się z książką lub na przykład w sytuacji gdy ktoś upadnie i nie jest w stanie się poruszyć.
Dano nam również szansę spędzenia części dni w roli Prawdziwych Pracowniczek BibliotekiⓇ. To doświadczenie sprawiło nam dużo radości. Wręczono każdej z nas plik rewersów i wypuszczono na poszukiwania książek. Zakończone sukcesem dla nas obu, rzecz jasna! Co ciekawe, studentom w ogóle nie przeszkadzało, że na pytanie w języku norweskim słyszeli “I’m sorry, I don’t speak Norwegian.”. Po prostu automatycznie przechodzili na angielski i grzecznie czekali na naszą odpowiedź. Z dumą musimy przyznać, że kilku osobom udało nam się pomóc, zaproponować jakieś rozwiązanie lub pokierować w stronę odpowiedniej części biblioteki.
Podsumowując – wizyta w Oslo pozwoliła nam zyskać odmienną perspektywę na to, jak może wyglądać praca w bibliotece, współpraca z czytelnikami o zupełnie innej mentalności oraz zobaczyć, jak to jest żyć w świecie, w którym tylko kilka stacji metra dzieli cię od jezior, lasów i skoczni narciarskiej.

Agnieszka Śliwczak i Małgorzata Radulska, Oddział Udostępniania
[1] Warto tutaj wspomnieć, że w dużej części to nie są rzeczy zakupione z funduszy bibliotecznych. Są to meble lub akcesoria, które pracownicy uznali za niepotrzebne w swoich domach lub znaleźli na grupach w rodzaju “Uwaga, śmieciarka jedzie.”. Bardzo dobre, praktyczne, tanie i ekologiczne rozwiązanie.
